80% nauczycieli to kobiety. Zarabiają bardzo przeciętnie. Kiepsko też protestują

Nauczyciele zapowiadają protest, ale czy mają do tego powody? Nie jest to najgorzej wynagradzana grupa zawodowa. Nie należy też do najbardziej zapracowanych. Jednak coś jest bardzo nie tak, bo atmosfera w oświacie dawno nie była tak zła.

80% nauczycieli to kobiety. Zarabiają bardzo przeciętnie. Kiepsko też protestują

Z danych GUS-u wynika, że w roku szkolnym 2013/2014 w polskich szkołach podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych uczyło się 5 mln dzieci, czyli 200 tys. mniej niż rok wcześniej i milion mniej niż w roku szkolnym 2007/2008. Liczba dzieci uczących się zmalała zatem o ponad 15%. W tym samym okresie liczba nauczycieli spadła o 26 tysięcy, czyli o 5%.

Wiele mitów na temat pracy nauczycieli wynika m.in. z trudności monitoringu ich czasu pracy. Nauczyciele różnych specjalności pracują inaczej. Czas pracy zależy także od poziomu dzieci, zainteresowania rodziców czy polityki szkoły. Trudno jest zatem jednoznacznie wydać sąd, że nauczyciele pracują dużo albo mało.

Z danych zebranych przez Bankier.pl wynika, że przeciętny nauczyciel zarabia 2,4 tys. zł na rękę za 33 godziny pracy w tygodniu. Więcej niż 27 godzin w pracy spędza tylko 40% pracowników oświaty. Z naszej ankiety wynika, że przeciętny nauczyciel przeprowadza 18 lekcji w tygodniu (60% więcej niż 19). Aż 78% zarabia mniej niż 2853 zł netto, a tyle mniej więcej wynosi średnia w sektorze przedsiębiorstw.

Mitem jest też twierdzenie, że wszyscy nauczyciele dorabiają drugą pensję na korepetycjach – tylko 14% nauczycieli dorabia, udzielając korepetycji. 64% z nich mieszka w miastach powyżej 20 tys. mieszkańców (23% powyżej 500 tys. mieszkańców). To ważne, bo im większa miejscowość, tym większy rynek dla korepetytorów. Przeciętny nauczyciel korepetytor ma nie więcej niż 18 dodatkowo płatnych lekcji w miesiącu, za które średnio uzyskuje 684 zł – tylko co trzeci zgłasza dochód z korepetycji do urzędu skarbowego.

Problem zatem jest bardzo złożony. Z jednej strony mamy za dużo nauczycieli a z drugiej ich zarobki są niskie w stosunku do wymagań jakie są na nich nakładane. Dlatego reforma bezwzględnie powinna wiązać się z podwyżkami dla nauczycieli z kilku powodów m.in. w celu ochrony prestiżu tego zawodu, zachęceniu młodych do pracy, a także częściowej zmianie struktury zatrudnienia, która obecnie przedstawia się tak, że 80% zatrudnionych stanowią kobiety. Jest to jeden z najbardziej sfeminizowanych zawodów. Za jedną z przyczyn tego stanu rzeczy należy winić… bardzo przeciętne płace.

Z jednej strony na przeszkodzie do podwyżek stoi Karta Nauczyciela, która gwarantuje ochronę socjalną i określony poziom płac, a z drugiej – nakłada ograniczenia dla najzdolniejszych i najambitniejszych nauczycieli. Zmiany są potrzebne, ale dzisiaj daleki byłbym od stwierdzenia, że należy zlikwidować Kartę Nauczyciela – raczej trzeba ją reformować, pozwolić niektórym płynnie odejść z zawodu, a wyselekcjonowanej grupie zapłacić więcej nie rezygnując przy tym z części specjalnych uprawnień.

Praktyka pokazuje, że nauczyciele, którzy są zatrudniani w pominięciu KN, zwykle zarabiają dużo mniej niż ich koledzy i koleżanki pracujący „na karcie” – z badania Bankier.pl wynika, że średnio o 22%. Co najgorsze – dotyczy to głównie młodych nauczycieli, którzy tracą motywację do wykonywania tego zawodu zanim dobrze nauczą się uczyć. Nie ma też konkurencji między nimi, bo nie ma o co konkurować – chyba, że o niskopłatny etat.


Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak