Społeczny rów zabetonowany

Szósta rocznica katastrofy smoleńskiej radykalnie różniła się od pięciu poprzednich, ponieważ była pierwszą od przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Niestety, dzielący Polaków rów po narodowej tragedii z 10 kwietnia 2010 r. z upływem czasu nie tylko się nie spłycił, lecz odwrotnie — trwale zabetonował. 96 ofiar Smoleńska reprezentowało przecież różne sfery życia publicznego oraz opcje polityczne. Przez weekend monitorowałem utrzymywaną z pieniędzy publicznych TVP, za dnia i także w nocnych powtórkach. Niestety, wszelkie spersonalizowane materiały okolicznościowe, rozmowy z rodzinami etc. zawężone zostały do kręgu PiS, ewentualnie kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wyjątkiem był archiwalny, sprzed trzech lat, materiał o prezydencie Ryszardzie Kaczorowskim. Inne ofiary istniały tylko alfabetycznie w apelach poległych i na portretach.

Rocznica katastrofy smoleńskiej 2016, opuszczona do połowy masztu flaga na Pałacu Prezydencka

Rocznica katastrofy smoleńskiej 2016, opuszczona do połowy masztu flaga na Pałacu Prezydencka

W pierwszej dekadzie XXI wieku na pokładach obu wojskowych Tupolewów towarzyszyłem wszystkim ekipom trzymającym władzę. Zaliczyłem trzech prezydentów i sześciu premierów, miałem też absolutnie wyjątkową okazję dwa razy przerobić w kokpicie, i to owej nieszczęsnej maszyny 101 (usadzony ze słuchawkami w kącie, na istniejącym tam piątym fotelu) kompletną procedurę startu i lądowania. Dlatego mam prawo uczciwie stwierdzić, że organizacyjna prowizorka owych lotów, w stosunku do standardów linii cywilnych, która w raporcie komisji ministra Jerzego Millera (nie rosyjskiego MAK) została tak mocno wypunktowana i zaliczona do przyczyn tragedii smoleńskiej — była niezmienna.

Wyjątkowo jednak zapamiętałem ją z rządów Jarosława Kaczyńskiego. Przypadek ekstremalny zdarzył się 28 kwietnia 2007 r., gdy premier leciał w sprawie dostaw gazu do Kataru i Kuwejtu. Z powodu kłótni w Sejmie wystartował z blisko… czterogodzinnym opóźnieniem, Tupolew nad wojennym Irakiem znalazł się w środku nocy i amerykański dowódca obszaru zawrócił naruszającą przestrzeń maszynę, z nakazem czekania do rana. Po postoju w Ankarze premier… wrócił do kraju. Po tamtym incydencie przyszła mi do głowy czarna myśl, że takie traktowanie przez VIP-ów podlegających międzynarodowym rygorom rejsów niczym taksówki kiedyś może się źle skończyć…

Z każdą rocznicą coraz bardziej umacniam się w przekonaniu, że nadając gorącemu komentarzowi z 12 kwietnia 2010 r. tytuł „Tragiczna szarża” trafnie rozpoznałem przyczyny katastrofy. Te dwa słowa ujmują sedno wszelkich raportów, symulacji, odczytów etc. — rzecz jasna opartych na lotniczych realiach, a nie emocjach i chciejstwie.

Jako weteran Tupolewa, a także czujny uczestnik katyńskiej wizyty premiera Donalda Tuska w środę 7 kwietnia 2010 r., uważam wszelkie teorie wybuchowo-zamachowe, dotyczące soboty 10 kwietnia, za obrazę praw fizyki i manipulację ludzkimi uczuciami. Z drugiej jednak strony — jak najbardziej widzę przed Pałacem Prezydenckim miejsce dla upamiętnienia ofiar katastrofy, np. bardzo ciekawym pomnikiem świateł, i uważam pomysł władz stolicy upchania monumentu na schowanej za budynkami pętli autobusowej także za manipulację ludzkimi uczuciami. Do pękniętego społeczeństwa posmoleńskiego osobnik o takich dualistycznych poglądach zupełnie nie przystaje… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski