TW „Bolek”, Lech Wałęsa i niebezpieczna mitomania

Było sobie trzech braci: Lech, Czech i Rus. Wędrowali oni w poszukiwaniu ziem, gdzie mogliby się osiedlić. Czech powędrował do swej ziemi na południe,  Rus na wschód, a Lech osiadł na zachodzie, gdzie ujrzał orle gniazdo. Od niego to pochodzi nazwa stolicy Gniezno i herb Lechistanu, w którym widnieje podobizna orła.

Lech Wałęsa coś podpisuje. Wygląda na zdjęcia, ale mogą to być również jakieś dokumenty. Źródło: wykop.pl/ludzie/lechwalesa/

Ten znany mit opowiada o powstaniu trzech krajów słowiańskich. O tym, że jest mitem, wiedzą wszyscy, dlatego jest też jest zupełnie niegroźny, można powiedzieć, że moralnie obojętny. I to, że jego bohater nosi to samo imię, co były prezydent, jest w tej chwili zupełnie przypadkowe.

Z mitami mamy do czynienia na każdym kroku. Przytoczony we wstępie to mit genealogiczny, można też powiedzieć: założycielski. Istnieją jednak inne mity, które naszym przodkom tłumaczyły pochodzenie świata, człowieka, jego historię. Są też używane w filozofii (np. opowieść o platońskiej jaskini)

Myli się jednak ten, kto uważa, że mity są obecnie traktowane jako bajki i nie budą żywych emocji. Tomasz Sedlaczek w swojej książce „Ekonomia dobra i zła” opisuje mity ekonomiczne – jednym z nich jest niewidzialna ręka rynku, za którą to rękę wielu dałoby się pozbawić swojej własnej. Mitem wreszcie jest to, co często buduje naszą tożsamość – także i dziś.

Mity stają się niebezpieczne, kiedy zaczynają być utożsamiane z historią i zastępują ją. O ile bowiem historia jest nauką wielowątkową i często trudno na jej podstawie wydawać jednoznaczne wyroki, mit jest zazwyczaj czarno-biały. I jeśli historia do niego nie pasuje, tym gorzej dla historii.

Mitów takich mamy obecnie co niemiara. Biorąc tylko kilka tych z XX i XXI wieku: Józef Piłsudski (budowniczy II RP czy antydemokrata i germanofil?).  Żołnierze wyklęci (bohaterowie czy żerujący na cywilach bandyci?). III RP (lider tranzycji lat 89-91 czy komunistyczna fasada?). Wspomniany w tytule Lech Wałęsa (agent SB czy przywódca opozycji?). Każdy, kto traktuje historię na poważnie, nie odważy się wyrazić na którykolwiek z tych tematów jednoznacznej opinii. I nie będzie takiej opinii oczekiwał.

Sprawa Lecha Wałęsy jest w tej perspektywie o tyle interesująca, że dokumenty dotyczą współpracy w latach 70. I na dobrą sprawę nikogo nie zadowalają. Ani samego byłego prezydenta, który wypierał się jakiejkolwiek współpracy, ani śledzących jego agenturalną przeszłość, którzy na podstawie TW „Bolka” chcieli obalić cały solidarnościowy, nota bene, mit i uzasadnić tezę o komunistycznej kontroli nad III RP.

Niestety, tzw. polityka historyczna, regularnie wykorzystywana w międzypartyjnych sporach, z historią nie ma wiele wspólnego. W większości przypadków to zbiór symboli i mitów, które tłumaczą tożsamość i uzasadniają realizację konkretnej wizji prowadzenia polityki. Dla małych grup (partii politycznych, sympatyków drużyn piłkarskich, narodowców) są tym samym, czym dla polskiej szlachty XVII i XVIII wieku opowieści o sarmatach.

Problem w tym, że proste hasła sprzedają się lepiej niż mówienie „to zależy”. Dlatego mity robią dużą karierę i zajmują miejsce, w którym powinna być historia – jednocześnie się nią nazywając. I kiedy pewnego dnia dyskutowałem z jednym z moich znajomych na temat decyzji rządu, na zakończenie usłyszałem od niego „ja wierzę w Polskę”. Wiara, sprawa zupełnie normalna, jeśli mamy do czynienia z religią, staje się elementem oceny działań politycznych. I to mnie martwi.

Mateusz Szymański
Mateusz Szymański