Partyjny skok na gminną kasę

Tytuł ustawy powinien brzmieć „o sposobie przejęcia przez PiS samorządu terytorialnego na szczeblu gmin”.

Takie urny wyborcze odeszły już w przeszłość – we wszystkich siedzibach komisji obwodowych czekają przezroczyste.

W przeddzień Narodowego Święta Niepodległości klub PiS wniósł do Sejmu projekt ustawy o… Właśnie — o czym? Tytuł jest absolutnie niezgodny z zasadami legislacji, ponieważ nie zawiera żadnego konkretu: „o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych”. Chodzi o nowelizację ustaw samorządowych i kodeksu wyborczego, a tytuł uczciwy powinien brzmieć: „o sposobie przejęcia przez Prawo i Sprawiedliwość samorządu terytorialnego na szczeblu gmin”.

Zmian zaproponowano wiele, niektóre są oczywiście zasadne. Choćby likwidacja głosowania dwudniowego, które i tak było zapisem teoretycznym, odbyło się u nas tylko raz, w referendum unijnym 7-8 czerwca 2003 r. A także likwidacja głosowania korespondencyjnego, które się nie przyjęło. Naturalne jest również umieszczenie w lokalach wyborczych kamerek internetowych. Ale zapisano także proceduralne pomysły niedorzeczne, np. czasochłonne analizowanie przez całą komisję obwodową każdej kartki (wychodzi kilkadziesiąt sekund na jedną!), co w niewielkim lokalu wydłuży czas liczenia z 3-4 godzin do kilkunastu, a komisjom większym zajmie ponad dobę, zwłaszcza w ciężkich wyborach samorządowych. To nie żart, lecz realny koszmar zaproponowany przez dyletantów, którzy sami nie pracowali nigdy w komisji obwodowej.

Lejtmotywem projektu jest jednak wielki skok PiS na samorząd gminny.

Proporcjonalna ordynacja do sejmików województw i rad powiatów się nie zmieni, natomiast prawdziwą samorządność w małych gminach/miastach PiS zniszczy narzuceniem ordynacji proporcjonalnej na listy, zamiast obowiązujących od 1990 r. wyborów większościowych. Skończy się możliwość zdobycia mandatu radnego przez kandydata szanowanego przez kilkuset sąsiadów, ale nieuznającego dyktatu partii. Władcy kraju po cichu przemycają jeszcze jedno kuriozum — umieszczenie logotypów partii (wiadomo, która dominuje w sondażach) wprost na kartach do głosowania! Dotychczas w dokumentach wyborczych nazwy partii umieszczane są tylko suchym wierszem, a propagandowe materiały graficzne eliminuje się z lokali. Nachalne wstawienie znaczków partii bezpośrednio na karty do głosowania cofnie niby-innowacyjną Polskę do prymitywnych państw III świata, gdzie na kartach umieszcza się właśnie symbole graficzne — z powodu analfabetyzmu wyborców.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski