Narodowe zamczysko ufortyfikowane jak na wojnę

FOT. Grzegorz Kawecki

Powyższa panorama obrazuje istotę rozpoczynającego się w piątek na PGE Narodowym szczytu Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO). W każdej jednostce wojskowej obiektem strategicznym jest tzw. park wozów bojowych. Tymczasem na stadionowym parkingu stoją w wojskowym szyku nie pancerne leopardy, twarde czy rosomaki, lecz imponujący korpus autokarów i mniejszych busów.

Przydział do nich mają orszaki towarzyszące VIP-om, poruszającym się rzecz jasna limuzynami. Przy PGE Narodowym jedynym śladem militarnym jest mała ekspozycja, na zdjęciu widoczna w prawym kącie koło białego namiotu. Okresowy szczyt NATO jest bowiem organem cywilnego zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi.

Gospodarze szczytów NATO lokalizują je w obiektach gwarantujących VIP-om spokój i bezpieczeństwo. Bukareszt 2008 odbył się w monstrualnym gmachu parlamentu, wzniesionym z kaprysu dyktatora Nicolae Ceausescu. Lizbona 2010 to centrum kongresowe, pozostałe po wystawie EXPO. Walijski szczyt Newport 2014 zebrał się w potężnym hotelu.

W tym kontekście wybór właśnie PGE Narodowego łączy wszystkie nurty — zadaszony stadion jest i wielkim centrum kongresowym, i zarazem obronnym zamczyskiem. Do zewnętrznego pierścienia dodatkowych fortyfikacji mamy z redakcji zaledwie pięć minut pieszo, doskonale rozumiejąc konieczność lokalnych ograniczeń komunikacyjnych. I tak jest niezrównanie łagodniej niż w 2004 r., gdy z okazji regionalnego spotkania Światowego Forum Ekonomicznego z Davos zamknięty został cały kwartał centrum stolicy.

Szanując wymogi bezpieczeństwa, odbierając akredytację, nie mogłem jednak powstrzymać się od śmiechu. Plansza przy bramce kontrolnej Straży Granicznej opisuje znacznie dokładniej, niż znamy to z lotnisk, czego nie wolno na szczyt wnosić. W prostych żołnierskich słowach zakazano m.in. łuków ze strzałami, oszczepów, kijów bejsbolowych i krykietowych oraz… tasaków do mięsa! Przed wejściem naprawdę lepiej przejrzeć kieszenie.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski