Nienadążające wozy taborowe w rządzie

Wypada się przyzwyczaić do zasady „partia kieruje, rząd rządzi”. Nie inaczej było z zapowiedzią demontażu OFE.

For. Marek Wiśniewski

Ogłoszony w poniedziałek rano na parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych przez wicepremiera i ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego plan zagospodarowania resztówki zasobów otwartych funduszy emerytalnych (OFE) został zapowiedziany przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego podczas sobotniego kongresu Prawa i Sprawiedliwości. W ciągu ośmiu miesięcy kadencji sytuacja, gdy decyzja polityczna wyprzedza skonkretyzowany projekt, wystąpiła już kilka razy, zatem wypada przyzwyczaić się do zasady „partia kieruje, a rząd rządzi”. Zwłaszcza że po kongresowym wyborze stosunkiem głosów 1008:7 na kolejną kadencję prezes PiS wyjątkowo mocno podkreślił, że chce być rzeczywistym szefem obozu politycznego sprawującego pełnię władzy.

Silnie umocowany statutowo prezes jest jedynym organem, który może sobie pozwolić na publiczne ocenianie rządu. Podczas kongresu pierwszy raz oficjalnie przyznał, że kolumna władzy się rozciągnęła i oprócz czołówki istnieje również ariergarda oraz, o zgrozo, opóźniające marsz tabory. Do awangardy został z nazwiska zaliczony tylko minister Mateusz Morawiecki. Jego plan rozwojowy ma wyznaczać w Polsce nowy porządek gospodarczy, ostatecznie kładący kres skutkom „nieszczęsnych koncepcji szkodnika Balcerowicza”. Finalizuje się prawne złożenie w ręce wicepremiera całości kierownictwa gospodarczego.

Dlatego nie dziwi, że właśnie on zapowiedział ostateczne rozwiązanie kwestii OFE — chociaż zgodnie z ustawą działem administracji rządowej „zabezpieczenie społeczne” kieruje Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. W imieniu tego resortu szczegółowe analizy przedstawił wiceminister Marcin Zieleniecki. W prezentacji nowego Programu Budowy Kapitału uczestniczył jeszcze Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju — natomiast nie było nawet śladu reprezentanta Ministerstwa Finansów.

Właśnie dokonania resortu Pawła Szałamachy zostały uznane w pierwszej kolejności za nienadążający wóz taborowy. Prezesowi konkretnie chodzi o brak postępu w uszczelnianiu systemu podatkowego.

Istotna stała się również sprawa aparatu dyplomatycznego, który w niemałej części pochodzi z nadania poprzedniej ekipy. Minister Witold Waszczykowski tak się przejął, że natychmiast w sobotę na stronach MSZ ukazała się informacja o postępach tzw. dobrej zmiany na placówkach zagranicznych.

Niepokój PiS wzbudza także sytuacja w służbie zdrowia — minister Konstanty Radziwiłł naprawdę ma się czym przejmować. Bezosobowo dostało się także nietrafionym decyzjom kadrowym, z których trzeba się wycofywać — pierwszym adresatem takich krytycznych uwag może czuć się Krzysztof Jurgiel, minister m.in. od stadnin końskich.

W słowach „przeciwnikowi najłatwiej zaatakować tabory”, które mogą posłużyć jako myśl przewodnia tego komentarza, widzę oczywistą prawdę frontową. Zdiagnozowanie największego zagrożenia dla programu PiS w stanie finansów publicznych jest jak najbardziej słuszne. Tyle że o budżetowym niedopinaniu się rozdmuchanych obietnic wyborczych było wiadomo już podczas obu ubiegłorocznych kampanii… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski