Tu chcą zamykać, a tam – otwierać

Projekt Solidarności zawiera tyle fatalnych błędów szczegółowych, że PiS nie wie, co z nim zrobić.

FOT. Daniel Dmitriew / FORUM

Formalnie obywatelski, a naprawdę przygotowany przez NSZZ Solidarność projekt ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele zaliczył w Sejmie pierwsze czytanie i od października 2016 r. utknął. Zawiera tyle fatalnych błędów szczegółowych, że PiS nie wie, co z nim zrobić, chociaż samą ideę politycznie popiera. Branża handlowa cały czas rozpuszcza hiobowe wieści o szkodliwych następstwach ustawy, chociaż część czarnych prognoz przejaskrawia.

Najnowszym argumentem przeciwników niedzielnych ograniczeń są dane statystyczne. Handel przygraniczny w 2016 r. przyniósł około 39 mld zł, przy czym klienci z sąsiednich państw koncentrowali się w weekendy. Zamknięcie dużych sklepów w niedziele radykalnie zmniejszy obroty. Notabene przy północnej granicy Polski z rosyjskim obwodem kaliningradzkim biznes już odczuł bardzo negatywnie nie bezruch niedzielny, lecz zawieszenie małego ruchu bezwizowego. Interesy kwitną natomiast na granicy zachodniej, a to dzięki zakazowi niedzielnego handlu w niemieckich landach sąsiadujących z Polską.

W tej sprawie odezwały się nożyce po drugiej stronie Odry i Nysy, tyle że odwrotnie. Niemieckie sieci handlowe właśnie rozpoczęły starania o możliwość otwierania sklepów w niedziele, czego zabrania im prawo stanowione na poziomie landowym. Swoje postulaty uzasadniają powszechnymi wyjazdami zakupowymi Niemców właśnie do Polski, a po zachodniej stronie — do Holandii. Obecnie mogą otwierać supermarkety w Niemczech najczęściej w cztery niedziele roku, a chciałyby dojść do dwóch miesięcznie. Nasz spór może się skończyć również na dwóch handlowych niedzielach w miesiącu. Wtedy w biznesowym pasie po obu stronach Odry i Nysy naturalną koniecznością stałaby się koordynacja handlowego kalendarza…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski