Rozdwojenie jaźni Unii Europejskiej postępuje

V4 od 1991 r. pozostaje wyłącznie ulotnym bytem politycznym, którego istnienie nigdy nie zostało usankcjonowane żadnym aktem prawa.

Premierzy Grupy Wyszehradzkiej i Beneluksu na konferencji zostali przemieszani i wizerunkowo zintegrowani, ale poglądami różnili się biegunowo.

Warszawski miniszczyt premierów Grupy Wyszehradzkiej, czyli z angielska V4 (Polski, Czech, Słowacji i Węgier) oraz Beneluksu (Belgii, Holandii i Luksemburga) zapisze się nietypowo w kronikach takich politycznych zbiórek. Jaskrawie potwierdził zjawisko zdefiniowane w tytule, albowiem spotkały się dwa unijne bieguny. Okazał się przy tym znacznie ciekawszy od standardowych szczytów Rady Europejskiej w Brukseli, ponieważ tam po obradach odbywa się jednocześnie 28 odrębnych konferencji prasowych (jedna to tzw. konferencja prezydencji), podczas których każdy prezydent/premier przekazuje swojemu społeczeństwu własną wersję. Wczoraj w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów ustawiona w linii siódemka szefów rządów V4 i Beneluksu została przemieszana, dla wizerunkowego zaklajstrowaniapodziałów między obiema grupami — ale kolejne autorskie podsumowania obrad oraz odpowiedzi na pytania nie pozostawiały wątpliwości, kto jest skąd.

Przekazująca Viktorowi Orbanowi przewodnictwo V4 Beata Szydło podkreślała równą wagę polityczną obu grup. Wyszehrad obszarowo i ludnościowo jest — głównie dzięki Polsce — zdecydowanie większy, ale w unijnej hierarchii wciąż lokuje się w ogonie peletonu, mimo politycznych ambicji i chciejstwa jego udziałowców. Beneluks to natomiast twarde jądro czołówki, nie tylko w PKB na mieszkańca. Trzy terytorialnie sklejone kraje założycielskie europejskich wspólnot na samym ich początku zagwarantowały sobie prawne potwierdzenie nadzwyczajności własnych relacji. Art. 350 skonsolidowanej wersji traktatu o funkcjonowaniu UE stanowi: „Postanowienia traktatów nie wykluczają istnienia lub powstania związków regionalnych między Belgią i Luksemburgiem, jak również między Belgią, Luksemburgiem i Niderlandami, w zakresie, w jakim cele tych związków regionalnych nie są osiągnięte w wyniku zastosowania traktatów”.

W całym unijnym prawodawstwie to jedyny taki zapis, dotyczący kilku wymienionych z nazw państw członkowskich. Tymczasem V4 od 1991 r. pozostaje wyłącznie ulotnym bytem politycznym, którego istnienie nigdy nie zostało usankcjonowane żadnym aktem prawa międzynarodowego. Jedyną realną instytucją wspólną jest Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki, utworzony ze składek państw członkowskich. W każdej żywotnej sprawie prawnie występują one jako odrębni partnerzy Komisji Europejskiej lub uczestnicy szczytu RE.

Traktaty absolutnie nie wykluczają zawiązywania przez państwa członkowskie tzw. wzmocnionej współpracy. Stawiają jednak kilka warunków. Nie może to dotyczyć obszarów i kompetencji zastrzeżonych dla całej UE. Inicjatorzy otrzymują zgodę po uznaniu przez RE, że cele pogłębionej współpracy nie mogą zostać osiągnięte w rozsądnym terminie przez UE jako całość oraz że uczestniczy w niej co najmniej… dziewięć państw członkowskich. Ten ostatni warunek absolutnie wyklucza upodmiotowienie V4, musiałyby dołączyć trzy republiki bałtyckie oraz przynajmniej dwie bałkańskie.

Ale ważniejsze od liczby państw jest oczywiście meritum. V4 już w obecnym składzie jest mocno podzielona w wielu kwestiach, choćby w tak strategicznej jak zależność energetyczna od Rosji. Z dyskusji na poniedziałkowym miniszczycie w Warszawie wynika zaś, że pełna zgoda między Wyszehradem a Beneluksem panuje jedynie w sprawie wyegzekwowania maksimum należności budżetowych od Zjednoczonego Królestwa przed brexitem oraz niepogorszenia sytuacji mieszkających i pracujących w Wielkiej Brytanii obywateli UE.

Największa rozbieżność dotyczy oczywiście podejścia do imigracji, jako że byłe państwa kolonialne Belgia i Holandia oswajają się z tym problemem od kilkudziesięciu lat. Natomiast odmieniane przez wszystkich premierów takie szczytne hasła i wartości, jak unijna solidarność, rządy państwa prawa, jedność, wspólny rynek etc. — rozumiane są zdecydowanie rozbieżnie. Miniszczyt zgromadził tylko siódemkę uczestników, na podstawie jego przebiegu można jednak sobie wyobrazić, jak wysokim progiem każdorazowo staje się osiągnięcie kompromisu na szczycie RE z udziałem aż 27 — a do niedawna 28 — równoprawnych uczestników…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski