Trybunał uległ walcowi władzy

Po trwającej ponad rok wojnie politycznej, wywołującej w Polsce ogromne napięcia społeczne oraz szkodzącej międzynarodowemu wizerunkowi kraju, we wtorek, 20 grudnia, władcy państwa ostatecznie opanowali Trybunał Konstytucyjny (TK).19 grudnia był ostatnim dniem sędziowskiej kadencji Andrzeja Rzeplińskiego, czyli również jego prezesury. I właśnie tego dnia prezydent Andrzej Duda podpisał pakiet trzech nowych ustaw o TK, które przeorają jego dotychczasowe funkcjonowanie, w tym również biuro, które w 2017 r. tzw. dobra zmiana sczyści do piwnic.

Od razu 19 grudnia późnym wieczorem pakiet został opublikowany w Dzienniku Ustaw. Rządowe Centrum Legislacji obecnie dokonuje tego elektronicznie, z dokładnością sekundową. Ustawa z 30 listopada o organizacji i trybie postępowania przed TK ukazała się pod pozycją 2072 o godz. 22:41.09, ustawa z 30 listopada o statusie sędziów TK — jako pozycja 2073 o godz. 22:41.12, a uchwalone zaledwie 13 grudnia przepisy wprowadzające dwie wspomniane ustawy o godz. 22:41.14 otrzymały numer porządkowy 2074. Co ciekawe, w treści już uwzględniają pozycje obu ustaw wprowadzanych, których ogłoszenie nastąpiło… pięć oraz dwie sekundy wcześniej. Najważniejsze przepisy pakietu weszły w życie o północy 19/20 grudnia (część organizacyjnych ma terminy późniejsze), zatem ich vacatio legis trwało aż… 79 minut. Publikacyjne szczegóły przytoczyłem nieprzypadkowo, ponieważ to kapitalny dowód, jak funkcjonuje walec monopartyjnej, zintegrowanej władzy. Nocnej produkcji ustaw, skracaniu terminów, puszczaniu wersji Sejmu przez Senat bez jakichkolwiek poprawek etc. towarzyszy podobny proceder na końcu ścieżki legislacyjnej. Elementem kluczowym jest oczywiście automatyzm prezydencki. Głowa państwa na rzetelną analizę ustawy ma przecież aż 21 dni, ale wykonujący podpisowe usługi dla macierzystej partii Andrzej Duda robi to nawet od ręki.

W ustawie wprowadzającej pakiet znalazł się kuriozalny przepis, utrwalający dyktat władzy wykonawczej wobec sądowniczej. Z powodu niewyłonienia prezesa TK jego obowiązki od 20 grudnia przejściowo objął nie z automatu wiceprezes, uwzględniony przecież w Konstytucji RP, lecz… nominat prezydenta! Kryteria dla tego sędziego „o najdłuższym stażu pracy w sądownictwie powszechnym lub administracji państwowej szczebla centralnego na stanowiskach związanych ze stosowaniem prawa” zostały skrojone pod konkretną, zaufaną osobę. Naprawdę znacznie prostsze, a poza tym omijające urząd prezydenta, byłoby umieszczenie wprost w ustawie z nazwiska sędzi Julii Przyłębskiej jako p.o. prezesa TK. Bardzo możliwe, że obejmie to stanowisko na stałe.

Prawdziwą przyczyną rozkładającego państwo starcia o TK był fatalny błąd kalendarzowy prezydenta sprzed roku. Gdyby inauguracyjne posiedzenia Sejmu i Senatu zwołał na 6 listopada 2015 r. — PiS miałoby na styku kadencji pełne prawo do obsadzenia całej piątki nowych sędziów TK. Ale prezydent termin przespał i zwołał parlament dopiero na 12 listopada — czyli starą kadencję zakończył 11 listopada i to do niej automatycznie sam zaliczył ważny dla TK dzień 7 listopada, gdy następowała wymiana trzech sędziów. Dlatego jedyna uczciwa proporcja wynosiła 3:2 na rzecz wybrańców Sejmu odchodzącego. Każde zagarnięcie całej puli pięciu wymienianych pod koniec 2015 r. sędziów TK — najpierw przez PO, a potem przez PiS — to arogancja ekipy trzymającej akurat sejmową większość.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski