Posłowie PiS zagonili rząd do matematyki

Od czego zaczęli wtorkowy poranek najważniejsi urzędnicy w państwie? Od ćwiczeń z matematyki stosowanej. Teraz przynajmniej wiemy, jak może wyglądać zadanie maturalne z „królowej nauk”.

„Dany jest prezydent. Pensja prezydenta zależy od minimalnego wynagrodzenia, przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, historycznej i założonej dynamiki PKB oraz współczynnika Giniego. Oblicz, ile zarobi prezydent, a ile premier, ministrowie i wojewodowie. Zinterpretuj wyniki”. Takie oto zadanko opakowane w ustawę zaserwowali nam posłowie Prawa i Sprawiedliwości.

matura_mat

No to zaczynamy. Artykuł drugi stwierdza, że wynagrodzenie państwowej wierchuszki składa się z wynagrodzenia zasadniczego oraz dodatku funkcyjnego.

ustawa1

To jest ta prostsza część zadania. Na 2016 rok rząd ustalił wynagrodzenie minimalne na 1.850 zł brutto miesięcznie. Rząd konsultuje wysokość tego parametru z organizacjami pracodawców i związkami zawodowymi, ale ostatecznie ustala go wedle własnego uznania. Ot tak, decyzją Rady Ministrów (czyli premiera).  Z kolei informacji o „przeciętnym wynagrodzeniu brutto w gospodarce narodowej” dostarcza Główny Urząd Statystyczny. W 2015 roku parametr  ten wyniósł 3899,78 zł.

Zatem wynagrodzenie zasadnicze premiera, prezydenta, ministrów itp. itd. w 2016 roku wyniosłoby: (1.850 zł + 3899,78 zł)*2 = 11.499,56 zł.

Teraz pora na „część rozszerzoną”, czyli obliczenie „dodatku funkcyjnego.

ustawa2Gdzie:

ustawa3

I tu zaczynają się schody. Literalne zastosowanie ustawy i podstawienie danych do wzoru skutkuje absurdalnymi wynikami. Chodzi o format dynamiki PKB i współczynnika Giniego. Ustawa jasno mówi o „wyrażonej w procentach” dynamice PKB, co skutkowałoby wartością Mf rzędu 108,09 zł. Czyli jednak trochę mało. Dlatego postanowiłem olać ustawę i skasowałem procenty, podstawiając do wzoru liczby, mnożąc procentową dynamikę PKB razy sto.

Drugim problemem był Gini, który podawany jest albo jako procent, albo jako liczba przyjmująca wartości od zera do jednego.  Ale już np. GUS w „badaniach dochodów i warunków życia” podaje liczbę 30,8. Podstawiając ją do ustawowego wzoru także wychodzą bzdurne wyniki. Dlatego przyjąłem – w mojej ocenie poprawą – wartość 0,308.

W ten oto sposób po kilku banalnych przekształceniach tego wielonawiasowego równania:

ustawa2

otrzymujemy wynik w postaci Df = 10.808,92 zł x Mf. Tabela „emefów” rozciąga się od jedynki (prezydent) przez 0,95 (premier, szef NBP, marszałkowie Sejmu i Senatu) po 0,1 w przypadku wicewojewodów. Stąd łatwo obliczyć całą siatkę płac, która w 2016 roku rozciągałaby się od 22.308,48 zł brutto w przypadku prezydenta po 12.580,45 zł brutto u wicewojewodów.

Wnioski i zastrzeżenia

Abstrahując od wysokości tych kwot i liczby wysokich urzędników można pokusić się o kilka uwag natury technicznej. Po pierwsze, w wyniku tej ustawy rząd sam sobie będzie ustalał płace. Do tej pory robił to Sejm (przynajmniej formalnie). Rząd ma bezpośredni wpływ na dwa elementy powyższego równania: płacę minimalną i zapisaną w założeniach do ustawy budżetowej prognozowaną dynamikę PKB.  Zwłaszcza tym drugim wskaźnikiem można manipulować wedle własnego uznania

Po drugie, pensje najważniejszych urzędników będą silnie uzależnione od płac w gospodarce. To akurat nie jest zły pomysł. Tylko w takim razie po co ta cała gimnastyka z obliczeniem „dodatku funkcyjnego”? Nie można by tego zrobić prościej?  Np. płaca prezydenta = płaca średnia x6, a cała reszta dostawałaby jakiś % wynagrodzenia prezydenckiego? Przecież wyszłoby na to samo, a „prezes GUS” miałby mniej roboty opłacanej z naszych podatków.

Po trzecie, wraz z nową siatką płac warto by w jednym, krótkim i powszechnie dostępnym dokumencie publikować liczbę tak opłacanych stanowisk (z wyszczególnieniem na poszczególne resorty) i łączny roczny koszt wynagrodzeń top-urzędników. Wszystko byłoby jasno, przejrzyście i każdy mógłby sobie wyrobić opinię w tej kwestii.

Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany