Straceńcza misja na użytek krajowy

Najbardziej szokuje, że z roli politycznej petardy rzuconej dla ogłuszenia Donalda Tuska najlepiej zdaje sobie sprawę sam Jacek Saryusz-Wolski.

Jerzy Dudek - FORUM

Zaskakujące transfery polityczne ukierunkowane są zwykle na obóz władzy. U nas wręcz zachęcają do nich proporcjonalne ordynacje wyborcze do Sejmu oraz Parlamentu Europejskiego. Mandat posła/europosła można zdobyć wyłącznie z listy, ale ma on charakter… wolny, zatem wybraniec może w każdej chwili pokąsać rękę partii karmicielki i zostać deputowanym tzw. niezrzeszonym lub jeszcze gorzej — przejść do wroga. Taki proceder jest nieuczciwy przede wszystkim wobec naiwnych wyborców.

Akademickim wręcz przykładem wrogiego przejęcia stało się wyłuskanie przez PiS europosła Jacka Saryusza-Wolskiego z PO. Ze względu na wykorzystanie go do rozgrywki o przewodnictwo Rady Europejskiej waga tego przejęcia jest naprawdę gruba. Jarosław Kaczyński zrobił Donaldowi Tuskowi kawał podobnej skali, jak mianował w 2006 r. wicepremierem i ministrem finansów Zytę Gilowską. Niezrównanie mniejsze znaczenie miały takie przejęcia jak np. byłej SLD-owskiej minister i unijnej komisarz Danuty Hübner przez PO lub ostatnio Jarosława Gowina, który w rządzie PO-PSL był tylko ministrem, a od prezesa PiS w nagrodę za potulność dostał do resortu dodatkowo tytuł wicepremiera.

Na zostanie przewodniczącym RE kandydat PiS ma szanse takie, jakie np. Magdalena Ogórek miała na prezydenturę RP. Dęciem w propagandowe surmy PiS promuje jego straceńczą misję na użytek krajowy, albowiem prezydenci/premierzy 27 państw unijnych, którzy 9 marca zasiądą razem z Beatą Szydło przy owalnym stole, są żenującym polsko-polskim starciem zniesmaczeni. Najbardziej szokuje, że z roli politycznej petardy rzuconej dla ogłuszenia Donalda Tuska najlepiej zdaje sobie sprawę sam Jacek Saryusz-Wolski. Jest przecież jednym z kilku najbardziej doświadczonych polskich europosłów, znającym perfekcyjnie kulisy i mechanizmy brukselskich gierek. I doskonale wie, że nachalne forsowanie przez jedno państwo nieuzgodnionego z innymi kandydata na wysoką funkcję jest obce unijnemu DNA. Z drugiej strony trzeba przyznać, że dzieje UE nie znają również przypadku, by po zmianie rządu w państwie członkowskim ekipa obecnie trzymająca władzę tak bardzo chciała wyeliminować reprezentanta poprzedniej ze struktur międzynarodowych.

Jacek Saryusz-Wolski wchodzi na nową drogę politycznego życia w wieku 69 lat. Chce jeszcze zdążyć zagrać rolę poważniejszą niż utytułowanego europosła. Donaldowi Tuskowi zaś nie może darować niezgłoszenia go na unijnego komisarza. W 2009 r. musiał ustąpić Januszowi Lewandowskiemu, ale to przebolał. Natomiast postawienie przez premiera w 2014 r. na Elżbietę Bieńkowską — uważaną przez męskich kolegów za „blondynkę z Mysłowic” — go zaszokowało. Ale przecież w kolejce stał i tak daleko, znacznie bliżej teki komisarza byli Radosław Sikorski, Jacek Rostowski, Jan Krzysztof Bielecki… Dlatego przechodząc w jesieni życia na służbę do nowego pana i dając twarz straceńczej misji, musi otrzymać jakąś rekompensatę. W 2019 r. w barwach PiS będzie miał zagwarantowaną kolejną reelekcję do Parlamentu Europejskiego. Ale wymarzona teka komisarza na kadencję 2019-24, czyli dla niego w przedziale wiekowym 71–76, już raczej nie wchodzi w grę. A zatem jedyną godziwą nagrodą, tak na szybko, jawi się powierzenie przez prezesa Jackowi Saryuszowi-Wolskiemu szefostwa MSZ.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski