Płyta coraz bardziej zdarta

Przyjmując na cotygodniowym środowym posiedzeniu opinię w sprawie stanu praworządności w Polsce pod władzą Prawa i Sprawiedliwości, Komisja Europejska (KE) zachowała się 1 czerwca podobnie jak 14 maja agencja Moody’s.

FOT. REUTERS_Kai Pfaffenbach_FORUM

Zgodnie ze żmudną procedurą KE na razie nie ma podstaw do obniżenia politycznego ratingu Polski — ale jego perspektywę widzi zdecydowanie negatywną. Rzeczowo i obiektywnie ocenia, że przedstawiane przez władców Polski działania zmierzające do akceptowalnego społecznie rozwiązania głębokiego kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego to polityczna fikcja oraz zwyczajne przeciąganie czasu. Takie przeświadczenie wywiózł z Warszawy w ubiegłym tygodniu Frans Timmermans, wpływowy pierwszy wiceprzewodniczący KE oraz komisarz ds. lepszej regulacji i rządów prawa.

Przekazana rządowi opinia KE w szczegółach pozostaje poufna, jak przystało w dyplomacji.

Ale jej generalne przesłanie jest powszechnie znane zarówno w Brukseli, jak i w Warszawie. Kolegium 28 komisarzy (jeden z jednego państwa) uznało, że w Polsce istnieje systemowe zagrożenie dla rządów prawa. Jednocześnie przypomniało kolejny już raz, że ratyfikując w 2003 r. traktat akcesyjny na podstawie wyniku ogólnokrajowego referendum — Rzeczpospolita Polska dobrowolnie przyjęła od 1 maja 2004 r. obowiązek przestrzegania wszystkich traktatowych zasad Unii Europejskiej, a nie jedynie prawo do szerokiego korzystania ze strumienia pomocowych pieniędzy.

Wypunktowane przez KE problemy nie drgnęły od czasu wydania 11 marca w Wenecji opinii przez Europejską Komisję na rzecz Demokracji przez Prawo. Niezależne od siebie instytucje europejskie wciąż oczekują tego samego: publikacji w Dzienniku Ustaw wyroku TK z 9 marca, dyskwalifikującego paraliżującą jego pracę ustawę z 22 grudnia 2015 r. Spójne z publikacją byłoby zaprzysiężenie przez prezydenta trzech sędziów TK wybranych jeszcze w starej kadencji Sejmu, wszak z orzekaniem przez dwóch sędziów wybranych pod koniec 2015 r. już przez nową sejmową większość problemu nie ma. Ale byłaby to polityczna kapitulacja, absolutnie nie do przyjęcia dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego kompromisowe porozumienie rządu PiS z KE to nadal abstrakcja, a wymianę obustronnych argumentów streszcza powyższy tytuł.

Zgody swojego pryncypała na wyjście przed szereg nie ma Andrzej Duda, dlatego zachowuje komfort wyczekiwania. A przecież to właśnie prezydencka odmowa zaprzysiężenia 7 listopada 2015 r. trzech sędziów rozpętała cały kryzys. Trzeba przypomnieć, że wyznaczając inauguracyjne posiedzenia Sejmu i Senatu na 12 listopada, właśnie prezydent doprecyzował co do dnia ogólny przepis konstytucyjny, że poprzednia kadencja kończy się 11 listopada o północy. Bez problemu mógł zwołać nowych posłów i senatorów już na 6 listopada. Ponieważ jednak postanowił, jak postanowił — dzień wymiany trzech sędziów 7 listopada zaliczył bez jakichkolwiek wątpliwości do kończącej się kadencji. Dopóki sam nie uzna następstw prawnych własnej decyzji — rozkładający od góry nasze państwo kryzys konstytucyjny nie skończy się nigdy.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski