O CETA zdecyduje i tak ratyfikacja

Rada Ministrów do podjęcia decyzji w sprawie umowy CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement) między Unią Europejską a Kanadą przymierzała się już kilkakrotnie. Podpisanie umowy jest bowiem przewidziane podczas szczytu unijno-kanadyjskiego 27 października, a wcześniej CETA znajdzie się w agendzie posiedzenia Rady Europejskiej (RE) 20-21 października. Polska się nie wyłamuje, ale wejście umowy w życie obudowuje warunkami.

Zostały one zebrane w uchwale intencyjnej Sejmu, której dwa najważniejsze zapisy przytaczamy poniżej. Po pierwsze — CETA bez niedomówień interpretacyjnych unijnej centrali musi zostać zakwalifikowana jako umowa mieszana, dla pełnego wejścia w życie wymagająca ratyfikacji najpierw przez Parlament Europejski (PE), a potem przez wszystkie państwa. Taki tryb w zasadzie jest w UE uzgodniony, ale bezwzględnie wymaga postawienia formalnej kropki nad „i” w konkluzjach najbliższego szczytu RE. Po drugie — nasza ustawa ratyfikacyjna będzie wymagała w obu izbach progu podwyższonego do 2/3, a nie jedynie większości bezwzględnej. Konstytucyjna większość kwalifikowana dotyczy umowy międzynarodowej, którą organy państwa przekazują niektóre kompetencje organizacji międzynarodowej. CETA niewątpliwie spełnia takie kryteria. Ciekawostką było głosowanie nad intencyjną uchwałą, która przeszła stosunkiem 326:90 przy pełnej zgodności PiS i PO, a sprzeciwie klubów PSL, Kukiz ’15 oraz… Nowoczesnej. Z takiego rozkładu nie da się jednak wywróżyć wyników głosowania ratyfikacyjnego CETA. Sejmowe realia dowodzą, że partia może całkowicie zmienić zdanie w ciągu kilku dni — jak ostatnio zdarzyło się to PiS w sprawie obywatelskiego projektu ustawy antyaborcyjnej.

Przeciwnicy CETA największe zagrożenie widzą w możliwym napływie żywności genetycznie zmodyfikowanej. Co ważne — nie tylko z Kanady, lecz również USA, które wykorzystają kanadyjskie córki spółek amerykańskich. To zagrożenie wydaje się jednak przesadne, wszak ostre unijne oraz polskie przepisy sanitarne się nie zmieniają. Dla biznesowych realiów znacznie większe znaczenie może mieć przewidziana w CETA działalność tzw. sądów inwestycyjnych, do których ponadnarodowe koncerny będą mogły skarżyć decyzje państw. Paradoksalnie same sądy nie są żadną nowością, działają od lat, a Polska ma w tej sprawie umowy dwustronne zarówno z Kanadą, jak i z USA. Jednak CETA znosi po naszej stronie oceanu podmiotowość poszczególnych państw i przenosi reprezentowanie ich do wspólnego organu unijnego, w którym może nie być arbitra np. polskiego. Takie są po prostu konsekwencje członkostwa w UE…

Czytaj też: Treść CETA już nie do ruszenia >>>

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski