Trzynasty postulat pozostaje aktualny

W monumentalnym Europejskim Centrum Solidarności, wzniesionym przy wejściu na ugór po Stoczni Gdańskiej, znajdują się tablice zawierające 21 postulatów z legendarnego strajku w sierpniu 1980 r. Stoczniowcy spisywali je i redagowali spontanicznie, do dzisiaj wiele z nich się zdezaktualizowało, a część nigdy nie została zrealizowana. Przypominam jeden postulat wciąż aktualny: „13. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej (…)”.

FOT. Wikipedia

FOT. Wikipedia

W epoce PRL kadrowa nomenklatura partyjna stanowiła opokę ustroju. Obowiązywała również na wszystkich poziomach scentralizowanej gospodarki planowej. Zapoczątkowane w 1989 r. przemiany radykalnie zmieniły obraz polskiej gospodarki, ale w rękach państwa pozostała strategiczna pula największych spółek — liczebnie skromna, ale materialnie i kapitałowo potężna. Niestety, przez 27 lat polskiej wolności kolejne ekipy rządzące nie chciały wprowadzić uczciwych mechanizmów, które zrealizowałyby trzynasty postulat z drewnianych tablic. Dobrze płatne stanowiska w państwowych spółkach traktowane były jako partyjne łupy. W marcu 1997 r., gdy dopiero konsolidowała się do przejęcia władzy Akcja Wyborcza Solidarność, Jarosław Kaczyński upublicznił (chociaż nie wymyślił) lejtmotyw wytyczający jej cele: TKM, czyli „teraz k… my”. Już wtedy podkreślił, że dla polityków z frakcji TKM różnice programowe nie mają znaczenia. Ówczesna teza prezesa zachowała ponadczasową aktualność. A jak się niedawno okazało — obowiązuje również przy wprowadzaniu tzw. dobrej zmiany przez Prawo i Sprawiedliwość.

Próby zrealizowania postulatu stoczniowców teoretycznie podejmowane były już niejeden raz. Podczas pierwszej kadencji rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego działająca przy premierze Donaldzie Tusku jako organ doradczy Rada Gospodarcza przygotowała Narodowy Program Nadzoru Właścicielskiego. Zaproponowany w 2010 r. przez Jana Krzysztofa Bieleckiego projekt ustawy przewidywał przekształcenie Ministerstwa Skarbu Państwa w Urząd Nadzoru Właścicielskiego oraz utworzenie Komitetu Nominacyjnego. Ten fachowy, niezależny, kadencyjny organ powoływany przez premiera miałby rekomendować dobrze przygotowane kadry do rad nadzorczych najważniejszych państwowych spółek. Idea została jednak utopiona wspólnie przez… Grzegorza Schetynę, marszałka Sejmu, i Waldemara Pawlaka, ludowego koalicjanta i wicepremiera. Potem przyszły wybory w 2011 r., a w drugiej kadencji temat ustawy podjął minister skarbu Włodzimierz Karpiński. Ale znowu nic nie wyszło, tym razem z powodu zawirowań w samej PO.

Najnowsza rządowa inicjatywa nowego nadzoru właścicielskiego (szczegóły — obok) jest częściowym powrotem do tamtych zarzuconych koncepcji. Usytuowana w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów komórka zajmująca się naborem kadr do spółek skarbu państwa ma być fachowa, niezależna, apartyjna etc. W domyśle — podobne cechy powinni mieć menedżerowie obsadzani w radach. Ale merytorycznie spółki będą przecież nadzorować silnie upolitycznieni z założenia ministrowie. Mianowania mają dokonywać się w trybie kontrasygnaty, czyli akceptacji kandydatów przez dwie decyzyjne strony o rozbieżnych interesach. Naprawdę trudno uniknąć skojarzenia z kwadraturą koła…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski