Ile będą nas kosztować uchodźcy? Nikt tego nie wie dokładnie

Do Polski ma trafić ok. 10 tys. uchodźców. W teorii przyjęcie takiej liczby ludzi nie będzie miało wielkiego wpływu na nasze finanse w krótkim okresie. A jednak brakuje mi poważnej odpowiedzi na pytanie, czy jesteśmy wstanie chociaż w przybliżeniu oszacować co najmniej 50% wszystkich kosztów lub ewentualnych korzyści? To nie jest dyskusja o tym, czy przyjąć imigrantów tylko o tym, czy wiemy ile nas to będzie kosztować i czy jest najmniejsza możliwość na to, że uda nam się na tym zarobić?

Śmierć Nicei przyszła cicho | Dyskusja.biz

Obliczenia, w krótkim okresie są proste. Na każdego uchodźcę dostaniemy (przypuszczalnie na rok) od 6 tys. do 10 tys. euro. Zatem za 12 tys. ludzi zgarniemy ok. 100 mln euro (400 mln zł). Za tę kwotę bez problemu uda nam się sfinansować wynajem lokali, całkiem niezłe kieszonkowe, kurs języka polskiego oraz szkolenia o tym „jak żyć i pracować w Polsce”. Ale nie każdy chce tu żyć, nie każdy potrafi i chce się uczyć, zwłaszcza j. polskiego i nie każdy potrafi racjonalnie gospodarować swoimi pieniędzmi.

Inne, kosztowne zwyczaje

W rodzinach imigrantów panują inne zwyczaje zarobkowe – zwykle tylko ojciec zarabia na utrzymanie rodziny, kobiety nierzadko nie mają żadnych kwalifikacji i bez dużych nakładów na kursy, szkolenia i ogólną zmianę mentalności są małe szanse, że uda się je zaktywizować. Znamy też realia polskich zarobków – imigrant z Syrii będzie miał szczęście jeśli znajdzie pracę za 2 tys. zł netto. Jak zatem ma on utrzymać bez państwowego wsparcia swoją rodzinę w długim okresie w obcym kraju, w wynajętym mieszkaniu? Jeśli damy im mieszkania za darmo to Polacy, którzy muszą spłacać kredyty frankowe nigdy tego politykom nie darują (uroki demokracji).

Druga sprawa to wiek imigrantów, o którym nikt nawet nie wspomina. Dzieci poślemy do szkoły – ile to będzie kosztować możemy przewidzieć bez większego problemu. Starszych np. wieku 50+ zatrudnimy w fabrykach lub przy budowie dróg, ale za 15/17 lat trzeba im będzie wypłacić emeryturę, na którą nie ma szansy by zapracowali. Przybędą też do nas ludzie w różnym stanie zdrowia z pełnym prawem do opieki medycznej – czy stać nas na operację serca kogoś, kto nigdy w Polsce nie płacił składek zdrowotnych? To już nie jest problem tylko ekonomiczny, ale też moralny.

Następnie – znajdziemy w Polsce znawców kultury arabskiej, zasymilowanych Syryjczyków czy innych Polaków, którzy mieli m.in. kontakty handlowe w Syrii i będą mogli pomóc w przyjęciu uchodźców. To obniża koszty po naszej stronie, pozwala przewidzieć czego możemy się spodziewać, itp. Ale nigdzie, absolutnie nigdzie, nie znalazłem informacji ilu w Polsce jest specjalistów od Erytrejczyków, których też będziemy tutaj gościć. Niezrozumienie powoduje spadek zaufania, a to naturalnie zwiększa koszty bezpośrednie i pośrednie.

Kilka pytań do fachowców

1. Bardzo brakuje oficjalnego i rzeczowego komunikatu, np., wspartego autorytetem naukowym, który poświęcił życie na badania nad ekonomicznymi skutkami migracji, z odpowiedzią na pytanie jakie skutki ekonomiczne i społeczne będzie rodzić fakt, że istnieje realna szansa na to, że rodziny imigrantów na skutek dotacji państwowych, będą miały lepsze warunki finansowe niż pracujący i składający się na to Polacy?

2. Ponadto agendy rządowe i instytucje rządowe zajmujące się tym problemem powinny odpowiedzieć na pytanie czy wiadomo jakie będą koszty pośrednie wynikające z potencjalnego zwiększenia nakładów na specjalistyczne kursy językowe, dotowanie miejsc pracy oraz wynajmu mieszkań, a także konieczności zwiększenia nakładów na służby porządkowe i policję – do ochrony imigrantów przed polskimi przestępcami i odwrotnie – ochrony Polaków przed przestępstwami dokonywanymi przez imigrantów (ewentualnie uchodźców).

3. Czy istnieją jakiekolwiek modele asymilacji, które szacowałyby i wyceniały ryzyka zwiększenia imigracji z tej części świata do Polski? W końcu wydajemy miliardy na naukę, dziesiątki milionów złotych na studia ekonomiczne, międzywydziałowe. Mamy setki profesorów i instytutów, a jak przychodzi co do czego to okazuje się, że ich prace (o ile są przydatne) często finansowane ze środków UE trafiają na półki i nikt ich nie czyta.

4. Dalej, przydałaby się odpowiedź, które regiony w Polsce są pod względem gospodarczym najbardziej chłonne dla imigrantów i dlaczego? Bo może się okazać, że np. 5 tys. imigrantów w woj. lubuskim miałoby zbawienny wpływ na gospodarkę tego regionu, a te same 5 tys. rozlokowane na Podlasiu generowałoby tylko koszty.

5. Nie bagatelizujmy zagrożenia terrorystycznego. Nie możemy tego robić. Przyjmując ludzi, którzy potencjalnie mogą mieć złe zamiary (lub można ich to tych zamiarów zmusić np. szantażując zabiciem rodziny w kraju pochodzenia) nie unikniemy zwiększeniu wydatków na przeciwdziałanie terrorystom. To kolejny koszt, niestety nie znając skali problemu prawdopodobnie wszelkie obecne szacunki możemy wyrzucić do kosza.

Jeszcze trudniej policzyć korzyści

Na koniec pozostaje kwestia pozytywnych skutków ekonomicznych i kulturowych. Ścieranie się kultur w zależności od siły i innych okoliczności prowadzi albo do krwawych konfliktów albo do powstania nowych idei, wynalazków i błyskotliwych rozwiązań. Przyjmując uchodźców zakładamy, że będzie dobrze, ale naprawdę trudno powiedzieć czy mogą nam oni zaoferować pod względem ekonomicznym cokolwiek innego poza swoją pracą i sztuką kulinarną. Zawsze istnieje szansa, że imigrant ekonomiczny założy od zera wielką i nowoczesną firmę, która zmieni świat tak samo jak robi to Elon Musk.

Polska jest krajem starzejących się ludzi. Dzietność kobiet maleje, ale nie z powodów biologicznych tylko gospodarczych, kulturowych, socjalnych, etc. Faktem jest, że nie potrafimy sobie z nimi poradzić. W to miejsce, przy okazji spodziewanego przyjęcia uchodźców, mówi się o i tak koniecznym otwarciu granic dla imigrantów ekonomicznych, bo w ciągu 20 lat zabraknie nam 5 mln ludzi na rynku pracy. Innymi słowy, część ekonomistów twierdzi wprost, że uchodźcy są nam potrzebni m.in. dla dobra ZUS-u.

Mam duże obawy. Rynek pracy jest niejednolity i szybko się zmienia. Moi rodzice 30 lat temu nigdy nie przypuszczaliby, że można pracować „publikując wypociny” w czymś takim jak Internet. Dzisiaj prognozuje się, że potrzeba nam będzie: lekarzy geriatrów, fizjoterapeutów, ludzi do prac prostych na roli, budowniczych, programistów, inżynierów, nauczycieli-specjalistów, informatyków i wielu innych.

A, co jeśli za 10 lat w końcu pojawią się nowe źródła energii? A, co jeśli za 15 lat wszystkie samochody będą jeździły na silniki elektryczne a rolnictwo, nawet ekologiczne, będzie w pełni zautomatyzowane? Raz, że państwowe koncerny paliwowe przestaną być paliwowe, a dwa – powstaną nowe sektory gospodarki i trudno sobie wyobrazić dokładnie jakie one będą. Skoro nie potrafimy przewidzieć jak Polacy odnajdą się na tym rynku to jak możemy być pewni tego w stosunku do imigrantów? Zatem stwierdzenie, że musimy kogoś przyjąć dzisiaj, bo za 10 lat będzie potrzebny do spore nadużycie tylko częściowo poparte naukowymi prognozami, które jak wiemy – zwykle obarczone są dużym błędem.


Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak