Reformowanie powierzchowne

Na froncie wewnętrznej walki obozu tzw. dobrej zmiany o tzw. reformę sądownictwa chwilowa cisza.

Fot. Wikipedia

Do końca tygodnia coś powinno się jednak rozstrzygnąć, jeśli Sejm na posiedzeniu 25-27 października miałby przeprowadzić pierwsze czytanie obu prezydenckich projektów — nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS) oraz całkiem nowej o Sądzie Najwyższym. Piłeczka znajduje się po stronie Andrzeja Dudy, któremu Jarosław Kaczyński przekazał skonkretyzowane propozycje zmian. Anormalny tryb pracy nad obiema ustawami to konstytucyjne kuriozum, albowiem dotychczas prezydent trzymał się doktryny, że odnosi się dopiero do końcowych wersji ustaw przedkładanych mu do podpisu. Tym razem jednak prezes wymusza jego oficjalną deklarację, że wersje uzgodnione już na samym starcie zostaną podpisane. Najważniejsze, jak zapisać ideę, że 15-osobowa część sędziowska nowej KRS teoretycznie wybierana jest przez Sejm większością 3/5 głosów, co wymusi kompromis z opozycją, a faktycznie że PiS zagwarantuje sobie w KRS przewagę „swojaków”, analogicznie do trybu przejęcia Trybunału Konstytucyjnego.

Paradoksem wojny na górze jest okoliczność, że koncentruje się ona na personaliach i nie jest żadną reformą systemową. Warunkiem prawdziwego uzdrowienia polskiego sądownictwa jest głęboka, ale mądra zmiana czterech kodeksów postępowań: karnego, cywilnego, administracyjnego oraz w sprawach o wykroczenia. W badaniach społecznych największym grzechem systemu jest przecież przewlekłość postępowań. Kodeksowe reformy są jednak trudne, wymagają długich i rzetelnych konsultacji społecznych, w tym z tępionymi obecnie propagandowo prawniczymi specjalnościami — sędziami, adwokatami, radcami i notariuszami. Niestety, obecni władcy kraju zawężają ideę prawa i sprawiedliwości do prokuratury, całkowicie dyspozycyjnej wobec pstryknięcia palcami nadprokuratora Zbigniewa Ziobry.

Przykładem miernych efektów reformowania powierzchownego jest tzw. sieć szpitali, która ustawowo zaistniała od 1 października. Ratio legis tej zmiany było ogarnięcie krótką kołdrą finansową tylko części szpitali, konkretnie 594. Na aucie znalazło się blisko 400, w większości są to małe podmioty prywatne oraz placówki jednoprofilowe. Proporcja łóżek szpitalnych jest na szczęście inna — spośród 153 tysięcy w sieci znalazło się 145 tysięcy. Wszystkie placówki sieciowe mają gwarantowane przez cztery lata finansowanie ryczałtowe. W zamian muszą zapewnić także dostęp do specjalistów, rehabilitacji oraz pomocy nocnej i świątecznej. Z 30 mld zł przeznaczonych obecnie rocznie przez NFZ na szpitale, 27 mld zł rozdysponowano na potrzeby sieci. Pozostałe placówki dostaną w ramach konkursów około 3 mld zł, ale mogą o te pieniądze walczyć także… szpitale sieciowe. Pierwsze dwa tygodnie potwierdzają, że mrzonką jest zmniejszenie kolejek do specjalistów. Nie zafunkcjonowało także tzw. leczenie koordynowane, czyli przekierowywanie z przychodni szpitalnych do specjalistów. Powierzchowna reforma w ogóle nie tknęła bowiem problemu tzw. nadwykonań zabiegów w stosunku do kwoty określonej przez NFZ. Długość kolejek do lekarzy specjalistów w Polsce symbolicznie podaje rękę przewlekłości postępowań sądowych — i będą ściskały sobie ręce

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski