Zatokowy konflikt może kosztować

Praprzyczyna wszelkich konfliktów wewnątrzmuzułmańskich ciągnie się już 1385 lat.

Ze względu na znaczenie Zatoki Perskiej dla globalnych dostaw ropy naftowej i gazu ziemnego każdy konflikt w tamtym regionie zapala światu alarmową lampkę.

Taka była również pierwsza nerwowa reakcja rynków na nagłe zerwanie sąsiedzkich stosunków z Katarem przez Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn oraz dalej położony Egipt. Ponieważ jednak zatokowy konflikt ogranicza się do warstwy dyplomatycznej, a konfrontacja zbrojna nie wchodzi w grę — sytuacja na surowcowych giełdach zmierza do uspokojenia. Zewnętrzny świat musi utrzymywać dobre relacje z obiema stronami, a najbardziej jaskrawym przykładem stania w rozkroku jest sytuacja Stanów Zjednoczonych Ameryki. Prezydent Donald Trump pierwsze kroki zagraniczne skierował nieprzypadkowo do Arabii Saudyjskiej, czyli największego — obok Izraela — sojusznika na Bliskim Wschodzie, ale z drugiej strony strategiczna baza amerykańska znajduje się w… Katarze.

Ludowa mądrość, że jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno o pieniądze — w tym wypadku jest tylko częścią prawdy. Praprzyczyna wszelkich konfliktów wewnątrzmuzułmańskich ciągnie się już 1385 lat. Wzbijając się w 632 r. na skrzydlatym rumaku do nieba, Mahomet zapomniał zostawić instrukcji, kto miałby go zastąpić. Krewni proroka podzielili się na dwa nurty, które od czternastu wieków tytułują się wzajemnie heretykami i usiłują sprowadzić tych drugich na drogę „prawdziwej” wiary. Współcześnie absolutnie dominują liczebnie sunnici, stanowiący 88 proc. muzułmanów, gdy szyici to jedynie 12 proc. Nad roponośną zatoką ścierają się dwie ortodoksyjne potęgi — sunnicka Arabia Saudyjska oraz szyicki Iran. Katar generalnie jest również sunnicki, ale został oskarżony przez sąsiadów o sprzyjanie ruchom szyickim, czyli o najcięższą zbrodnię — zdradę.

Kapiący bogactwem emirat (księstwo) to mały wyrostek na ogromnym półwyspie. Lądowo graniczy jedynie z Arabią Saudyjską, która zamknęła wszystkie przejścia. Komunikacja morska i lotnicza przebiega także z zakłóceniami, chociaż zamknięciem niektórych korytarzy starają się nie przejmować Qatar Airways oraz wielkie towarzystwa lotnicze Zachodu. Zatokowa koalicja obrzuciła Katar oskarżeniami o zdradzieckie popieranie terroryzmu, który okazuje się kategorią bardzo pojemną i politycznie wygodną.

Emirat odpowiada, że prawdziwym powodem politycznego uderzenia jest jego niepokorność oraz opór przeciwko podporządkowaniu się ortodoksyjnym władcom saudyjskim. Od ponad dwóch dekad nienawidzą oni zwłaszcza obiektywnej telewizji Al-Dżazira, która stała się jedną z globalnych marek katarskich. Nie da się ukryć, że Arabia Saudyjska najchętniej by krnąbrnego sąsiada pochłonęła — to pragnienia podobne jak np. odwieczne marzenia w Iraku (wszystkich kolejnych ekip rządzących oraz Irakijczyków) o wchłonięciu Kuwejtu. Ale lokalizacja bazy amerykańskiej w Katarze nawet teoretycznie taką możliwość wyklucza.

Z polskiego punktu widzenia wypada trzymać kciuki, aby napięcie nad Zatoką Perską spadło. Zakontraktowane dostawy skroplonego katarskiego gazu do terminalu w Świnoujściu nie są zagrożone, ale w razie ugruntowania się sunnicko-sunnickiego konfliktu jego cena na pewno pójdzie w górę.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski