Na skrzyżowaniu gazowych dróg

Objęcie gazu agendą szczytu to element polskiej ofensywy promowania tzw. Bramy Północnej

Fot. ARC

W państwach Grupy Wyszehradzkiej (V4) obowiązują ustroje parlamentarno-gabinetowe, zatem polityczne pierwsze skrzypce grają w nich, przynajmniej teoretycznie, premierzy. Wśród głów państw pozycję najsilniejszą konstytucyjnie ma prezydent RP, w Czechach, Słowacji i na Węgrzech są to funkcje czysto reprezentacyjne, podobnie jak np. w Niemczech. Na decyzyjne szczyty Rady Europejskiej z V4 przyjeżdżają wyłącznie szefowie rządów, u nas również się to definitywnie unormowało po konflikcie z 2009 r. między Donaldem Tuskiem i Lechem Kaczyńskim.

Poprawkę kompetencyjną trzeba brać pod uwagę, analizując szczyty V4 w formacie prezydenckim. A właśnie taki w piątek i sobotę odbył się w Łańcucie i Rzeszowie.

Rzecz jasna ogromne znaczenie mają relacje głowy państwa z aktualnym rządem, ponieważ od nich zależy możliwość przekładania się wzniosłych słów i deklaracji na rzeczywistość — zwłaszcza inwestycyjną, finansową etc.

W Polsce i na Węgrzech prezydenci Andrzej Duda i János Áder zostali wydelegowani przez partyjnych szefów, Jarosława Kaczyńskiego i Viktora Orbána — zatem są ich ustami.

Miloš Zeman w Czechach wywodzi się z tej samej opcji socjaldemokratycznej, co premier Bohuslav Sobotka — ale mówi własnym głosem. Zupełnie inna jest sytuacja władz Słowacji, gdzie bezpartyjny biznesmen Andrej Kiska w wyborach prezydenckich pokonał lewicowego premiera Roberta Fico — zatem obecnie relacje obu rywali są szorstką kohabitacją. Podczas półrocznej prezydencji Słowacji w Radzie UE decyzyjnie liczy się wyłącznie premier.

Rzeszowski szczyt ambitnie podjął temat bezpieczeństwa energetycznego. Wreszcie coś konstruktywnego, jako że dotychczas Wyszehrad jednoczyła tylko niezgoda wobec kwot uchodźców.

Z tego powodu V4 ostatnio ma w unijnej centrali i państwach twardego jądra kiepską opinię, co m.in. odczuwa negatywnie słowacka prezydencja. Objęcie gazu agendą szczytu to element polskiej ofensywy promowania tzw. Bramy Północnej, będącej odpowiedzią na rosyjsko-niemiecki Nord Stream po dnie Bałtyku — zarówno pierwszą nitkę funkcjonującą, jak i oprotestowywaną drugą.

Jednym filarem bramy ma być gazoport w Świnoujściu, a drugim — hipotetyczny gazociąg z szelfu norweskiego. W uproszczeniu polska oferta dla państw V4 pozbawionych dostępu do morza polega na skrzyżowaniu gazociągów południkowych od Bałtyku z istniejącymi równoleżnikowymi z Rosji.

Budowa nowych połączeń jest jednym z punktów przyjętej przez Komisję Europejską (KE) strategii energetycznej. Pozostałe to dywersyfikacja źródeł i dróg przesyłu, opracowanie planów postępowania na wypadek kryzysu, zmiana zasad zawierania przez państwa unijne umów z dostawcami energii, by zwiększyć przejrzystość kontraktów komercyjnych.

Nie przeszła idea wspólnych zakupów gazu, którą promował w 2014 r. pomysłodawca unii energetycznej — premier Donald Tusk. Została odrzucona przez zachodnią część UE, która rynek gazowy postrzega zdecydowanie bardziej biznesowo niż strategiczno-politycznie. W tym kontekście sama idea skrzyżowania gazowych dróg bezwzględnie powinna zostać wsparta przez KE. Diabeł oczywiście tkwi w tak drobnych szczegółach, jak studium opłacalności oraz źródła finansowania. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski