Paliwa+ to po prostu podatek

Dotychczas wśród pomysłów PiS nie było takiego, który nadawałby się wprost do rzucenia w kampanii samorządowej.

Nowy fundusz sfinansowany z nowej opłaty teoretycznie ma wspomóc samorządowe inwestycje drogowe.Autor: Fot. Andrzej Sidor- Forum

Zaskakujący projekt ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych (FDS), który w środę zaliczył już w Sejmie pierwsze czytanie, ma sens inwestycyjny, ale legislacyjnie jest akademickim przykładem szkodnictwa. Reaktywuje zło z początku kadencji, gdy projekty przygotowywane przez aparat ministerialny były błyskawicznie forsowane ścieżką poselską przez klub Prawa i Sprawiedliwości. Taki proceder umożliwia ominięcie nie tylko jakichkolwiek konsultacji społecznych, lecz nawet uzgodnień międzyresortowych, dzięki którym udaje się w projektach sporo poprawić przed ich przyjęciem przez Radę Ministrów. Trybem forsowania FDS władcy kraju potwierdzają, że Rada Dialogu Społecznego, z której powstaniem wiązano tyle nadziei, w sprawach naprawdę ważnych staje się organem fikcyjnym, albowiem nie ma nawet możliwości zajęcia stanowiska.

Projekt niby poselski omija jeszcze jedną ważną procedurę. Do rządowych obligatoryjnie są załączane szczegółowe projekty rozporządzeń wykonawczych, a do poselskich nie. W ustawie o FDS kluczowe znaczenie ma zapisane w art. 17 upoważnienie dla ministra ds. transportu do określenia w rozporządzeniu metodologii podziału drogowych pieniędzy między poszczególne województwa „mając na uwadze zapewnienie zrównoważonego rozwoju regionów”. Wieloletnie orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego wskazuje, że delegacja ustawowa powinna być doprecyzowana. Dotyczący podziału FDS ogólnik natychmiast wywołuje uzasadnione skojarzenia, że największy strumień pieniędzy na lokalne drogi może trafiać do tych województw, w których po przyszłorocznych wyborach samorządowych PiS obejmie władzę. Na wszelki wypadek jednak dysponentem niemałej kasy i tak będzie… rządowy wojewoda.

Przedwyborczy kontekst idei utworzenia FDS jest bowiem oczywisty. Dotychczas wśród pomysłów PiS nie było takiego, który nadawałby się wprost do rzucenia w przyszłorocznej kampanii samorządowej. Dlatego do ogólnopolskich sztandarowych programów 500+ czy Mieszkanie+ mają dojść zorientowane na lokalne inwestycje drogowe Paliwa+. FDS ma zostać sfinansowany z nałożonego na wszystkich kierowców nowego, powszechnego parapodatku, nazwanego w projekcie opłatą drogową. Przełoży się to m.in. na wyższe koszty przedsiębiorstw, co oznacza generalny wzrost cen towarów i usług. Razem z VAT nowe myto ma wynosić około 25 groszy za litr paliwa.

Konstrukcja FDS kopiuje rozwiązania z przepisów o Krajowym Funduszu Drogowym (KFD), powiązanym z autostradami płatnymi. Dlatego naprawdę trudno pojąć, po co w ogóle ma zostać uchwalona nowa ustawa. Przecież ruchem najprostszym byłoby wydzielenie z KFD jako subkonta FDS, aby pieniądze z dotychczasowej opłaty paliwowej były dzielone na dwie kupki — finansujące sieci dróg krajowych oraz samorządowych. Zamiast tego ma jednak powstać kolejny administracyjny byt, finansowany z nowej opłaty, notabene zasilającej… zarówno FDS, jak i KFD. Wszystko to razem spiętrzy chaos prawny i finansowy. Projekt ustawy Paliwa+ przede wszystkim jednak dowodzi, że państwowa kasa — mimo dęcia propagandowych fanfar z okazji czysto księgowej, chwilowej nadwyżki budżetu — kolejnych wydatkowych pomysłów PiS bez nałożenia nowych podatków już nie wytrzyma.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski