Szanse akcesji maleją do zera

Relacje Unia Europejska – Turcja: i tak źle, i tak niedobrze, a wszystko i tak wskazuje na to, że kraj Erdogana do UE nie zostanie przyjęty nigdy.Następstwa chaotycznego buntu części tureckiej armii wywołują uzasadniony niepokój Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) oraz Unii Europejskiej (UE). Jest i tak źle, i tak niedobrze. Z jednej strony — dla cywilizowanego świata w XXI wieku nie do przyjęcia byłaby kolejna turecka junta, wystarczy już tych XX-wiecznych. Z drugiej — niepokoi ostra rozprawa autorytarnej władzy z demokratyczną opozycją, która nie miała nic wspólnego z buntem. Z trzeciej jednak — tylko silna władza może zagwarantować dotrzymanie unijno-tureckiej umowy w sprawie zahamowania tsunami uchodźców…

Erdogan, fot. thierry ehrmann, CC BY 2.0, via Flickr

Gospodarze szczytu NATO w Warszawie wręcz rozpływali się nad jednością sojuszu. Na PGE Narodowym widziałem z dość bliska, jak m.in. prezydenci Barack Obama i Recep Tayyip Erdogan z sojuszniczym braterstwem i oddaniem patrzyli sobie w oczy. Tydzień później władca turecki pokrzykuje na amerykańskiego, domagając się wydania swojego dawnego kumpla, a obecnie domniemanego inspiratora buntu, mułły Fethullaha Gulena. Taki zwrot wywołuje naturalne pytanie, czy słowa i gesty polityków mają jakiekolwiek znaczenie, a jeśli tak — to które?

Prezydent Turcji jeszcze jako premier otrzymał w 2012 r. złotą statuetkę Business Centre Club. Uzasadnieniem było „likwidowanie barier rozwoju gospodarczego, konsekwentne dążenie do budowy demokracji i wolnego rynku oraz wzorcowe przeprowadzenie reform nazwanych cichą rewolucją”. Chwalebną laudację wygłosił Jerzy Buzek, a laureat stwierdził (z ekranu, bo z powodu choroby na galę do Teatru Wielkiego nie dotarł), że Turcja od dawna powinna być członkiem UE i że to wspólnota, a nie jego kraj, traci na tej nieobecności. Przez cztery lata akcesja nie wykonała ani kroku do przodu, a rozwój wydarzeń po weekendowym buncie części wojska wskazuje, że członek NATO od 1952 r. do Unii Europejskiej nie zostanie przyjęty nigdy. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski