Ukraina stawia na import wiedzy

Prezydent Petro Poroszenko przymierzał się do tej decyzji od kilku miesięcy, ale odkładał ją w związku z postępującym na Ukrainie kryzysem rządowym. Dopiero po zatwierdzeniu 14 kwietnia przez Radę Najwyższą gabinetu premiera Wołodymyra Hrojsmana podpisał 22 kwietnia dekret o utworzeniu prezydencko-rządowej grupy strategicznych doradców ds. reform.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko Fot. Michał Józefaciuk [CC BY-SA 3.0 pl], via Wikimedia Commons

Petro Poroszenko Fot. Michał Józefaciuk [CC BY-SA 3.0 pl], via Wikimedia Commons

Przedstawicielami głowy państwa i zarazem współprzewodniczącymi grupy mianowani zostali: Leszek Balcerowicz — polski wicepremier i minister finansów 1989–91 oraz 1997–2000, a także prezes NBP 2001–07; Ivan Mikloš — słowacki wicepremier i minister gospodarki i finansów 1998-2006 oraz 2010–12. Wbrew uproszczonym sądom, absolutnie nie oznacza to, że goście… zasiedli w rządzie! Warunkiem koniecznym jest przecież posiadanie ukraińskiego obywatelstwa, choćby podwójnego. Notabene, Ivan Mikloš, pracujący od dawna w Kijowie jako ekspert resortu finansów, był rozpatrywany faktycznie jako minister finansów Ukrainy. Słowacja wyklucza jednak podwójne obywatelstwo, a zamienić dotychczasowego na ukraińskie oczywiście nie chciał. Ma przecież inną sytuację, niż np. były gruziński prezydent Micheil Saakaszwili, który wolał zostać Ukraińcem i formalnie służyć nowemu państwu.

Obu doradców z sąsiadujących z Ukrainą państw Unii Europejskiej sporo łączy. W swoich krajach są symbolami równie rozwojowych i przełomowych, co kosztownych społecznie reform. Obaj programowo nie znoszą populizmu, równie chwytliwego wyborczo, co niszczącego gospodarkę. Dlatego są bardzo krytycznie nastawieni do obecnych rządów w ich krajach. Leszek Balcerowicz punktuje prawicowy populizm PiS pod wodzą prezesa Jarosława Kaczyńskiego, a Ivan Mikloš negatywnie odnosi się do lewicowego populizmu SMER premiera Roberta Fico. Istotna różnica polega na tym, że rządy w Polsce twardo trzymają z Ukrainą, natomiast obecne władze w Bratysławie uwzględniają interesy rosyjskie.

Na dobry początek eksperci z bliskiej zagranicy spotkali się w Kijowie z prezydentem i premierem.

W naturalny sposób ukształtował się podział ich kompetencji — Ivan Mikloš będzie robił to, co dotychczas, natomiast Leszek Balcerowicz podjął się kontaktów z Zachodem. Politykom i biznesmenom z UE, USA i innych państw OECD będzie przedstawiał realną sytuację na Ukrainie i postępy we wdrażaniu reform. Według naszego byłego wicepremiera, rozwój sąsiadującego z Polską państwa jest znacznie lepszy niż jego międzynarodowy wizerunek.

Importowani eksperci są ludźmi prezydenta Petra Poroszenki. Powinni jednak dobrze współpracować z 38-letnim Wołodymyrem Hrojsmanem, najmłodszym premierem w historii Ukrainy. Nowy szef rządu zapowiedział, że nie będzie tolerował korupcji i uczyni wszystko dla stabilizacji i proeuropejskiego rozwoju państwa. Za największe zagrożenia uznał, poza korupcją, nieefektywne zarządzanie oraz populizm. To ostatnie zjawisko ocenił jako wroga niebezpiecznego wcale nie mniej od atakującego na wschodniej Ukrainie. Taką ocenę populizmu wyjął wprost z ust Balcerowicza i Mikloša. Niestety, akurat na Krymie i w Donbasie ich doświadczenia niewiele pomogą… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski