Zderzenie idei z interesami

W sprawie dyrektywy transportowej naturalnymi sojusznikami naszego regionu powinny być np. Hiszpania i Portugalia.

Zaprezentowany 31 maja przez Komisję Europejską (KE) legislacyjny tzw. pakiet mobilności ma szczytne założenia, ale następstwa jego wdrożenia będą bardzo niekorzystne dla polskiego sektora transportowego. Rozciągnięcie na tę specyficzną branżę dyrektywy o delegowaniu pracowników spowoduje skokowy wzrost kosztów osobowych firm przewozowych zwłaszcza z Polski. Realnym kompromisem byłoby przyjęcie odrębnych rozwiązań dla transportu, które pozwoliłyby sektorowi się rozwijać, a zarazem cywilizowałyby warunki pracy kierowców.

Koalicja obronna musi być znacznie szersza niż ograniczona do Europy Środkowej i Wschodniej. Ze względu na położenie i powierzchnię głównymi państwami tranzytowymi w UE są Niemcy i Francja, naciskające na administracyjne ograniczenie przewagi konkurencyjnej przewoźników m.in. polskich. Dlatego w tej sprawie naturalnymi sojusznikami naszego regionu powinny być np. Hiszpania i Portugalia. W państwach położonych po dwóch stronach twardego jądra UE płace generalnie są niższe, co logicznie je łączy w sprzeciwie wobec narzucania ich przedsiębiorcom wyższych kosztów osobowych.

W Parlamencie Europejskim (PE) odbyła się wczoraj konferencja w sprawie transportu pod egidą Europejskiej Partii Ludowej. Przypomniano, że filarami UE są swobody w przepływie osób, towarów, usług i kapitału, jednolity rynek oraz konkurencyjność. Z tymi idealistycznymi założeniami zderza się jednak proza rozbieżnych interesów. Uzasadnieniem projektu KE jest przeciwdziałanie eksploatacji kierowców, ale realnym skutkiem stałoby się ograniczenie konkurencji. Losy dyrektywy będą ciekawą próbą sił. Wypada przypomnieć, że ponadpaństwowa z założenia KE ma jedynie inicjatywę, a ostateczną wersję przepisów uzgadniają dwie izby legislacyjne — również ponadpaństwowy PE oraz reprezentująca jak najbardziej rozbieżne interesy państw ministerialna Rada UE.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski