Parlamentarna służba wartownicza

Postawię teraz tezę, wobec której czytelnicy będący pracobiorcami zalecą mi popukanie się palcem w czoło.

Fot. Pixaby

Kalendarz świąteczno-noworoczny okazał się wyjątkowo niesprzyjający żonglerce tzw. długimi weekendami, która w skrajnym wypadku umożliwia nieprzerwaną labę nawet przez dziewięć dni po wybraniu z urlopowego konta zaledwie trzech roboczych.

Co pięć-sześć lat trafia się takie jak obecnie (powtórka w 2022 r.) skopiowanie kalendarzowego układu Bożego Narodzenia z Wielkanocy — Wigilia niczym Wielka Sobota, pierwszy świąteczny dzień konsumuje niedziela, a dodatkowa czerwona kartka dochodzi jedynie w poniedziałek. Konsekwencją będzie także skromna kanikuła za tydzień — sylwester to taka lepsza sobota, a noworoczna sjesta ograniczy się do niedzieli.

Postawię teraz tezę, wobec której czytelnicy będący pracobiorcami zalecą mi popukanie się palcem w czoło. Otóż właśnie takie jak tegoroczne związanie święta liturgicznego z niedzielą jest najbardziej właściwe. Szkoda, że zasada ta obejmuje jedynie wspomnianą Wielkanoc oraz wypadające siedem tygodni później Zielone Świątki. Reszta świąt skacze zaś po roboczym tygodniu, chociaż bez jakiegokolwiek uszczerbku dla ich wartości duchowych mogłyby być uroczyście obchodzone liturgicznie w niedziele najbliższe ich datom. Tylko na pierwszy rzut oka taki postulat jest herezją. Jego wprowadzeniu w życie gromko przyklasnęliby pracodawcy, a także wszyscy prowadzący własną działalność gospodarczą, którzy wartość do podziału muszą naprawdę wypracować, a nie jedynie odebrać miesięczną pensję, oderwaną od rzeczywistego wysiłku w danym miesiącu.

Złośliwości tegorocznego kalendarza nie odczuwa jednak specyficzna grupa zawodowa — posłowie i senatorowie. Przy czym składam tu ważne zastrzeżenie, że część z nich nie przeszła na parlamentarne etaty. Zgodnie z postanowieniem marszałka Marka Kuchcińskiego, ostatnie tegoroczne posiedzenie Sejmu zakończyło się 16 grudnia, a następne rozpocznie się dopiero 11 stycznia 2017 r. — czyli posłowie otrzymali bez żadnych wniosków urlopowych, po prostu w prezencie aż 25 ciągłych dni wolnych. Wobec nich senatorowie mogą poczuć się pokrzywdzeni — zaledwie 20 dni wolnych, jako że zgodnie z postanowieniem marszałka Stanisława Karczewskiego zakończyli 21 grudnia, a rozpoczną także 11 stycznia. Rok temu opanowane już przez tzw. dobrą zmianę obie izby pracowały tuż przed Wigilią, a potem jeszcze między świętami a sylwestrem. Trzeba jednak przyznać, że wielotygodniowy dobrobyt wypoczynkowy na styku grudnia i stycznia zaczął się już w epoce Platformy Obywatelskiej, zatem Prawo i Sprawiedliwość akurat w tej sprawie mocno uścisnęło ręce poprzednikom.

W tym kontekście wypada docenić poświęcenie posłów PO, którzy koczując na sali plenarnej Sejmu, nie tylko walczą o przejrzyste uchwalanie ustaw. W pewnym sensie nadrabiają błędy z przeszłości, wszak to oni zapoczątkowali bezzasadnie długie urlopy świąteczno- -noworoczne. Podzielili się na segmenty — sześć godzin na sali, sześć godzin przerwy, potem znów sześć na sali etc. Każdego dnia do 11 stycznia mają tak dyżurować posłowie z innych regionów, a w Wigilię i Boże Narodzenie — mieszkający w stolicy i najbliższych okolicach. Taki harmonogram jako żywo przypomina system wacht okrętowych, a jeszcze bardziej — wojskowy regulamin służby wartowniczej, posłowie pominęli jedynie tzw. zmianę czuwającą… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski