Suweren skąpy i niewdzięczny

O północy upłynął termin parapodatkowy, całkowicie nieistotny dla przeważającej części społeczeństwa, natomiast ważny dla władzy.

Opłacając do 25 stycznia całoroczny abonament radiowo-telewizyjny, uzyskiwało się rabat i pomniejszona należność za 2017 r. wyniosła 245,15 zł. Należę do najwyżej 10-procentowej mniejszości społeczeństwa, regularnie opłacającej abonament i wspomnianą kwotę wczoraj — jako chciwy na rabat — przelałem na konto w Centrum Obsługi Finansowej Poczty Polskiej. Zatem z jednej strony jestem oczywiście frajerem, ale z drugiej — mogę spać spokojnie, że o szóstej rano do mnie nie zapukają, przynajmniej w sprawie uchylania się od spełnienia obywatelskiej powinności.

Wątek finansowy zasadnie zajął dużo miejsca podczas niedawnej samochwalby prezesa TVP, podsumowującej rok tzw. dobrej zmiany. Jacek Kurski załamywał ręce i przyznawał, że nadawca publiczny — w części programów pozostający takim już tylko teoretycznie — doszedł do finansowej ściany. Z oceną doświadczonego funkcjonariusza propagandy, postawionego przez partię na strategicznym odcinku, wypada się zgodzić. Faktycznie nie do utrzymania jest sytuacja, gdy TVP spełnia mnóstwo kosztochłonnych obowiązków publicznych, a jej budżet nie ma realnego wsparcia z abonamentu ze względu na niską jego ściągalność. Jako uczciwy płatnik podpisuję się co do zasady pod takimi żalami obiema rękami. Radykalnie odmiennie postrzegam jednak tzw. misję telewizji publicznej. Według prezesa — wręcz świetlanym jej przykładem było wywalenie przez TVP pieniędzy na sylwestrowy łomot w zakopiańskiej otulinie Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz mianowanie z tej okazji ikoną narodowej kultury jakiegoś discopolowca. To nie żadna misja, lecz praktyczna realizacja zasady, że ciemny lud to kupi.

Niewygodnym wątkiem jest przypominanie, że abonament miał zostać zastąpiony od 1 stycznia 2017 r. tzw. składką audiowizualną. Jej idea opierała się na domniemaniu, że każde gospodarstwo domowe posiada przynajmniej jeden odbiornik telewizyjny. Tymczasem np. w środowisku młodych mieszkańców dużych miast takie założenie staje się coraz bardziej absurdalne. Na szczęście niedopracowana ustawa trafiła do kosza, ale głównie z powodu niemożności wypracowania systemu ściągania składki przez podmioty sprzedające energię elektryczną. A zatem nadzieją TVP pozostaje ułomny abonament. Zdumiewa, że tak skąpy i niewdzięczny okazuje się tzw. suweren, dzięki któremu PiS w 2015 przejęło w Polsce pełnię władzy…

Frajerskiego opłacenia abonamentu za 2017 r. nie żałuję, spoko, w TVP uchowało się sporo programów wartościowych. Ale informacja i publicystyka z każdym tygodniem coraz głębiej poniżają moją inteligencję — nie dziennikarską, lecz zwyczajnie ludzką. Na dnie den postrzegam nawet nie monopartyjne „Wiadomości”, lecz pseudosatyryczną propagandówkę „W tyle wizji”, zajmującą się tępieniem opozycji w stylu PRL-owskich nagonek na „warchołów z Radomia i Ursusa” czy Komitet Obrony Robotników. Dlaczego moja terminowo wpłacona danina ma finansować taką antymisję publiczną? Jako obywatel gorszego sortu nieśmiało postuluję zatem jakiś upust dla mojej kategorii płatników, powiedzmy 4-5 zł miesięcznie. Taki abonament „znaczony”, zaadresowany konkretnie np. na sport czy filmy, miałby większą ściągalność… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski