Pranie brudów za pięć dwunasta

To będzie wpis o Antonim Macierewiczu. A konkretnie o wniosku o wotum nieufności wobec obecnego ministra obrony narodowej.

Antoni Macierwicz

Konstytucyjnym prawem opozycji jest wnioskowanie o wyrażenie przez Sejm wotum nieufności, zarówno całemu rządowi, jak też pojedynczemu ministrowi. Członek gabinetu dotknięty takim wnioskiem natychmiast obejmowany jest szczególną ochroną koalicji. Dlatego jeszcze nigdy w dziejach III Rzeczypospolitej żadnej opozycji nie udało się usunąć ministra. Zwłaszcza że wniosek musi zebrać co najmniej 231 głosów. Od wejścia w życie w 1997 r. Konstytucji RP najbliżej usunięcia w trybie wotum nieufności był w 2000 r. minister skarbu Emil Wąsacz, za którego odwołaniem oddano 229 głosów, ale wtedy wniosek poparła część rządzącej Akcji Wyborczej Solidarność.

Cały ten wstęp dotyczy także wniosku PO wobec Antoniego Macierewicza, ministra obrony narodowej.

Wczoraj został bardzo szybko rozpatrzony przez Sejm i przepadł stosunkiem głosów 166:267, przy 3 wstrzymujących się i 24 nieobecnych. Jego los okazał się zatem zwyczajny, ale okoliczności rozpatrzenia były nadzwyczajne, albowiem debata odbyła się trzy doby przed szczytem Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. W każdej delegacji minister obrony jest drugą osobą po szefie państwa/rządu. Dyskusja w Sejmie przebiegła niezwykle ostro, co było oczywiste — i zrelacjonował ją swojej centrali każdy akredytowany w Warszawie attaché obrony każdego państwa NATO. Dlatego bez względu na to, co kto myśli o Antonim Macierewiczu, rozpatrzenie wniosku tuż przed szczytem było skrajną bezmyślnością. Posłowie PO złożyli pismo nieodpowiedzialnie 20 czerwca, ale taką samą nieodpowiedzialnością była decyzja PiS o terminie debaty. Zgodnie z regulaminem wniosek powinien zostać rozpatrzony albo 5-7 lipca, albo spokojnie na kolejnym posiedzeniu Sejmu 19-22 lipca. Widocznie czynność przywołaną w tytule obie strony uznały za politycznie opłacalną. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski