Prawa globalnej dżungli są bezwzględne

Nie ma co ukrywać, że iloczyn zgodnych poglądów obecnych władz po obu stronach Atlantyku jest zbiorem skromnym.

Donald Trump zrobił z umową TTIP dokładnie to, czego przez kilka lat domagali się demonstranci – ale obecnie i tak im podpadł, tyle że za klimat i zbrojenia. Fot. FORUM

Spośród dwóch celów czwartkowej aktywności prezydenta Donalda Trumpa w Brukseli niezrównanie ważniejszy był udział w otwarciu nowej kwatery głównej Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. W końcu właśnie po to przyleciał. Największym sukcesem jego godzinnej wizyty w także pachnącym nowością gmachu Unii Europejskiej był natomiast fakt, że… w ogóle do niej doszło. Ogromny kontrast było widać także w zainteresowaniu dziennikarzy, nie tylko amerykańskich, lecz nawet unijnych. Koło NATO wyrosło telewizyjne miasto i słychać było medialny gwar, natomiast przy rondzie Schumana panowała błoga cisza.

A przecież relacje transatlantyckie w sferze gospodarki zasługują na zdecydowanie więcej uwagi. NATO sprawdza się jako strażnik wspólnego bezpieczeństwa, ale współpraca nie tylko handlowa, lecz cywilizacyjna nie przebiega tak, jak by mogła. Po czwartkowym spotkaniu nie opublikowano wspólnego komunikatu, zresztą prezydent USA zapowiedział, że wpadnięcie do UE traktuje tylko jako epizod dłuższej podróży, którą podsumuje dopiero w sobotę na szczycie G7 na Sycylii.

Na odjezdnym klepnął po plecach zarówno Donalda Tuska, jak i Jeana-Claude’a Junckera. Żeby nie zostawali tacy zafrasowani, lecz przyjęli gorzką prawdę zapisaną w powyższym tytule. Nie ma co ukrywać, że iloczyn zgodnych poglądówobecnych władz po obu stronach Atlantyku jest zbiorem skromnym. UE i USA najbardziej zwarty front trzymają w walce z terroryzmem, ale to oczywistość. Zresztą sztama dotyczy bardziej woli politycznej niż działań praktycznych, a poza tym w tej sferze bardziej skuteczne powinno być NATO. Nie ma natomiast mowy o porozumieniu w dwóch obszarach: klimatycznym i handlowym. Donald Trump w wielu dziedzinach realizuje politykę tzw. deobamizacji i jedną z grubych belek w jego oku jest aktywny udział poprzednika w porozumieniu klimatycznym z Paryża. W tamtej atmosferze entuzjazmu dwaj najwięksi emitenci gazów cieplarnianych, czyli USA i Chiny, wspólnie ogłosili jego ratyfikację. Obecny gospodarz Białego Domu nie ma jednak zamiaru zastanego stanu prawnego uszanować.

Skoro tak traktuje umowy już ratyfikowane, to nowe mają szanse zerowe. Unijni liderzy raczejjuż przyjęli w czwartek do wiadomości, że negocjowana tyle czasu umowa TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) trafiła do kosza. Przypuszczalnie staną ponownie na stole jej elementy handlowe, bo wymusi to gospodarcza konieczność, natomiast kontrowersyjna część inwestycyjna pozostanie mrzonką. Dlatego za pewien paradoks można uznać 10-tysięczną manifestację w Brukseli przeciwko wizycie gościa z Waszyngtonu. Te same środowiska, czyli lewica, zieloni etc., jeszcze niedawno gromko protestowały przeciwko TTIP. A zatem na logikę polityk, który znienawidzoną umowę wyrzucił do kosza, powinien być przez nie… hołubiony, a nie wygwizdywany. Obecnie podpadł jednak suwerenowi za klimat, zbrojenia, samo istnienie NATO etc. I znowu znalazła zastosowanie zasada, że wróg mojego wroga wcale nie musi być moim przyjacielem. Zwłaszcza w globalnej dżungli.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski