Taplary na pewno wyrażą entuzjazm

Ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych nie poprawi rekordów prędkości, ustanawianych przez PiS pod koniec 2015 r.

Fot. Pixaby

Ma jednak podobny legislacyjnie charakter — projekt został wniesiony do Sejmu w lutym nie przez rząd, ponieważ wymagałoby to czasochłonnych i merytorycznych uzgodnień międzyresortowych. Wrzucenie do laski marszałkowskiej projektu z podpisami kilkudziesięciu posłów PiS pozwala na zerwanie wszelkich więzów proceduralnych.

Od miesiąca dobra zmiana wiatraków posuwa się niczym walec. Pierwsze czytanie zaliczyła nie na sesji plenarnej Sejmu, lecz od razu w komisji. A wczoraj dotarła do komisyjnego sprawozdania i być może zostanie uchwalona jeszcze na trwającym posiedzeniu izby.

Nie trzeba dodawać, że komisyjne sprawozdanie jest niemal kopią projektu wyjściowego. Fundamentalne znaczenie ma art. 4, ustalający, że odległość elektrowni wiatrowej od budynku mieszkalnego lub na odwrót (zależy, który obiekt stanął wcześniej) musi być równa lub większa od dziesięciokrotności wysokości wiatraka, z wliczonym wirnikiem z łopatami.

Taki zaporowy przepis uniemożliwia wznoszenie turbin na wielkich, pustych jeszcze terenach. A w drugą stronę blokuje budownictwo mieszkaniowe w bardzo szerokim otoczeniu istniejących wiatraków. Poza tym właściciele istniejących już siłowni będą musieli co dwa lata odnawiać zgodę na eksploatację i płacić ok. 1 proc. wartości inwestycji za przeglądy techniczne.

To nowa danina państwowa, zniechęcająca branżę odnawialnych źródeł energii do inwestowania. Generalnie — restrykcyjna ustawa na pewno zostanie przyjęta z entuzjazmem w Taplarach z „Konopielki”.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski