Rząd Szydło dał radę, zepsuł mniej niż obiecał

Powołaniu rządu towarzyszyły szumne zapowiedzi dotyczące reformatorskiej ofensywy, którą nowy gabinet ma zrealizować przez pierwsze sto dni swojego urzędowania. Dziś już wiadomo, że rząd Beaty Szydło nie spełnił wszystkich zapowiedzi. I całe szczęście.

Beata Szydło dała radę

Od początku było wiadomo, że reformy, które chce wprowadzać Prawo i Sprawiedliwość mają więcej wspólnego z socjalizmem, niż z wolnym rynkiem. Stąd, od samego początku trzymałem kciuki, aby zgodnie z naszą polską tradycją rząd słowa nie dotrzymał.

Papierkiem lakmusowym miało być sto dni, przed upłynięciem których rząd miał wprowadzić szeroki pakiet reform. Termin ten właśnie mija i muszę przyznać, że częściowo moje nadzieje zostały spełnione. Rząd zepsuł mniej, niż obiecywał.

O które obietnice chodzi? Przede wszystkim o projekt powrotu do przeplatformerskiego wieku emerytalnego. Nie chodzi tutaj nawet o zrujnowanie budżetu, nie chcę także nawiązywać do bezsensu, jakim jest przymusowy system emerytalny. Odwołam się jedynie do definicji. Emerytura to renta, ubezpieczenie na wypadek niezdolności do pracy. Nikt mi nie wmówi, że większość 60-letnich kobiet (nie wszystkie, większość) do pracy nie jest zdolna. Rząd dał radę, o obniżeniu wieku emerytalnego póki co jest cicho.

W obietnicach były też bezpłatne leki dla osób po 75-tym roku życia. Pomijając jawną dyskryminację ze względu na wiek, chciałbym zwrócić uwagę na słowo „bezpłatne”. Te leki nie byłyby bezpłatne, zapłaciliby za nie wszyscy podatnicy. Także tutaj rząd dał radę i projekt nie wyszedł jeszcze nawet na salę sejmową.

Niespełnionych projektów jest więcej: podwyższenie pensji minimalnej, czy formalne zamknięcie „zawodu” rolnika. Tutaj także rząd dał radę. Niestety, niektóre obietnice formalnie zrealizowane zostały i czekają jedynie na wejście w życie. Tak jest m.in. z flagowym programem „500+”, który nie dość, że jest niesprawiedliwy (zabiera jednym, aby dać drugim), to w dodatku po prostu nas na niego nie stać. Pociągnął on za sobą np. powstanie nowych podatków, za które koniec końców i tak zapewne zapłaci Kowalski. Tutaj rady już niestety nie dano. Mimo wszystko po tych stu dniach rząd należy jednak pochwalić za to, że zepsuł mniej, niż naobiecywał.

Adam Torchała
Adam Torchała