Rząd całkowicie lekceważy RDS

Narzucone przez PiS w końcówce 2015 r. przyspieszenie ustawowe deptało zasady dobrej legislacji.

Tragikomiczny wręcz wydźwięk miały wielogodzinne posiedzenia Senatu — nad specustawą o Trybunale Konstytucyjnym do rana w Wigilię, a nad specustawą o mediach publicznych do wieczora w sylwestra — tylko po to, by obie zostały puszczone bez poprawek.

Wydawało się jednak, że w 2016 r. produkcja fabryki przy Wiejskiej przynajmniej proceduralnie znormalnieje. Sejm wrócił do planowego rytmu posiedzeń, ich harmonogram został rozpisany do końca lipca. Głosowania czasami będą się odbywały wieczorem, z przeciągnięciem w noc — ale to akurat znamy od początku III RP. Ponieważ nadchodzi czas uchwalania wreszcie ustaw dotyczących finansów publicznych i gospodarki — w ślad za normalizacją kalendarza można się było spodziewać przeproszenia się władców Polski z konsultacjami społecznymi. Zwłaszcza że z pompą wystartowała nowa Rada Dialogu Społecznego (RDS), stworzona jeszcze za prezydenta Bronisława Komorowskiego, ale namaszczona już przez prezydenta Andrzeja Dudę. Na pierwszym posiedzeniu RDS jej znaczenie podkreślała także premier Beata Szydło.

Gdy jednak przychodzi do konkretów, nowe zasady ustawowe dialogu natychmiast lądują w koszu.

Najświeższym przykładem jest ustawa o podatku od sprzedaży detalicznej, której projekt Paweł Szałamacha, minister finansów, skierował do Rady Ministrów z prośbą o jej procedowanie zgodnie z paragrafem 99 regulaminu rządu, czyli w tzw. trybie odrębnym. Ten regulamin trzy lata temu przyjął gabinet Donalda Tuska. Wspomniany przepis wewnętrzny pozwala, gdy „waga lub pilność sprawy wymaga niezwłocznego rozstrzygnięcia”, ominąć uzgodnienia, konsultacje publiczne, opiniowanie, a nawet rozpatrzenie przez Stały Komitet Rady Ministrów! Faktem jest, że 8 stycznia premier osobiście zbierała na wielkim spotkaniu opinie organizacji handlowych, ale wtedy panował jeszcze duży rozrzut przeciwstawnych propozycji. Zostały one przetworzone przez resort finansów, co zaowocowało konkretnym projektem. Zgodnie z ustawą o RDS, dopiero taki dokument ma być konsultowany przez uprawnione podmioty. Rada skupia trzy centrale związkowe oraz cztery reprezentatywne organizacje pracodawców, do których należą również handlowcy. Wobec całkowitego jej zlekceważenia uwagi do resortowego projektu biznes może kierować bezpośrednio do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ale z założenia mają one wartość prawną makulatury.

A w projekcie znalazły się rozwiązania bardzo zaskakujące. O ile dodatkowe opodatkowanie za handel w niedzielę jest sprytnym ruchem stricte fiskalnym, o tyle objęcie takim haraczem również… sobót szokuje. Zwracam uwagę, że w Polsce absolutnie nie jest to ustawowy dzień wolny od pracy, lecz należy do tzw. dodatkowych dni wolnych. Czego nie zmienia okoliczność, że w 99 proc. firm i instytucji ów dodatkowy faktycznie przypada w sobotę. Podatkowe zrównanie handlu sobotniego z niedzielnym jest niezgodne z ustawą o dniach wolnych od pracy, ale konieczność sfinansowania za wszelką cenę programu „Rodzina 500 plus” to ponoć najwyższa potrzeba państwa. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski