PiS nie dostanie znikąd pomocy

Dla uczestniczących w szczytach RE prezydentów/premierów pozostałych 27 państw rozdrapywanie wewnątrzpolskich kompleksów i fobii, zwłaszcza dotyczących przeszłości, jest w ogóle nie do przyjęcia.

Belgium , Brussels, Mar. 17, 2016 - First day of the EU summit meeting - The Netherlands Prime Minister Mark Rutte, European Council President Donald Tusk, Hungary Prime Minister Viktor Orban, France President Francois Hollande and Belgian Prime Minister Charles Michel Copyright Thierry Roge / POOL / ReportersReporters / GYS

Na horyzoncie coraz bliżej planowy szczyt Rady Europejskiej (RE) 9–10 marca w Brukseli, w którego konkluzjach znajdzie się na końcu niepozorne zdanie, zadające Prawu i Sprawiedliwości wizerunkową klęskę na arenie międzynarodowej. Pięć lat temu w dokumencie z analogicznego posiedzenia 1–2 marca 2012 r. brzmiało ono tak: „Ponadto Rada Europejska ponownie wybrała Hermana Van Rompuya na swojego przewodniczącego”. Potem decyzja ogłoszona została w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej. Za kilkanaście dni cała procedura reelekcji zostanie skopiowana, ze zmianą osoby na Donalda Tuska.

Na pewno nie zostanie jednak powtórzony wynik głosowania. Herman Van Rompuy, pierwszy w dziejach RE stały przewodniczący, otrzymał przedłużenie na drugą połowę 5-letniej kadencji w trybie konsensu, czyli jednogłośnie. Notabene wtedy Belg przewodniczył również szczytom Eurolandu, gdy obecnie funkcje są rozdzielone — grupą wspólnej waluty kieruje Jeroen Dijsselbloem, minister finansów Holandii. Na nadchodzącym szczycie RE będzie musiała zastosować traktatowy art. 15 ust. 5 o wybieraniu przewodniczącego większością kwalifikowaną. Wymagana jest zgoda co najmniej 72 proc. (czyli 21 szefów państw lub rządów) członków RE, reprezentujących co najmniej 65 proc. unijnej ludności. Pomijając demografię, do zablokowania kandydatury Donalda Tuska konieczny jest zatem sprzeciw (lub choćby wstrzymanie się od głosu) co najmniej ośmiu prezydentów/premierów.

Na razie wiadomo o jednym uczestniku szczytu RE, który reelekcji nie poprze — to premier Beata Szydło.

Prezes Jarosław Kaczyński wszystkim funkcjonariuszom z jego nominacji — czyli prezydentowi, premierowi, rządowi, europosłom, prezesowi TVP etc. — wydał rozkaz: robić wszystko dla strącenia Donalda Tuska z unijnego fotela. Z wykonaniem rozkazu jest jednak drobny problem — otóż dla uczestniczących w szczytach RE prezydentów/premierów pozostałych 27 państw rozdrapywanie wewnątrzpolskich kompleksów i fobii, zwłaszcza dotyczących przeszłości, jest w ogóle nie do przyjęcia. Wyłącznym kryterium oceny Donalda Tuska jest jego sprawdzanie/niesprawdzanie się na stanowisku w Brukseli od 1 grudnia 2014 r. Art. 15 ust. 6 traktatu precyzuje zadania przewodniczącego w czterech punktach, z których politycznie najważniejszy jest „c”: „Wspomaga osiąganie spójności i konsensusu w Radzie Europejskiej”. A akurat w tej trudnej sztuce nasz były premier jest arcymistrzem…

W czwartek przyjeżdżają do Warszawy premierzy Grupy Wyszehradzkiej. Reelekcja Donalda Tuska to jeden z tematów radykalnie dzielących Beatę Szydło oraz trzech jej gości. Dla węgierskiego premiera Viktora Orbána, mocno obsadzonego w Europejskiej Partii Ludowej, poparcie dobrego kolegi z tej chadeckiej międzynarodówki to oczywista oczywistość. Ale również dwaj premierzy socjaldemokratyczni, czeski Bohuslav Sobotka i słowacki Robert Fico, wobec pomysłu pozbycia się harmonijnie z nimi współpracującego Donalda Tuska pukają się palcem w czoło. Zatem prezes nie doczeka się znikąd pomocy… Naprawdę szkoda, że będąc w latach 2006–07 premierem, ani razu nie uczestniczył w szczycie RE (oddał to bratu Lechowi), bo może wtedy coś by z unijnych zasad gry rozumiał.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski