Podwyżki dla władzy? Najpierw obetnijmy etaty!

Czy da się podwyższyć pensje politykom bez dodatkowego obciążania budżetu? Owszem, wystarczy „tylko” zrobić porządek z przerostem administracji. I to tej na najwyższych szczeblach.

W niższej izbie polskiego parlamentu zasiada 460 osób. To więcej niż np. w Izbie Reprezentantów w Stanach Zjednoczonych. Gdyby ograniczyć liczbę posłów o połowę, pensję pozostałych można by zwiększyć dwukrotnie, a efekt dla budżetu byłby niezauważalny.

W Polsce istnieje także wyższa izba parlamentu, której zasiada 100 osób. Ich rola została w zasadzie ograniczona do „maszynek do głosowania”. To kolejny obszar, na którym można użyć nożyczek.

Osobnym rozdziałem są ministerstwa. Na dzień 1 lipca 2016 roku w polskim rządzie znajdowało się 23 ministrów, 33 sekretarzy stanu i 62 podsekretarzy stanu. To razem 118 osób. Beata Szydło mówiąc o swojej drużynie mocno się więc myli, dysponuje ona bowiem przynajmniej kompanią. Tak duży rząd to rzadko spotykane zjawisko, pole do cięć ponownie jest więc duże.

Czy warto ciąć?

Pytanie brzmi, czy okrojone składy parlamentu i rządu byłyby równie efektywne jak teraz efektywne?  Zależy co rozumiemy pod pojęciem efektywności. Póki co PiS strzela pomysłami w zawrotnym tempie, co wymaga kadr, problem polega jednak na tym, że w większości – w mojej opinii – są to ruchy dla gospodarki i obywateli szkodliwe.

Gdyby ograniczyć socjalizm o wiele łatwiej byłoby przyciąć liczbę politycznych stanowisk. Dodatkowo pewnie i zwykłym ludziom żyłoby się wtedy łatwiej. W takiej sytuacji zarzuty wobec podwyżek dla władzy czyniłoby zapewne o wiele mniej osób, niż ma to miejsce teraz.

Adam Torchała
Adam Torchała