Tak zła, że aż nienaruszalna

Wszyscy dyskwalifikujący Konstytucję RP politycznie pozostają bezradni proceduralnie, albowiem zostały w niej zapisane silne zabezpieczenia.

Ojcowie Konstytucji RP. Poseł Tadeusz Mazowiecki kompromisową preambułą przełamał w 1997 r. kryzys niemożności uchwalenia, a prezydent Aleksander Kwaśniewski wykonał ogromną pracę przed referendum zatwierdzającym.

Wniedzielę wypadają dwie rocznice ważne dla życia publicznego. Większość Polaków pamięta, że 2 kwietnia upływa dwanaście lat od odejścia Jana Pawła II. Mało kto natomiast ma świadomość, że wypada również okrągła dwudziestka Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Właśnie data uchwalenia przez Zgromadzenie Narodowe, czyli 2 kwietnia 1997 r., otwiera jej preambułę — chociaż w życie weszła 17 października, a w czasie vacatio legis odbyło się 25 maja referendum zatwierdzające. Pożegnanie przez ustawę zasadniczą wieku nastoletniego niewątpliwie zasługuje na skomentowanie. Notabene 14 stycznia dwudzieste urodziny obchodził „Puls Biznesu”, zatem wygląda na to, że 1997 był rocznikiem… całkiem kreatywnym.

Największą wartością Konstytucji RP pozostaje okoliczność, że jest. To wcale nie żart, gdy przypomni się ogromne trudności z jej uchwaleniem. Dwie dekady temu scena polityczna podzielona była wcale nie mniej głęboko niż dzisiaj. Kadencja 1993–97 okazała się jednak wyjątkowa, albowiem z powodu samobójczego rozbicia wyborczego cała prawica w 1993 r. wyleciała na własne życzenie z Sejmu, a tylko śladowo znalazła się w Senacie. Uchwalona w takich realiach konstytucja jest produktem centrolewicowym, ze wskazaniem na centrum — bazowy był projekt Unii Wolności (kto ją jeszcze pamięta…). Na finiszu prac w 1997 r. czynnikiem wymuszającym kompromis w parlamencie zdominowanym przez SLD i PSL, czyli partie powstałe z przetworzenia PZPR i ZSL, był nadchodzący koniec kadencji. Nic dziwnego, że przed referendum zatwierdzającym do obrony narodu przed uznaną za bezbożną konstytucją rzucono nawet… intronizację Chrystusa Króla. Ale środowiska przegrane w 1997 r. później wielokrotnie miały/mają usta pełne doskonale pasujących im konstytucyjnych norm — takich jak np. zapisy blokujące przyjęcie przez Polskę waluty euro.

Charakteryzujący jubilatkę paradoks zapisany został w tytule. Wszyscy dyskwalifikujący ją politycznie pozostają bezradni proceduralnie, albowiem zostały w niej zapisane silne zabezpieczenia. Dotychczas tekst został tknięty tylko trzy razy. Najpierw w 2001 r. obwieszczeniem premiera poprawiono oczywiste literówki: z „by” na „być” oraz z „organizacyjne” na „organizacyjnie”. W 2006 r. PiS, PO, PSL i Samoobrona osiągnęły zgodę — ale bez poparcia SLD i LPR — w sprawie możliwości ekstradycji obywatela polskiego, jako że po wejściu do UE musieliśmy wdrożyć europejski nakaz aresztowania. W 2009 r. stał się jeszcze większy cud — bez głosu sprzeciwu (już nie było Samoobrony…) uchwalono zakaz wybierania do Sejmu i Senatu skazanych z oskarżenia publicznego na więzienie za przestępstwo umyślne.

Wszelkie inne pomysły zmian nie miały i nadal nie mają żadnych szans. Również dla obecnych wszechwładców kraju próg 2/3 głosów w Sejmie jest nieosiągalny, co prezes Jarosław Kaczyński publicznie przyznaje. Dlatego na ścieżce wprowadzania tzw. dobrej zmiany przyjęto inną metodę — forsowane są partyjne interpretacje norm Konstytucji RP, które wybitnych prawników konstytucjonalistów po prostu szokują. Wzorcem dla władzy stał się kierownik szatni z kultowego „Misia”, pytający retorycznie: „Nie mamy pańskiego płaszcza — i co pan nam zrobi?”.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski