Terroryści zawsze krok do przodu

Praktycznie nie ma dnia wolnego od informacji o wybuchaniu gdzieś na świecie jakichś bomb.

Terroryzm

Poniedziałkowy zamach w metrze w Sankt Petersburgu jest kolejnym potwierdzeniem, że spektrum terrorystycznych celów oraz powodów jest nieograniczone. Praktycznie nie ma dnia wolnego od informacji o wybuchaniu gdzieś na świecie jakichś bomb. Już się przyzwyczailiśmy, że takie wieści z Iraku, Syrii, Pakistanu, ostatnio z Turcji etc. stały się codziennością. Naturalne u nas poruszenie wywołują jedynie ataki w Europie.

W tej klasyfikacji Rosja znajduje się mniej więcej pośrodku. Przeżyła już wiele tragedii, z rekordem śmierci aż 334 osób po opanowaniu przez czeczeńskich desperatów w 2005 r. szkoły w Biesłanie. Władimir Putin od lat prowadzi politykę, której pokłosiem staje się wiele powodów ataków terrorystycznych. Do tradycyjnego niejako Kaukazu ostatnio doszła Syria. Notabene w chwili zamachu car z Kremla akurat przebywał w swoim Sankt Petersburgu, zatem bardzo realne, że odpalenie bomby zostało mu zadedykowane.

Po kolejnych tragediach trudno uniknąć refleksji zapisanej w tytule. Antyterrorystyczna prewencja zawsze się spóźnia. Po wybuchach w Moskwie wprowadzono w metrze bramki, ale… powszechnie omijane. Sankt Petersburg wydawał się bezpieczny, zatem tam bramek nie było. Podobne zróżnicowanie znane jest z Europy Zachodniej. Po tragedii z 2004 r. na stacji Atocha w Madrycie (bomby zabiły aż 191 osób) superszybkie pociągi hiszpańskie AVE chronione są niczym samoloty, gdy do francuskich TGV nadal wsiada się zwyczajnie jak u nas. Zamachy w metrze w Londynie czy Brukseli nie spowodowały wprowadzenia bramek, ponieważ sparaliżowałoby to wielomilionowy ruch pasażerski. Ale np. w Pekinie czy Szanghaju wejście do metra bez prześwietlenia bagażu jest niemożliwe — i płynność ruchu jakoś jest utrzymywana…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski