Transformacja gospodarcza to jedno, mentalna drugie

Filmowy Gordon Gekko miał rację – „chciwość jest dobra”. Chciwość w wielu swych odmianach – życia, pieniądza, miłości i wiedzy – przynosi z reguły o wiele więcej pożytku niż szkody. Pcha świat naprzód. Mam tu jednak na myśli „chciwość” stanowiącą bodziec do działania, swego rodzaju motywację. Chciwość, jak wszystko zresztą, nie jedno ma jednak imię. W krajach postkomunistycznych, czy szerzej postkolonionalnych (?), pokazuje swoje najgorsze, a dla gospodarki – wręcz fatalne oblicze.

Mianowicie, chciwość podszyta zawiścią, niechęcią do dania zarabiania innym. Bardzo zła – właściwa człowiekowi zsowietyzowanemu – cecha, którą ciężko będzie wyplenić. Tak głęboko wrosła nawożona ułudą „sprawiedliwości społecznej”. To właśnie z jej powodu śmiem twierdzić, że z brzemieniem PRL-u będziemy zmagać się jeszcze nie kilka, nie kilkanaście, a przynajmniej kilkadziesiąt, o ile nie więcej, lat.

Brzemię PRL

Nie dysponuję rzecz jasna twardymi danymi, to rzecz nie do zbadania. Myślę jednak, że każdy doskonale wie, co mam na myśli. Zna to z autopsji, bo był świadkiem sytuacji z „psem ogrodnika” w roli głównej, bo ma kolegę, który z premedytacją nie dał zarobić wspólnemu znajomemu, „żeby mu za dobrze nie było”, bo padł ofiarą nieprawdziwych negatywnych komentarzy na temat swojej firmy w Internecie, bo napiwek widział tylko od wielkiego dzwonu, mimo że całe życie wykonuje wymagającą dużej staranności usługę…

Inny przykład? Świetny podał ostatnio Jan Fazlagić, pisząc na portalu Forbes.pl: „na Piątej Alei w Nowym Jorku są setki różnych banków, jest nawet bank koreański, urugwajski i filipiński. Nie ma banku polskiego, choć w Stanach Zjednoczonych żyje 12 mln Polaków. Polacy wolą trzymać pieniądze w innych bankach. W ten sposób mają pewność, że inni Polacy nie zarabiają na nich pieniędzy.” Otóż to!

Oczywiście w każdym kraju podobne sytuacje mają miejsce. Idę jednak o zakład, tak podpowiada mi skromne doświadczenie, że w pewnych częściej. Wśród nich jest i Polska. A nawet gdyby nie była, to i tak nie ma co spoczywać na laurach. Nie można zapominać, że ekonomia – mimo, że opisywana przeważnie za pomocą zmatematyzowanych modeli – to koniec końców nauka społeczna, nauka o ludziach, relacjach między nimi. Nie bez powodu przecież.

Zmiana mentalności

Transformacja gospodarcza to jedno, mentalna drugie. Tę pierwszą udało się jakoś przeprowadzić. Druga się dopiero powoli odbywa. Jest wszakże trudniejsza, bo musi jej dokonać każdy z osobna (zwłaszcza, że rację miał chyba Julian Ochorowicz, który uważał, że w Polsce występuje nie tyle indywidualizm co „osobnictwo”). Naprawdę warto. Świadczy o tym choćby fakt, że znaczna część ludzi odnoszących sukcesy potrafi cieszyć się osiągnięciami innych. To akurat dowiedzione naukowo.

Krótko mówiąc, może i anglosaski uśmiech jest często „sztuczny” czy „wymuszony”. Ma jednak głęboki sens. Zachęcam, żeby się nad tym chwilę zastanowić. No i wprowadzić w życie. Skorzystamy na tym wszyscy. Gwarantuję.

Michał Wołangiewicz