Ile razy można otwierać drzwi już otwarte

Trudno pojąć bezrefleksyjny zachwyt kolejnych ekip rządowych, że Polska dla Chin może być bramą do Europy.

Xi Jinping, portret Fot. thierry ehrmannpainted (CC BY 2.0), via Flickr

Xi Jinping, portret Fot. thierry ehrmannpainted (CC BY 2.0), via Flickr

Obserwując podpisanie przez prezydenta Andrzeja Dudę i przewodniczącego Xi Jinpinga oświadczenia o ustanowieniu wszechstronnego strategicznego partnerstwa między Polską a Chinami, miałem wrażenie déją vu. W grudniu 2011 r. w Pekinie splecione tak samo flagi były scenerią podpisania przez prezydenta Bronisława Komorowskiego i przewodniczącego Hu Jintao oświadczenia o ustanowieniu strategicznego partnerstwa. Wtedy byliśmy dumni, że potężne Państwo Środka zaliczyło Polskę do kilku wybranych państw Unii Europejskiej, z którymi relacje dwustronne warto podnosić na najwyższy poziom. Dokument przyjęty wczoraj realnie różni się od tamtego… dodaniem wyrazu „wszechstronnego” w tytule oraz naturalnym uaktualnieniem o inicjatywy podjęte w minionym pięcioleciu.

Przypominam wygumkowane fakty z niedawnej historii, ponieważ już nie do zniesienia staje się niepamięć politycznych nuworyszy. Trzeba tępić doktrynę, że wszystko w Polsce zaczęło się dopiero od ubiegłorocznych wyborów, a wcześniej znajdowaliśmy się w jakiejś czarnej dziurze. Podczas towarzyszących wizycie Xi Jinpinga debat i forów do rozwijanego od pięciu lat strategicznego partnerstwa zdecydowanie częściej nawiązywali goście. Co nie dziwi, ponieważ w Chińskiej Republice Ludowej nie ma mowy o tzw. dobrej zmianie — generalną linię wytycza wciąż ta sama, choć nie taka sama partia. Wypada przypomnieć, że w Pekinie władzę przejmuje co dziesięć lat nowy sekretarz generalny partii, który dopiero w drugim ruchu zostaje — głównie dla potrzeb międzynarodowych — z automatu głową państwa. Notabene jednym z wątków „wszechstronności” ustanowionego wczoraj partnerstwa jest wzmocnienie kontaktów między… partiami politycznymi. To naprawdę piękna para: Prawo i Sprawiedliwość oraz Komunistyczna Partia Chin…

Po każdym polsko-chińskim szczycie prezydenckim czy rządowym naturalne jest pytanie o efektywność górnolotnych deklaracji.

Polityczna poprawność miesza się z naiwnym optymizmem „No, teraz to dopiero będzie, wreszcie mamy zielone światło”. A przecież generalnie w Azji, w tym w szczególności w Chinach, prowadzenie biznesu z Europy wymaga przeogromnej cierpliwości oraz wyjątkowej odporności nerwowej. Notabene trudno pojąć bezrefleksyjny zachwyt kolejnych ekip rządowych, że Polska dla Chin może być bramą do Europy. Poparcie dla idei Nowego Jedwabnego Szlaku czy bezpośredniego kolejowego połączenia nie może powodować wyciszania niewygodnego pytania o… ładunki powrotne. Polsko-chińskie obroty handlowe ostatnio osiągają przybliżoną wielkość roczną — 2 do 20 mld USD. Tak gigantyczny deficyt ma już charakter właściwie strukturalny. Dlatego tak cenne jest każde heroiczne przebicie się naszych eksporterów na równie pociągający, co hermetyczny chiński rynek. Jeśli w tej kwestii coś drgnie po nadaniu „wszechstronności” dotychczasowemu „zwykłemu” partnerstwu strategicznemu — chińską wizytę na najwyższym szczeblu polski biznes będzie dobrze wspominał. Ale — jeśli… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski