Weto zależy od oceny jego szans

W nowych sankcjach chodzi oczywiście o Rosję, a Iran i Korea Północna dopisane zostały jedynie taktycznie.

Fot. Reuters-Kevin Lamarque-Forum

Zgodnie z polityczną prawidłowością, amerykański Senat zatwierdził miażdżącym stosunkiem 98:2 ustawę, którą wcześniej Izba Reprezentantów uchwaliła jeszcze bardziej rekordowo głosami 419:3. Wprowadza ona nowe sankcje gospodarcze przeciwko Rosji, Iranowi i Korei Północnej. Nadzwyczajnie zjednoczeni w sprawie sankcji republikańscy i demokratyczni kongresmeni i senatorowie nie ukrywają, że chodzi oczywiście o Rosję, a dwa inne wrogie państwa dopisane zostały taktycznie. Związali ręce prezydentowi Donaldowi Trumpowi, który nie będzie mógł odmówić uruchomienia sankcji wobec wojowniczego reżimu Kim Dzong Una, a zatem w pakiecie i wobec Władimira Putina. Prawdziwym powodem uchwalenia ustawy nie jest bowiem utrwalająca się agresja wobec Ukrainy, lecz wpływanie przez Rosję na wynik wyborów prezydenckich w USA w listopadzie 2016 r.

Donald Trump ustawie o takim wydźwięku jest bardzo niechętny, ale rzecz jasna ją podpisze. Doskonale wie, że jego weto zostałoby przez obie zdeterminowane izby Kongresu odbite i znowu poniósłby spektakularną porażkę, drugą po nieanulowaniu w Senacie tak krytykowanej przez niego ustawy Obamacare. Przypomnę, że zgodnie z przyjętą 230 lat temu Konstytucją USA, do przełamania niezgody prezydenta na podpisanie ustawy wymagana jest większość 2/3 głosów, uzyskana odrębnie w Izbie Reprezentantów i w Senacie. Zgodnie z 20-letnią Konstytucją RP, u nas o odbiciu weta decyduje 3/5 głosów Sejmu, a Senat w tym w ogóle nie uczestniczy. Jednak i w Polsce, i w USA głównym motywem wetowania nie są względy polityczne czy moralne, lecz… analiza arytmetycznego rozkładu głosów w parlamencie. Gdy głowa państwa ma pewność skuteczności weta — wizerunkowo dumnie się puszy, a gdy wie, że przegra — potulnie podpisuje. W Polsce ten elementarz wetowania przerabialiśmy w okresach antagonistycznych relacji Aleksandra Kwaśniewskiego z Akcją Wyborczą Solidarność i Unią Wolności, a także Lecha Kaczyńskiego z Platformą Obywatelską i Polskim Stronnictwem Ludowym. Przy obecnej arytmetyce sejmowej Andrzej Duda ma stuprocentową pewność skuteczności weta wobec ustaw sądowych, natomiast Donald Trump — identyczną pewność nieskuteczności wobec ustawy o sankcjach.

Porównanie relacji między prezydentami i parlamentami w Polsce i USA nie ma żadnego związku z niedawną wizytą Donalda Trumpa. Po prostu tak się zbiegło kalendarzowo, że tu i tam w bardzo głośnych konfliktach społecznych wyszła na pierwszy plan kwestia podpisania/niepodpisania ustaw. Przy czym u nas pewien wątek podwójnego weta ma posmak kabaretowy. Prawo i Sprawiedliwość, forsując błyskawicznie ustawę o pacyfikacji Sądu Najwyższego (SN), wykonało chwyt w zamyśle tak sprytny, jak amerykański Kongres. Jednak strzeliło sobie w… no, na pewno wyżej od stopy. Po wniesieniu przez Andrzeja Dudę pilnego projektu malutkiej ustawy o wybieraniu części Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) większością 3/5 głosów władcy partii wcisnęli ten pomysł jako jeden z przepisów ustawy o SN. Uznali, że w taki sposób uzyskają stuprocentową pewność prezydenckiego podpisu. Tymczasem Andrzej Duda dokładnie z powodu tak bezmyślnego chwytu proceduralnego nie podpisał… aż dwóch ustaw — poza zaskakującym go skokiem na SN również dawno dogadanej z nim noweli KRS.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski