Tusk od dzisiaj ma już z górki

Obiektywnym interesem Rzeczypospolitej naprawdę są jak najlepsze stosunki rządu z szefem Rady Europejskiej.

Jeszcze we wrześniu 2016 r. wydawało się, że relacje przewodniczącego Donalda Tuska z premier Beatą Szydło mogą być przynajmniej neutralne. Niestety…Autor: Fot. Krystian Maj - FORUM

Bez odnotowania choćby słowem na portalu Rady Europejskiej (RE), 1 czerwca całkowicie roboczo rozpoczęła się trwająca 2,5 roku druga połówka kadencji jej przewodniczącego. Przedłużenie mandatu Donalda Tuska rozstrzygnęło się na pamiętnym szczycie 9 marca, który rządowi Prawa i Sprawiedliwości przyniósł klęskę 1:27 w starciu z solidarnymi pozostałymi państwami Unii Europejskiej. Dokument końcowy tamtego szczytu obejmował 17 punktów, a wśród nich taki: „15. RE ponownie wybrała Donalda Tuska na przewodniczącego RE na okres od 1 czerwca 2017 r. do 30 listopada 2019 r.”. Nie mogąc się pogodzić z tym faktem, premier Beata Szydło wykonała rozkaz prezesa Jarosława Kaczyńskiego i obraziła się na cały merytoryczny dokument, którego tytuł z konieczności zmieniono z „konkluzji RE” (wymagają one akceptacji wszystkich państw) na „konkluzje przewodniczącego RE”.

W normalnych okolicznościach czysto techniczna brukselska data w ogóle nie zasługiwałaby na odnotowanie.

Stanowisko Donalda Tuska — który protokolarnie jest równy stanem prezydentom, czyli m.in. Donaldowi Trumpowi i Andrzejowi Dudzie — ma jednak dla Polski ogromne znaczenie zarówno w kontekście unijnym, jak i krajowym. Najbliższe dwa lata będą brzemienne w wiele strategicznych rozstrzygnięć dotyczących przyszłości wspólnoty oraz Polski w UE. Dlatego obiektywnym interesem Rzeczypospolitej naprawdę są jak najlepsze stosunki rządu z szefem platformy współpracy i współdecyzji państw członkowskich. Komisja Europejska to z założenia czysta eurokracja i jej projekty naturalnie mogą zagrażać interesom poszczególnych państw. Np. forsowany nakaz stosowania przez firmy transportowe UE płacy minimalnej dla kierowców, ustalonej w państwach tranzytowych, silnie uderza w polskich przewoźników. Zdecydowanie groźniejszy jest najnowszy pomysł, aby w następnej unijnej perspektywie finansowej 2021–27 wydzielony został osobny budżet strefy euro. Byłoby to realne posadzenie Polski na bocznej ławce, podczas gdy np. Słowacja pozostałaby na głównym boisku. Dlatego w drugiej połowie kadencji obiektywnie rośnie decyzyjna pozycja Donalda Tuska, który — co ważne, a zapominane — poza przewodniczeniem RE kieruje również szczytami prezydentów/premierów Eurolandu.

Niestety, perspektywa współpracy obecnych władców kraju z Polakiem na tak ważnym stanowisku rysuje się czarno. Jarosław Kaczyński już wiele lat temu ogłosił doktrynę, że Donald Tusk ma po prostu zniknąć z życia publicznego. Ta jego prywatna opinia obecnie stała się ideologią państwową. Niestety dla prezesa, aż do 30 listopada 2019 r. były premier nie tylko nie zniknie, lecz będzie błyszczał na samym świeczniku. Podczas niedawnego szczytu G7 w Taorminie czy nadchodzącego G20 w Hamburgu właśnie Donald Tusk reprezentuje — zbiorczo, w pakiecie unijnym — interesy Polski. Prezes zaś wspólnie z jego nominatami, Andrzejem Dudą i Beatą Szydło, może co najwyżej oglądać migawki telewizyjne z takich szczytów. Z kalendarza wynika, że polityczno-decyzyjna paranoja będzie trwała do końca upływającej jesienią 2019 r. kadencji Sejmu i Senatu, a także kończącej się trochę wcześniej, w czerwcu 2019 r., kadencji Parlamentu Europejskiego. Na tak bardzo potrzebny Polsce chociażby zimny rozejm szans nie ma.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski