System naczyń połączonych

Hipotetyczne konsekwencje finansowe dla nas byłyby realne dopiero w latach 2021–27, ale odsunięcie problemu na tak odległy horyzont nie oznacza, że przestaje on istnieć.

Wobec fali uchodźców śródziemnomorskich Polska ma akurat wyjątkowo korzystne położenie geograficzne i takich płotów budować nie musi.Fot. Reuters/Forum

Zgodnie z nieoficjalnymi zapowiedziami Komisja Europejska (KE) ogłosiła formalne rozpoczęcie procedury o stwierdzenie naruszenia prawa Unii Europejskiej przez kraje, których rządy obecnie odmawiają udziału w programie relokacji uchodźców. Podstawą był najnowszy raport na temat jego realizacji. Decyzja dotyczy trzech państw Grupy Wyszehradzkiej: Polski, Czech i Węgier. Czwarty jej udziałowiec, Słowacja, a także pobliska Austria rozegrały ciężki dla regionu problem zdecydowanie bardziej inteligentnie i korzystnie dla ich interesów. W bardzo ograniczonym zakresie, niewypełniając limitów, stawiając ostre wymagania formalne — ale jednak przyjmowanie niechcianych gości potwierdziły, wytrącając KE pretekst z ręki. Trudno dokonywać prostej projekcji, że ci sprytniejsi są członkami Eurolandu, a akurat trójka bezmyślnie idąca z KE na udry traktuje wspólną walutę niczym diabeł święconą wodę — ale na pewno jest tu coś na rzeczy.

W czarnym scenariuszu rozpoczęcie procedury może prowadzić do uderzenia państwa UE po kieszeni. Ale dopiero po przeprowadzeniu bardzo czasochłonnej i wieloetapowej procedury, której najważniejszym punktem staje się rozprawa przed Trybunałem Sprawiedliwości UE z siedzibą w Luksemburgu. Może potrwać latami, zatem hipotetyczne konsekwencje dla nas byłyby realne dopiero w kolejnej wieloletniej perspektywie finansowej 2021–27. Odsunięcie problemu na tak odległy horyzont absolutnie jednak nie oznacza, że przestaje on istnieć. Zwłaszcza że po brexicie wyschnie tak poważne źródło zasilania wspólnotowego budżetu, jak wpłata Zjednoczonego Królestwa. Ze składki brytyjskiej, nawet pomniejszonej o słynny rabat, korzystają beneficjenci na czele z Polską. Istotne skrócenie finansowej kołdry nada nowy wymiar kategorii unijnej solidarności, która funkcjonuje jak system zapisany w tytule.

Obecny polski rząd stawia tezę, że KE swoją polityką migracyjną narusza traktaty. Zalewane przez uchodźców państwa śródziemnomorskie, czyli przede wszystkim Grecja i Włochy, a także Malta oraz Hiszpania wyrażają zdanie dokładnie przeciwne i mają do KE pretensje z powodu… nieegzekwowania traktatów. Członków UE jest 28, niezgoda 3 państw wobec spolegliwości 25 to proporcja na pewno trochę lepsza niż pamiętne 1:27, ale również przytłaczająca. Zdumiewa najnowszy pomysł, ogłoszony przez ministra Mariusza Błaszczaka, aby pozycję Polski w UE sztucznie umocnić chwytem proceduralnym. Obecnie szczegółowe kwestie migracyjne rozpatruje jeden ze składów ministerialnej Rady UE, konkretnie Rada ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych. Jej decyzje z zasady zapadają większością kwalifikowaną, zatem sprzeciw wyizolowanej grupki nic nie daje. Postulatem rządu Beaty Szydło jest zatem przeniesienie problemu migracji na poziom Rady Europejskiej, czyli szczytu prezydentów/premierów, gdzie z zasady (poza traktatowymi wyjątkami) obowiązuje jednomyślność. Dopiero w takiej procedurze skuteczne okazuje się sarmackie liberum veto…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski