Zobowiązania są zbiorem pustym

Do unijnej kultury politycznej teoretycznie należy zasada dotrzymywania umów i deklaracji.

Bohuslav Sobotka (pierwszy z lewej) uczestniczył w szczycie RE oraz spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej przypuszczalnie ostatni raz.

Planowe szczyty Rady Europejskiej (RE) odbywają się co kwartał i dość często okazuje się, że przyjechał nie całkiem ten skład, który był na poprzednim. Służby prasowe każdorazowo przygotowują dla mediów kolorowy zestaw główek uczestników — i regularnie pojawiają się nowe twarze. Bardziej ustabilizowana jest kategoria prezydentów, ale na szczytach RE można ich policzyć na palcach ręki. Z powodów ustrojowych zawsze reprezentują Francję i Cypr, natomiast ze względu na ambicje polityków bywa różnie — kiedyś np. przyjeżdżała prezydent Finlandii, obecnie są to głowy państw z Rumunii i Litwy. Notabene od czasu wejścia w życie w 2009 r. traktatu z Lizbony jeden kraj ma na szczycie już tylko jeden fotel.

Poza wspomnianymi wyjątkami pozostałe państwa członkowskie reprezentują premierzy. Lista uczestników szczytu trwającego właśnie w Brukseli akurat nie różni się od czerwcowej, ale dla niektórych jest to występ pożegnalny. Notabene stażowym dziekanem korpusu jest od dawna Angela Merkel, uczestnicząca w szczytach RE od jesieni 2005 r. To element niedoceniany, lecz dodatkowo umacniający pozycję pani kanclerz. Dzisiaj ostatni raz zabierze głos Christian Kern, przegrany socjaldemokratyczny kanclerz Austrii. Bardzo prawdopodobne, że również ostatni raz wystąpi Bohuslav Sobotka, socjaldemokratyczny premier Czech. U naszych południowych sąsiadów w piątek i sobotę odbywają się wybory, w których partia szefa rządu raczej nie zajmie pierwszego miejsca, co będzie oznaczało jego odejście.

Kadrowa wymiana uczestników oczywiście nie paraliżuje przyjmowania konkluzji szczytów. Zwłaszcza że do unijnej kultury politycznej należy zasada dotrzymywania umów i deklaracji poprzedników. No, chyba że w którymś kraju członkowskim następuje tak radykalna zmiana wartości i priorytetów, jaka zdarzyła się jesienią 2015 r. w Polsce. Nowy rząd odrzucił przyjęcie choćby śladowej, ściśle kontrolowanej grupki uchodźców/imigrantów — dla zatkania ust eurokracji. Bez względu na krajowe sondaże rozegranie problemu metodą „na udry” było fatalnym błędem taktycznym. Radykalnie obniżyła się negocjacyjna pozycja Polski w każdej innej sprawie, ot, choćby w sporze o dyrektywę w sprawie delegowania pracowników.

Dwudniowy szczyt RE ma wiele tematów, ale tradycyjnie konkretów przyniesie mało.

Największym będzie… brak konkretnych postępów w rokowaniach brexitowych ze Zjednoczonym Królestwem. Różnica zdań między Londynem a Brukselą jako centralą i stolicami państw członkowskich wciąż jest ogromna. Największa niezgoda dotyczy oczywiście pieniędzy. Wielka Brytania prawnie opuści Unię Europejską o północy 29/30 marca 2019 r. Dlatego będąc drugim co do wielkości płatnikiem netto, zamierza wpłacić składkę do unijnej kasy tylko za pierwszy kwartał 2019 r. A przecież zgodnie z ustaleniami wieloletniej perspektywy finansowej, która po wielu oporach, ale została przyjęta przez premiera Davida Camerona — Brytyjczycy powinni uregulować należności do końca 2020 r. Premier Theresa May stoi na stanowisku, że w tym wypadku zasada ciągłości międzynarodowych zobowiązań państwa musi ustąpić przed wyższą racją, albowiem akceptując finansową siedmiolatkę 2014–20, jej poprzednik nie zakładał, że brexit może się zmaterializować…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski