Rozmiękająca mapa drogowa

Do diamentowych godów pozostają niecałe dwa miesiące, tymczasem stan mapy — jak w tytule.

FOT. Forum

FOT. Forum

Nieformalny szczyt Rady Europejskiej (RE) 3 lutego w Valletcie zaplanowany został już 16 września 2016 r., na zakończenie analogicznego spotkania w Bratysławie. Obie dodatkowe zbiórki prezydentów/premierów odbyły się z racji sprawowania przez Słowację i Maltę półrocznych prezydencji Rady Unii Europejskiej. W założeniu miały stać się kamieniami milowymi unijnej mapy drogowej po decyzji Zjednoczonego Królestwa o secesji. Zwieńczeniem tej drogi będzie 25 marca gala na rzymskim Kapitolu w 60. rocznicę podpisania tamże wspólnotowych traktatów założycielskich.

Do diamentowych godów pozostają niecałe dwa miesiące, tymczasem stan mapy — jak w tytule.

UE nie posunęła się ani o krok w sprawie przygotowania do następstw brexitu. Premier Theresa May spełniła zobowiązanie, przedstawiła twardą wizję cofnięcia się Londynu do epoki sprzed… 1973 r., gdy Wielka Brytania przystąpiła do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Z ustawą w ręku notyfikuje do 25 marca w RE wniosek secesyjny w trybie art. 50 unijnego traktatu. Szczyt na Malcie w drugiej części, już po jej wyjeździe, miał zająć się w formule UE27 roboczym przedyskutowaniem twardej wersji brexitu. Jednak w tej sprawie — ni be, ni me, ni kukuryku. RE poczeka na formalny wniosek, którego następstwa najpierw dogłębnie przeanalizuje aparat Komisji Europejskiej.

Generalna konkluzja nieformalnego szczytu brzmi „wspólnota musi odzyskać wiarę we własną siłę”.

Problem w tym, że sposoby i kierunki jej odzyskiwania dzielą UE równoleżnikowo, południkowo i skośnie. Sztandarowym przykładem jest kwestia muzułmańskich uchodźców, radykalnie różniąca państwa frontowe — takie jak Grecja, Włochy, Malta i generalnie basen śródziemnomorski — od bezpiecznych geograficznie tyłowników, takich jak np. Polska. Wobec naszego terytorium przedmurzem jest nawet Grupa Wyszehradzka, dlatego dla rządu PiS bardzo wygodne jest odpychanie — w tej sprawie z autentycznym poparciem społecznym — problemu jak najdalej od polskich granic. W kwestii redystrybucji uchodźców śpiewalibyśmy zupełnie inaczej, gdyby w latach 2014–15 na terytorium RP wlało się nie kilkudziesięciu, lecz kilkaset tysięcy islamskich gości…

Całkowicie nowym wątkiem dzielącym uczestników szczytu RE stały się relacje unijno-amerykańskie po objęciu prezydentury przez Donalda Trumpa.

Wzajemne transatlantyckie uszczypliwości rozpoczął, jeszcze w okresie kampanii wyborczej, oczywiście prezydent USA — co łatwo sprawdzić w kalendarzu. Dlatego dosyć naturalna była bardzo chłodna reakcja brukselskiej eurokracji oraz przywódców państw twardego jądra po jego zwycięstwie. Niektórymi decyzjami już po zaprzysiężeniu prezydent takie przyjęcie tylko uzasadnił, chociaż np. w kwestii sankcji wobec Rosji na razie zaskakuje pozytywnie. Nasz prezydent i rząd postanowili wręcz demonstracyjnie grać na zbliżenie z nową władzą w Waszyngtonie, co automatycznie ugruntowuje wyizolowanie Warszawy z głównego nurtu UE. Polityczne koszty są następujące: PiS ma dokładnie zerowy wpływ na reelekcję Donalda Tuska jako przewodniczącego RE przez kolejne 2,5 roku, a także na hipotetyczne zmiany traktatowe UE — jeżeli takowe w ogóle nastąpią, co na razie jest mrzonką.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski