Poza zasięgiem tzw. dobrej zmiany

Rocznica wejścia w życie 17 października 1997 r. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zdecydowanie nie jest wygodna dla obecnych władców, dlatego wczorajsza dziewiętnastka przeszła bez państwowego echa. Notabene to liczba pierwsza, już po pełnoletności, a przed dwudziestką, która za rok zapewne wywoła jubileuszowe refleksje. Każda konstytucja z definicji jest dokumentem równie wzniosłym co uśpionym. Nasza od roku przeżywa renesans czytelnictwa jako bastion ruchu oporu wobec tzw. dobrej zmiany.

FOT. Forum

FOT. Forum

W tym kontekście nawet trudno się dziwić, że właśnie na 17 października przeniósł (z 28 maja) swoje trzydzieste urodziny Trybunał Konstytucyjny (TK), świętujący na uchodźstwie w Gdańsku. Samorządowy budżet miasta wysupłał na przyjęcie tych obchodów wielokrotnie mniej niż np. 400 tys. zł wydane na wsparcie Światowych Dni Młodzieży. Ale istnieje także druga strona medalu — obecnie trudno sobie wyobrazić, aby miasto Gdańsk skarżyło do TK jakąkolwiek ustawę. Ewentualnie może poprosić o taką sąsiedzką usługę Sopot…

Największą wartością Konstytucji RP pozostaje fakt, że jest. Dwie dekady temu scena polityczna podzielona była przecież nie mniej głęboko niż dzisiaj. Kadencja parlamentu 1993–97 okazała się jednak wyjątkowa, albowiem cała prawica na własne życzenie wyleciała na cztery lata z Sejmu, a jedynie śladowo znalazła się w Senacie.

latego uchwalona wtedy ustawa zasadnicza jest produktem centrolewicowym, bazowy był projekt Unii Wolności. Przed referendum zatwierdzającym z 25 maja 1997 r. do obrony narodu przed bezbożną konstytucją rzucono nawet… intronizację Chrystusa Króla. Ale po jej wejściu w życie te same środowiska wielokrotnie miały usta pełne bardzo użytecznych norm. Konstytucja okazała się idealna np. do zablokowania przyjęcia przez Polskę waluty euro, a teraz — pochopnej ratyfikacji umowy CETA.

Konstytucja w ocenie wielu partii, na czele z rządzącym Prawem i Sprawiedliwością jest tak zła, że aż… nienaruszalna. Dotychczas jej tekst został tknięty tylko trzy razy. W 2001 r. urzędowo poprawiono dwie literówki: z „by” na „być” oraz z „organizacyjne” na „organizacyjnie”. W 2006 r. osiągnięto zgodę w sprawie ekstradycji obywatela polskiego w trybie europejskiego nakazu aresztowania. Wreszcie w 2009 r. stał się jeszcze jeden cud — wpisano zakaz wybierania do Sejmu i Senatu osób skazanych prawomocnie na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego.

Wszelkie inne pomysły konstytucyjnych zmian nie miały i nie mają szans. W obecnej kadencji żaden konfliktowy (a inne trudno sobie wyobrazić) projekt nie zbierze co najmniej 2/3 głosów w Sejmie — chociaż później w Senacie z większością bezwzględną PiS problemu by już nie miało. Z arytmetycznych realiów doskonale zdaje sobie sprawę prezes Jarosław Kaczyński, który zarządził podjęcie jakichś prac studialnych nad tzw. dobrą zmianą Konstytucji RP — ale od razu z zastrzeżeniem, że finał nie będzie szybko możliwy.

Widocznie liczy, że po wyborach w 2019 r. lista PiS nie tylko powtórzy w Sejmie większość bezwzględną, lecz zdobędzie — za przykładem partii Viktora Orbána na Węgrzech lub Władimira Putina w Rosji — kwalifikowaną większość konstytucyjną.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski