Podział pozwoli zarobić wszystkim

Ministerstwo Obrony Narodowej nareszcie uruchomiło otaczaną atmosferą tajemniczości procedurę zakupową śmigłowców. Inspektorat Uzbrojenia MON zaprosił do składania ofert trzech wykonawców, którzy wyrazili wstępne zainteresowanie. Tych samych, którzy konkurowali w postępowaniu rozstrzygniętym przez poprzedni rząd: zwycięską wówczas grupę Airbus Helicopters, należące do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin zakłady PZL Mielec oraz należące do włosko-brytyjskiej grupy Leonardo zakłady WSK PZL Świdnik.

Radykalną zmianą koncepcji zakupowej jest podział wojskowej floty śmigłowcowej na części. W nowym przetargu nie chodzi o pół setki maszyn wielozadaniowych jednego producenta, lecz na razie tylko o 16 sztuk. W tym — osiem zdolnych do prowadzenia przez wojska specjalne misji poszukiwawczo-ratowniczych w warunkach bojowych oraz także osiem przeznaczonych do zwalczania okrętów podwodnych, ze zdolnością do prowadzenia misji ratowniczych na morzu. Pilniejsza jest dostawa dla wojsk specjalnych, ponieważ dotychczasowe maszyny morskie mają dłuższe resursy. Zmiana filozofii przetargu jest czytelnym sygnałem, że docelowo chodzi o… obdzielenie śmigłowcowym zamówieniem wszystkich fabryk. Priorytetem są zamówienia dla Mielca i Świdnika, ale serwis maszyn pewnie trafi do Łodzi, gdzie miał składać Caracale koncern Airbus.

Nieprzypadkowo także w poniedziałek MON zaprosiło chętnych na dostawę średnich samolotów dla VIP-ów. Realnie w grę wchodzą Boeing Company oraz Lufthansa tworząca konsorcjum z czeską firmą Glomex. Za miliard złotych mamy kupić dwie maszyny nowe i jedną używaną. Wcześniej wybrany Gulfstream natomiast dostarczy za 440 mln zł netto dwa samoloty małe. W sumie to ogromne pieniądze, ale trzeba pamiętać, że te konieczne dla funkcjonowania państwa zakupy odkładały wszystkie rządy III RP.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski