Władza wymyśliła pacyfikację stolicy

Prezydent byłby wybierany bezpośrednio w zsumowanym głosowaniu mieszkańców zarówno obecnej Warszawy, jak i 32 gmin/miast otaczającego pierścienia. W wielu z nich ostatnio wyraźnie dominowało PiS.

PANORAMA WARSZAWY PKIN CITY 10/05/2016 FOT MAREK WISNIEWSKI CYFRA

WARSZAWA PANORAMA WARSZAWY PKIN CITY 10/05/2016 FOT MAREK WISNIEWSKI CYFRA Fot. Marek Wiśniewski

Wniesienie przez klub Prawa i Sprawiedliwości do laski marszałkowskiej skrycie przygotowywanego projektu ustawy o nowym ustroju miasta Warszawy potwierdza, że prezes Jarosław Kaczyński jest absolutnie zdeterminowany do przechwycenia władzy w stolicy, wciąż opornej wobec tzw. dobrej zmiany. Doskonale zdaje sobie sprawę, że w obecnym ustroju demokratyczne objęcie przez PiS w 2018 r. opróżnionego przez Hannę Gronkiewicz-Waltz fotela prezydenta, a także większości w Radzie Warszawy jest nierealne. Dlatego wymyślił wraz z zausznikami takie zakręcenie prawem samorządowym, które pozwoli na przejęcie władzy w przyszłorocznych wyborach.

Radykalnie powiększona na papierze Warszawa ma stać się nieznaną tzw. metropolitalną jednostką samorządu terytorialnego. W praktyce byłaby odpowiednikiem monstrualnego powiatu, obejmującego dotychczasowe miasto — pozostające gminą z 18 dzielnicami — oraz 32 utrzymujące swój status miasta i gminy z otaczającego pierścienia. Na mapie odpowiada to wycięciu ze środka Mazowsza mniej więcej dawnego województwa stołecznego, istniejącego w latach 1975- -98. Z tym tylko, że w epoce Edwarda Gierka prezydent Warszawy miał wobec miast i gmin z pierścienia uprawnienia wojewody, a teraz wojewoda pozostałby rządowym zwierzchnikiem całego Mazowsza.

Prawdziwym sensem rozsypania samorządowego ustroju Warszawy oraz jej okolic jest ordynacja wyborcza.

Prezydent ogromnej hybrydy byłby wybierany bezpośrednio w zsumowanym głosowaniu mieszkańców zarówno obecnej Warszawy, jak i 32 gmin/miast pierścienia. W wielu z nich, zwłaszcza po wschodniej stronie Wisły, ostatnio wyraźnie dominowało PiS, dlatego według kalkulacji prezesa i jego zauszników wypadkowa głosów z metropolii dałaby zwycięstwo ich kandydatowi, czyli najpewniej Jackowi Sasinowi. Podobnie sprytny chwyt dotyczy nowej konstrukcji Rady Warszawy. Obecnie jest ona wybierana proporcjonalnie z list w okręgach o liczbie mandatów również proporcjonalnej do liczby reprezentowanych mieszkańców. Według projektu 50-osobowa nowa rada byłaby wybierana w okręgach jednomandatowych — jednego radnego miałaby każda z 18 dzielnic oraz 32 gmin/miast, bez względu na liczbę mieszkańców. W samej Warszawie w taki sposób PiS zdobyłoby może 1-2 mandaty, ale w pierścieniu spodziewa się zdecydowanej większości.

Zmiana przepisów wyborczych dla potrzeb jednej partii to tylko wierzchołek góry lodowej. Całkowicie odrębnym wątkiem są nieznane na razie następstwa finansowe, infrastrukturalne, komunikacyjne etc. ustrojowej rewolucji dla mieszkańców zarówno gmin/miast zaliczonych do metropolii, jak też reszty Mazowsza. Projekt klubu PiS przede wszystkim nie zgadza się z granicami podziału Mazowsza na dwie jednostki statystyczne NUTS2 — czyli region bogatszy, obejmujący Warszawę i dziewięć powiatów, oraz biedniejszą resztę. Koncepcję opracował rząd Ewy Kopacz, ale wniosek złożyła już Beata Szydło. Rozporządzenie Komisji Europejskiej o ratującym uboższą część Mazowsza sposobie liczenia PKB na mieszkańca wchodzi w życie od 1 stycznia 2018 r. Ustawowa rewolucja zniszczy ten statystyczno-rozliczeniowy kompromis, negocjowany z Brukselą tak długo ponad podziałami… © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski