ŚDM: wykorzystajmy pięć minut od losu

 Na szczęście Polsce nie grozi sytuacja z Brazylii, gdzie po ostatnich Światowych Dniach Młodzieży Kościół musiał pokrywać długi z wyprzedaży majątku, a dwie kolejne międzynarodowe imprezy – mundial i igrzyska – doprowadziły do załamania federalnych finansów publicznych.

ŚDM, papież, fot. PAP

Licząc od wylądowania w środę do odlotu w niedzielę, papież Franciszek spędza w Polsce trochę ponad cztery doby. W wymiarze globalnym Rzeczpospolita otrzymuje zatem swoje wizerunkowe cztery minuty, no, po zaokrągleniu w górę — przysłowiowe pięć. Światowe Dni Młodzieży (ŚDM) zawsze są promocyjnym samograjem, ale tegoroczne odbywają się w okresie bez wątpienia znacznie trudniejszym, niż można było to sobie wyobrażać jeszcze trzy lata temu, gdy papież Franciszek podczas wielomilionowej zbiórki w Rio de Janeiro ogłosił, że następną wyznacza w Krakowie. Podłamany tragicznymi zamachami i innymi dramatycznymi wydarzeniami z ostatnich dni w samolocie do Polski potwierdził swoją opinię, że obecna sytuacja ma wszelkie znamiona wojny — chociaż bardziej cywilizacyjnej niż dosłownie religijnej. A już w pierwszym wystąpieniu na Wawelu nawiązał do problemu emigracji w stylu, który wielu obecnym tam nie przypadł do gustu.

Wypada trzymać mocno kciuki, by spotkanie ludzkich rzesz w Krakowie, a przez kilka godzin także w Częstochowie, przebiegło bez incydentów. W kategoriach ogólnego poczucia bezpieczeństwa ŚDM w Polsce w tych dniach utrzymują zdecydowaną wyższość nad ich organizowaniem, powiedzmy, we Francji czy Niemczech. Ale ogólna sytuacja zagrożenia istotnie przycięła krakowskie ŚDM frekwencyjnie, czemu się trudno dziwić. Skoro generalnie osłabł ruch turystyczny, to również specyficzny sektor turystyki religijnej. Oficjalnie zarejestrowało się około 360 tys. młodych pielgrzymów, ale do niedzieli ze trzy razy tyle zjawi się bez identyfikatorów. Taka była proporcja uczestników zarejestrowanych oraz faktycznych podczas ŚDM 2011 w Madrycie, które dla Krakowa są punktem odniesienia.

Organizacja ŚDM będzie kosztowała mniej więcej ćwierć miliarda złotych. Przy czym są to wydatki bardzo różne, od materialnych przez osobowe do np. inwestycji infrastrukturalnych Małopolski czy Krakowa, które przecież będą służyły także po 31 lipca. Na szczęście nie grozi nam sytuacja z Brazylii, która w bardzo krótkich odstępach czasu podjęła się organizacji trzech kosztownych imprez (ŚDM 2013 w Rio de Janeiro, mundial 2014 nie tylko w Rio, igrzyska 2016 znowu w Rio). Po imprezie religijnej tamtejszy Kościół pokrywa długi z wyprzedaży majątku, a obie sportowe doprowadziły do załamanych federalnych finansów publicznych.

W tej fazie trudno oszacować nie tylko ostateczne koszty ŚDM, lecz również wpływy. Pakiety pielgrzyma rozprowadzane były w różnych wersjach, od obejmujących jedynie plecaczek z materiałami informacyjnymi i ubezpieczeniem za 15 EUR do pełnych, z zakwaterowaniem, wyżywieniem, transportem, ubezpieczeniem i plecaczkiem, na poziomie 200 EUR. Najpopularniejsze były takie za kilkadziesiąt euro, co w przybliżeniu daje 20 mln EUR przychodu. Po stronie przychodowej trzeba jeszcze doliczyć zbiórkę na tacę we wszystkich polskich diecezjach na organizację ŚDM. Zdecydowanie cieszy się krakowski biznes usługowy — miasto opustoszało od mieszkańców, ale lokale, zwłaszcza w staromiejskim centrum, są pełne.

Wniosek generalny na samym początku ŚDM brzmi: ogromna impreza okazuje się do bezproblemowego udźwignięcia przez Polskę. Rzecz jasna z zaangażowaniem budżetu państwa oraz sponsorską filantropią spółek skarbu państwa. Jak natomiast wielka szansa zostanie wykorzystana dla promocji państwa oraz załagodzenia konfliktów wewnętrznych — to zupełnie inna kwestia. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski