Sprawa potrwa z półtora roku

Rząd PiS skierował do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) skargę w obronie podatku handlowego.

FOT. Grzegorz Kawecki

FOT. Grzegorz Kawecki

Sprawa „Rzeczpospolita Polska przeciwko Komisji Europejskiej” potrwa tyle, ile prognozuję w tytule, albo i dłużej. Takie są w TSUE kolejkowe realia. Rząd argumentuje, że KE błędnie zakwalifikowała progresywny podatek jako pomoc państwa dla mniejszych sklepów, tymczasem Bruksela podtrzymuje prawidłowość rozpoznania jego sensu. Skarga obejmuje także nakazanie przez KE niezwłocznego zawieszenia podatku, który był przecież wyborczą lokomotywą PiS.

TSUE jest niezależny i już wielokrotnie potwierdził, że unijne instytucje nie są nietykalne. Podam charakterystyczny przykład sprawy z 2012 r. „Republika Francuska przeciwko Parlamentowi Europejskiemu”. Europosłów trafia szlag z powodu comiesięcznych wyjazdów z Brukseli na plenarne sesje PE do Strasburga i postanowili dwie październikowe (wtedy są dwie za urlopowy sierpień) skumulować w jeden wyjazd dłuższy. Naturalnie uderzyło to w hotelarzy i restauratorów ze Strasburga, dlatego Francja — wsparta przez Luksemburg — wywalczyła przed TSUE unieważnienie uchwały PE. Skoro w traktacie jest mowa o dwunastu sesjach rocznie, to o dwunastu wyjazdach odrębnych!

Polska ma niezrównanie mniejszą siłę przebicia, zwłaszcza że rząd uprawia obrażalstwo na unijne instytucje. Absurdalność skargi polega na tym, że nawet w razie iluzorycznego sukcesu przed TSUE ustawa mogłaby zafunkcjonować mniej więcej od… 2019 r., gdy już dawno nie będzie jej w obrocie prawnym. Przecież ma zostać zastąpiona przez nową, nad którą resort finansów pracuje. Podobno tym razem rząd wejdzie w dialog z KE, żeby nowej wersji nie spotkał los poprzedniej. Pogodzenie wyborczego populizmu PiS z unijnymi zasadami rynkowej konkurencji to rozwiązanie kwadratury koła, ale próbować można — aż do skutku.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski