Ministerstwo skarbu ma się świetnie

Obradujący w sali imienia Andrzeja Frycza Modrzewskiego rząd wytrwale zapisuje akapity nowej, szóstej księgi dzieła „O poprawie Rzeczypospolitej” – „O pozorach”. Sytuacja wydawała się klarowna. Rząd PiS zlikwidował ministerstwo skarbu, bezpośredni nadzór nad państwowym majątkiem  otrzymała premier, która pełnomocnictwami nadzoru nad poszczególnymi spółkami obdarzyła odpowiednich ministrów — żeby zarządzanie spółkami skarbu państwa było spójne z polityką rządu. Kontrowersyjne? Niewłaściwe? Można dyskutować. Także o  zaangażowaniu spółek w realizację gospodarczych planów rządu. Sposób nadzoru nad majątkiem wydawał się jednak ustalony i zrozumiały. Wydawał się, bo już wiadomo, że jest fikcją.

fot. Adam Chelstowski/FORUM

Pod koniec ubiegłego roku PZU trafiło pod skrzydła wicepremiera Morawieckiego. Taka była decyzja premier Szydło. W lutym wicepremier, korzystając z przysługującego mu prawa głosu, zmienił radę nadzorczą. W marcu rada odwołała prezesa Krupińskiego, powołanego jeszcze za czasów ministra Jackiewicza. W kwietniu cały korporacyjny ład wziął w łeb – nocne obrady walnego, zmiany w radzie, cofnięte — a może wcale nie — pełnomocnictwo, nieoczekiwana nominacja Pawła Surówki na prezesa. Nie oceniam szefa PZU, decyzji rady nadzorczej, decyzji premier Szydło o przekazaniu nadzoru nad PZU ministrowi rozwoju czy też jego ewentualnego cofnięcia. Oceniam koszmarny styl przeprowadzonych zmian i fikcję reformy nadzoru na państwowym majątkiem, czasowo nadzorowanym przez polityków PiS.

O wydarzeniach w PZU przeczytasz w tekście Mariusza Gawrychowskiego „PZU w rękach premier Szydło”

 

 

Marcin Goralewski
Marcin Goralewski