Sankcje równie uzasadnione, co niewygodne

W zarzucaniu knowań szeroko rozumianemu Zachodowi linię propagandową cara Kremla kopiuje nasza tzw. dobra zmiana.

Władimir Putin upowszechnia najróżniejsze swoje umiejętności, m.in. jest wybitnym budowniczym Nord Stream i innych rurociągów. Fot. REUTERS

Polska jest jednym z nielicznych państw, w których Boże Ciało jest dniem wolnym, zatem podczas naszej kanikuły tempo rozgrywek globalnych wcale nie zwolniło. Na przykład amerykański Senat uchwalił miażdżącą większością głosów 97:2 ustawę przewidującą nowe sankcje wobec Rosji. Do jej uzasadnienia wpisano całe kremlowskie zło — cyberataki, Syrię, prawa człowieka, międzynarodową korupcję etc. Senatorowie uderzają w tak strategiczne sektory, jak górnictwo, hutnictwo, żeglugę, koleje i energetykę. Ostra ustawa jest reakcją na rozkręcającą się w Waszyngtonie aferę z możliwymi wpływami rosyjskimi na zwycięstwo wyborcze Donalda Trumpa, dlatego nie jest przez niego popierana. Ciekawe, jakie będą jej losy w Izbie Reprezentantów, w której wpływy prezydenta są zdecydowanie większe niż w generalnie krytykującym go Senacie.

Władimir Putin odparował propagandowo w swoim standardowym stylu. Naginając niewygodne dane oznajmił, że rosyjska gospodarka wychodzi ze spowolnienia, spowodowanego wcześniejszymi sankcjami — czym potwierdził ich skuteczność, chociaż w czasie przeszłym dokonanym. Jednocześnie powtórzył tezę, że gdy tylko Rosja dumnie wstaje z kolan, to zawsze na Zachodzie odżywają tendencje do sprowadzania jej do parteru. Już za niecałe trzy tygodnie prezydenci Donald Trump i Władimir Putin zobaczą się podczas szczytu G20 w Hamburgu i na osobności dłużej porozmawiają, w tym także o otrzepywaniu kolan. Notabene trudno uniknąć refleksji, że w zarzucaniu knowań szeroko rozumianemu Zachodowi linię propagandową cara Kremla kopiuje nasza tzw. dobra zmiana, wywołująca stałe napięcia w relacjach z centralą Unii Europejskiej oraz państwami jej twardego jądra.

Inicjatywa Senatu USA wprawiła unijne instytucje w zakłopotanie. Wkrótce wygasają sankcje wspólnoty wobec Rosji i już w najbliższy czwartek szczyt Rady Europejskiej (RE) będzie musiał zdecydować, co dalej. Wiadomość z Waszyngtonu wywołała silną reakcję polityków socjaldemokratycznych, którzy od lat są lobbystami na służbie Gazpromu, trafianego nowymi sankcjami w projekt Nord Stream 2. Akurat niemiecki wicekanclerz i szef MSZ Sigmar Gabriel w szczycie RE nie uczestniczy, ale austriacki kanclerz Christian Kern — jak najbardziej. Decydujący będzie oczywiście głos kanclerz Angeli Merkel, która przygotowuje się do roli gospodyni i przewodniczącej ciężkiego szczytu G20 7-8 lipca. Na razie kuluarowe sygnały nadchodzące z Brukseli wskazują, że w tym tygodniu sankcje unijne zostaną o pół roku przedłużone.

Kolejna decyzja RE podjęta zostanie w grudniu, a następna — w czerwcu 2018 r. Akurat wtedy dosyć radykalnie zmieni się na plus wizerunek oraz pozycja międzynarodowa Rosji, albowiem będzie ona gospodarzem piłkarskich mistrzostw świata. Trwający obecnie turniej próbny, tzw. Puchar Konfederacji, nie ma żadnego znaczenia pozasportowego. Mundial to jednak całkowicie inna okoliczność społeczno-polityczna, wtedy Rosja realnie stanie się na kilka tygodni światowym centrum przyjaźni między narodami. To pretekst do zakończenia sankcji wręcz idealny…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski