Zdecydowali wyborczy swingersi 

No to się porobiło! Jednak to 70-letni Donald Trump zebrał co najmniej 270 stanowych głosów elektorskich i został 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki.

FOT. Andrew Harrer/Bloomberg

Faworyzowaną w sondażach Hillary Clinton pokonał w stosunku elektorskim co najmniej 288:218.

Przekroczy 300 (głosów elektorskich jest 538), gdy skompletowane zostaną wyniki ze wszystkich stanów. Tak zaskakujący rezultat  wyborów prezydenckich USA ostatnio odnotowały w… 1948 r., gdy Harry Truman,  uważany nawet przez własną partię demokratyczną za niezdolnego do sprawowania prezydentury, uzyskał reelekcję.

Z nieco podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w tym roku. Donald Trump przecież nie był zdeklarowanym republikaninem, kiedyś nawet krążył przy partii demokratycznej. Ale wystartował w prawyborach i ku zdumieniu republikańskiego establishmentu wyszedł na czoło. Przed konwencją nominacyjną kierownictwo partii poważnie zastanawiało się nad jego wystawieniem, ale zwyciężyła jednak idea partyjnej konsolidacji.

W razie odrzucenia jego kandydatury Donald Trump zapowiadał wystartowanie pod własnym nazwiskiem – nigdy się nie dowiemy, czy wtedy wygrałby w którymś stanie i przejął z niego pulę głosów elektorskich. Raczej nie, bo w USA do sukcesu konieczna jest pieczątka jednej z dwóch wielkich partii. Zwłaszcza, że 8 listopada nastąpił efekt synergii i zjednoczeni republikanie odnieśli także świetny sukces w wyborach do Kongresu – utrzymali zdecydowaną przewagę z Izbie Reprezentantów oraz obronili przewagę w Senacie, którego skład wymieniany jest co dwa lata w 1/3.

Nowy prezydent teoretycznie uzyskuje zatem komfortowe warunki do rządzenia – partyjną większość w obu izbach. Ale… tylko teoretycznie, ponieważ Kongres bardzo podkreśla i w praktyce realizuje niezależność wobec prezydenta, każdego. Poza tym powróci wątek niechęci partyjnego twardego jądra wobec Donalda Trumpa i poważnych różnic merytorycznych.

Niepokorny kandydat wygrał dzięki zdobyciu głosów elektorskich z kilku ważnych stanów swingujących. Tak się określa te o niezdecydowanym obliczu, które w różnych wyborach prezydenckich opowiadają się a to za kandydatem demokratycznym, a to za republikańskim. Swingersi wychylili się ku Trumpowi na Florydzie, a także w Ohio, Karolinie Północnej, Pensylwanii, Iowa i Wisconsin.

W pozostałych stanach niespodzianek nie było, na wyborczej mapie USA oba wybrzeża oceanów generalnie zabarwiły się na niebiesko dla Hillary Clinton, a wnętrze ogromnego kraju – na czerwono, dla Donalda Trumpa. Pierwsza w dziejach USA kobieta kandydująca na stanowisko prezydenta już była w ogródku, ale musi obejść się smakiem. Spóźniła się o osiem lat – gdyby w 2008 r. pokonała w prawyborach Baracka Obamę, to dzisiaj z mężem zaczynaliby pakować rzeczy przed wyprowadzką z Białego Domu. Niestety, pozostaje jej tylko, jako byłej Pierwszej Damie, wspomnienie takiej właśnie czynności z 2001 r. po dwóch kadencjach Billa…

 

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski