Bez „zawodowej homologacji” nie ma Cię na rynku

Zacznijmy może od tego, że nie mamy tu na myśli formalnego potwierdzenia ukończenia kierunkowych studiów wyższych w postaci dyplomu licencjackiego bądź magisterskiego. To jest zawsze potrzebne, by rekruter zechciał wziąć do ręki czyjąś aplikację i ją w ogóle przeczytać. Tutaj chodzi o zaświadczenia, certyfikaty itp. potwierdzające czyjeś kwalifikacje zawodowe. Kwalifikacje nie tylko merytoryczne, ale może nawet moralne i etyczne. Owe można by tak powiedzieć „zawodowe homologacje”. Inni nazywają to „papierkami”.

Nieomal w każdej branży „papierki” mogą być nieraz dobrem wymuszonym i czasami tematem tabu. Tak jest np. w przypadku zaświadczenia o ukończeniu kursu wklejania wykresów w Excelu do prezentacji w Power Point’cie bądź np. referowania rocznego planu sprzedażowego w 10 minut. Każdy w danej korporacji tak bardzo tego nie chce, że staje się to tematem tabu, jednak każdy wie, że szefostwo inspirowane raportem konsultanta ds. rozwoju strategicznego nakazało taki kurs mieć zaliczony. Dla, tzw. „świętego spokoju” wszyscy taki kurs przechodzą i zaliczają. Po czym śladu w CV po tym nie ma. To są „papierki” wymuszone i niechciane.

W biznesie oczywiście są też inne „papierki”, mianowicie dobrowolne i pożądane. Tymi „papierkami” są z reguły takie, które poświadczają czyjeś uprawnienia (ustanowione i regulowane ustawowo) do wykonywania danego zawodu, np. licencja maklera papierów wartościowych bądź doradcy inwestycyjnego. Takimi „papierkami” trzeba się wtedy chwalić w swoim CV, bo to mniej więcej oznacza prawo do zajęcia miejsca w długiej kolejce po etat w danej branży. Chcesz być np. maklerem papierów wartościowych, to poza formalnym dyplomem zaświadczającym o twoim wykształceniu musisz jeszcze posiadać państwową licencję zawodową. „Papierki” mogą się czasami stać wymuszone i jednocześnie pożądane. A dzieje się to wtedy, kiedy by móc ów etat utrzymać lub mieć większe wynagrodzenie trzeba te papierki „dorobić”.

Tymi się w tym tekście zajmiemy. Są to – można by tak powiedzieć – branżowe „homologacje”. Z czasem te „homologacje” mogą przekształcić się w licencje. Oczywiście nie istnieją „papierki” jednocześnie dobrowolne i niechciane. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by ktoś nie chciał być doradcą inwestycyjnym i jednocześnie dobrowolnie poddał się całemu procesowi szkolenia i licencjonowaniu, by ów „papierek” uzyskać. My, jako fundacja, działamy na niwie rynku finansowego, zatem o „papierkach” z tego rynku będziemy mówić dalej. Zajmiemy się głównie tymi „homologacjami”.

Zawodowe homologacje… czyli?

Czym tak właściwie są owe „homologacje”? I jakie one pełnią funkcje? Homologacja stanowi zaświadczenie o tym, że ktoś w danym biznesie za jej posiadacza ręczy, uznaje jego kompetencje praktyczne, merytoryczne, moralne i etyczne w wymagającym tego zakresie oraz gwarantuje jego profesjonalizm, szczególnie co do kwalifikacji i posiadanej wiedzy – zarówno teoretycznej, jak i wynikającej z doświadczenia zawodowego. Homologacje są, można tak powiedzieć, nie ryzykując zbytnio pomyłki, jakby przedłużeniem państwowej licencji. Stąd właśnie w większości nadawaniem takowych homologacji zawodowych nie zajmują się organa i instytucje państwowe, lecz raczej organizacje branżowe – stowarzyszenia, towarzystwa, izby lub związki branżowe. Homologacje takie stają się wówczas prestiżowym znakiem jakości ich posiadacza.

Znakiem, który może mieć czasami przełożenie na osiągane wynagrodzenie. Ponadto owe homologacje są również pewnymi uprawnieniami, rozszerzającymi możliwości podejmowania określonych działań bądź dające ku temu zwyczajową wyłączność. Na przykład, pracując w banku lub funduszu inwestycyjnym albo biurze (domu) maklerskim, by móc wykonywać pewne czynności z zakresu doradztwa inwestycyjnego, trzeba np. posiadać również certyfikat Chartered Financial Analyst (CFA) niezależnie od posiadanej licencji doradcy inwestycyjnego (bądź maklerskiej), gdyż takie są standardy wyznaczone bądź przez środowiskowo, bądź w danej korporacji. Oznaczać to może i nierzadko oznacza, że klient np. może nie kupić danego raportu inwestycyjnego bądź analitycznego, jeśli nie będzie on podpisany przez kogoś posiadającego ten certyfikat.

Nierzadko wymaganiem wręcz ofertowym jest, by w zespole przygotowującym taki raport był obecny (a najlepiej – jemu szefował) ktoś właśnie z takim certyfikatem. Dotyczy to w szczególności tzw. „butików analitycznych”. Wtedy z reguły cena za taki raport jest wielokrotnie wyższa niż byłaby wtedy, gdyby miał on zostać sporządzony bez udziału kogoś takiego.

Podobnie, pracując w firmie audytorskiej nie można niekiedy brać udziału w jakichś projektach, jeśli nie posiada się np. certyfikatu Chartered Institute of Management Accountants (CIMA), zaś w firmie księgowej – certyfikatu Association of Chartered Certified Accountants (ACCA). Zdarza się również, że szefostwo w danej korporacji nie powierzy nikomu funkcji kontrolera wewnętrznego, jeśli ten nie posiada uprawnień wynikających z certyfikatu Certified Internal Auditor (CIA) bądź Approved Compliance Officer (ACO). W niektórych natomiast instytucjach finansowych, jak np. w funduszach hedgingowych lub private equity, dobrze jest również mieć certyfikat Chartered Alternative Investment Analyst (CAIA). Dopełniając powyższy wykaz trzeba dodać, iż niektóre z wymienionych certyfikatów dopuszczają także stopniowanie. Pewien przegląd certyfikatów i kwalifikacji daje to zestawienie: (http://www.karierawfinansach.pl/kwalifikacje-zawodowe.html)

Przyglądając się i analizując zestawienie kwalifikacji i certyfikatów, choćby zaprezentowanych w powyższym linku, można wyciągnąć wniosek, że gros z nich są to jakby certyfikaty i kwalifikacje „techniczne” przydatne tylko i wyłącznie w danej branży. Co więcej, szereg z nich są to certyfikaty mające znaczenie wyłącznie wewnątrz danych struktur organizacyjnych poszczególnych podmiotów. Nazwać je można „back-office’owe”. Można na przykład zaryzykować tezę, że w banku dla dyrektora departamentu produktów detalicznych może bardziej liczyć się pracownik z ogólnym certyfikatem dyplomowanego bankowca, a niekoniecznie z certyfikatem dealera rynków finansowych. Co więcej, posiadanie w takim przypadku certyfikatu CFA, CIMA, ACCA lub tym podobnych może zostać uznane za nadkwalifikacje i raczej być powodem do zwolnienia z pracy bądź nie zatrudnienia. W biurze (domu) maklerskim raczej certyfikat dyplomowanego aktuariusza na nikim wrażenia nie zrobi, ale certyfikat CAIA już raczej tak.

Poruszamy tutaj kwestie szeregu certyfikatów „typowo” finansowych. Odmiennie jest w zawodach prawniczych, w których przyczynkiem do prestiżu jest posiadanie ukończenia prawniczych studiów magisterskich ukoronowanych dyplomem Legum Master (LLM) wzmocnionym np. zaświadczeniem przynależności do zawodowej izby prawniczej („admitted to bar”). Interesujące jest to, iż częściej spotyka się prawników „uzbrojonych” także w certyfikaty finansowe niż finansistów w prawnicze. Wynikać to może stąd, że zawody prawnicze są wobec finansowo-ekonomicznych bardziej ekskluzywne, z kolei te drugie – egalitarne. Być może również wynika to stąd, że prawnicy są bardziej ciekawi tego, co się dzieje i jak funkcjonuje świat finansów niż finansiści (ekonomiści), jak działa świat prawniczy. I jest to o tyle paradoksalne, gdyż to raczej świat finansów się stworzył na fundamencie interpretacji ducha prawa, uzupełniając to teoriami i zasadami ekonomicznymi. Czyżby prawnicy chcą poznać dalej idące skutki nie funkcjonowania poprawnie czegoś, co stało się przyczyną mającą swoje źródła w ich świecie zawodowym? Zaczynając od bankowości, poprzez ubezpieczenia i księgowość, rynek kapitałowy, a kończąc na pośrednictwie i doradztwie finansowym.

Dyrektywa MiFID II a doradztwo finansowe

Podkreślmy od razu w tym miejscu, że era – delikatnie mówiąc – bezrefleksyjnego i generującego misselling doradztwa finansowego wraz z wejściem w życie ustawy o (w skrócie mówiąc) kredycie hipotecznym odchodzi do lamusa. I tam już powinna zostać, gdy w życie wejdą również zapisy ustawy o dystrybucji ubezpieczeń. O wpływie pierwszych regulacji w powyższym aspekcie pisaliśmy, w materiale pt. „Pogoda dla… doradców finansowych (niezależnych)„, zaś drugich napiszemy wkrótce.

Owo generujące misselling doradztwo finansowe, tak obecne zarówno w obszarze pośrednictwa finansowego, jak i w sektorach bardziej regulowanych (jak np. w bankach i ubezpieczeniach), zaś paradoksalnie mniej w sektorze kapitałowym, będzie regulacjami brukselskimi jeszcze bardziej wykorzeniane i karczowane. Przedsmak tego cały rynek finansowy ma choćby dopasowując się do wejścia w życie dyrektywy MiFID II oraz wytycznych ESMA (o których będzie mowa dalej). Art. 25(1) tej dyrektywy mówi wprost, że: Państwa członkowskie wymagają, aby firmy inwestycyjne zapewniały i wykazywały właściwym organom na żądanie, że osoby fizyczne świadczące na rzecz klienta usługi doradztwa inwestycyjnego lub przekazujące mu informacje o instrumentach finansowych, usługach inwestycyjnych lub usługach dodatkowych w imieniu firmy inwestycyjnej posiadają wiedzę i kompetencje niezbędne do wypełniania obowiązków określonych w art. 24…. Państwa członkowskie publikują kryteria, które mają być wykorzystywane do oceny takiej wiedzy i takich kompetencji.

Kluczowe w tej normie, z naszego punktu widzenia, jest to, że obejmuje ona świadczenie na rzecz klienta usługi doradztwa inwestycyjnego lub przekazywanie jemu informacji o instrumentach finansowych, usługach inwestycyjnych lub usługach dodatkowych w imieniu firmy inwestycyjnej. Ważne jest też to, że brukselski regulator nakazał państwom członkowskim sprawdzanie, czy osoby wykonujące powyższe posiadają wiedzę i kompetencje niezbędne do wykonywania danych obowiązków. Jest to pierwszy stopień zgodności, drugi natomiast znajduje się w przepisie art. 9(3) nakładającym na zarządzających danymi jednostkami określenie, zatwierdzenie i nadzór nad m.in. organizacją firmy…, w tym umiejętnościami, wiedzą ogólną i specjalistyczną wymaganą od personelu.

Na czym zatem ma polegać to przekazywanie informacji o usługach dodatkowych w myśl regulacji brukselskiej? A przede wszystkim o jakich to usługach dodatkowych jest mowa w tym przepisie? Najważniejsze z naszego punktu widzenia są, m.in.:

– doradztwo dla przedsiębiorstw odnoszące się do struktury kapitałowej, strategii i odnośnych kwestii, jak również doradztwo i usługi dotyczące łączenia się oraz nabywania przedsiębiorstw;

– badania inwestycyjne i analiza finansowa lub inne formy ogólnych rekomendacji odnoszących się do transakcji na instrumentach finansowych;

usługi związane z ubezpieczaniem.

Należy również w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że to, co nas szczególnie interesuje w kwestii właściwego działania pośrednictwa finansowego (innymi słowy – działalności agencyjnej) pod kątem owych obowiązków „homologacyjnych”, również jest regulowane przez dyrektywę. Traktuje o tym art. 29 opisujący obowiązki firm inwestycyjnych dotyczące powoływania agentów. Niezwykle kluczowe są w tym aspekcie unormowania, iż firmom inwestycyjnym zezwala się na powoływanie agentów do celów promowania usług firmy inwestycyjnej, prowadzenia doradztwa lub otrzymywania zleceń od klientów lub potencjalnych klientów, oraz ich przekazywania, oferowania instrumentów finansowych i świadczenia usług doradztwa w odniesieniu do instrumentów finansowych oraz usług oferowanych przez tę firmę inwestycyjną. Dalej, firmy inwestycyjne są zobowiązane do monitorowania działalności swoich agentów w sposób zapewniający ciągłość wypełniania przez nich wymogów dyrektywy, gdy działają one za pośrednictwem agentów. Z kolei, wpis agentów do rejestru publicznego następować ma tylko wtedy, gdy ustalono, że mają oni wystarczająco nieposzlakowaną opinię i posiadają odpowiednią wiedzę i kompetencje ogólne, handlowe i profesjonalne umożliwiające świadczenie usługi inwestycyjnej lub usługi dodatkowej oraz dokładne przekazywanie wszystkich istotnych informacji dotyczących usługi proponowanej klientowi lub potencjalnemu klientowi. I znowu, jak wcześniej, niezwykle istotne jest wpisanie do katalogu nie tylko usługi inwestycyjnej, lecz także wyżej opisanej usługi dodatkowej.

Dyrektywa dopuszcza ponadto, by państwa członkowskie mogły zadecydować, że – z zastrzeżeniem odpowiedniej kontroli – firmy inwestycyjne mogą weryfikować, czy powołani agenci mają wystarczająco nieposzlakowaną opinię i posiadają wiedzę i kompetencje. Chcemy w tym miejscu wyraźnie zasygnalizować, iż ten zapis nakłada na firmy inwestycyjne (w tym m.in. również banki) obowiązek zapewnienia tego, by działający w ich imieniu pośrednicy finansowi (agenci) postępowali etycznie – dochowując wierności najwyższym standardom reputacyjnym. Bruksela bowiem uznała, że jakikolwiek misselling ze strony pośredników finansowych działających w imieniu np. banków kładzie się cieniem na reputacji tych ostatnich. Nałożono zatem nakaz na państwa członkowskie, by one wymagały od firm inwestycyjnych powołujących agentów podejmowania odpowiednich środków w celu uniknięcia jakiegokolwiek negatywnego wpływu, jaki działalność agentów (nieobjęta zakresem dyrektywy) mogłaby wywrzeć na działalności prowadzonej przez nich w imieniu firmy inwestycyjnej.

Co to oznacza? Chodzi tutaj np. o to, by firma pośrednictwa finansowego działająca w imieniu np. banku nie podejmowała jakichkolwiek działań, które – choć nie są objęte zakresem dyrektywy – mogłyby być uznane za negatywnie rzutujące na nią samą i jej pryncypała. Państwa członkowskie mogą również zezwolić właściwym organom na współpracę z firmami inwestycyjnymi i instytucjami kredytowymi, ich stowarzyszeniami oraz innymi podmiotami, w zakresie rejestrowania agentów i monitorowania zgodności działalności agentów z danymi wymogami. W szczególności firma inwestycyjna, instytucja kredytowa lub ich stowarzyszenia oraz inne podmioty mogą rejestrować agentów pod nadzorem właściwego organu. Zatrzymajmy się na stwierdzeniach, że (…) Państwa członkowskie mogą zezwolić właściwym organom na współpracę z firmami inwestycyjnymi i instytucjami kredytowymi, ich stowarzyszeniami oraz innymi podmiotami, w zakresie rejestrowania agentów i monitorowania zgodności działalności agentów… oraz firma inwestycyjna, instytucja kredytowa lub ich stowarzyszenia oraz inne podmioty mogą rejestrować agentów pod nadzorem właściwego organu. W tym właśnie miejscu ujawnia się ten niejako „homologacyjny” charakter działań organizacji branżowych.

W gąszczu certyfikatów na rynku consumer finance

Właściwie trzeba stwierdzić, że owe „doradztwo inwestycyjne”, o którym mowa w dyrektywie jest to pozostałość po dyrektywie MiFID I, która przenosiła na grunt europejski instytucję „investment advisor” funkcjonującego na amerykańskim „zawodowym” rynku kapitałowym. W praktyce jednak amerykańskiej pojawił się inny typ doradztwa finansowego, znany jako „planer (planista) finansowy” (financial planner). Ów planer finansowy jednak przez dyrektywę MiFID II nie jest rozpoznany, z kolei, doradcy inwestycyjnemu z dyrektywy MiFID I został niejako dopisany zakres kompetencji właściwy właśnie planerowi finansowemu. Rynkowa jednak droga ku zeuropeizowaniu amerykańskiego planera finansowego została wytyczona przez rynek brytyjski, który na rynku consumer finance wprowadza trzy stopnie, tj. „financial introducer”, „financial consultant” oraz „financial advisor”. Jest oczywiste, że przeskok między stopniem pierwszym a drugim w brytyjskich warunkach odbywa się znacznie łatwiej niż między drugim a trzecim. W istocie w Wielkiej Brytanii do elity należą bardziej „financial advisors” i „financial consultants” niż „financial introducer”.

Z powyższego opisu widać, że „asortyment” stopni, kwalifikacji i certyfikatów w obszarze doradztwa na rynku consumer finance jest wyjątkowo bogaty. Dodać do tego również należy poza samym zakresem doradztwa finansowego, że niejako obok niego znajdują się także inne grupy zawodowe, jak np. pośrednik kredytowy, pośrednik finansowy lub agent/broker ubezpieczeniowy, także podlegające „homologacji” zawodowej. Ich funkcjonowanie w ramach dyrektywy MiFID II również się zmieni, jak widać to w przytoczonych wyżej przepisach. Pośrednik bowiem finansowy (np. kredytowy) działający w imieniu banku lub SKOK’u (instytucji kredytowej) będzie zobowiązany postępować zgodnie z normami wyznaczonymi w tej dyrektywie.

Jej natomiast rozwinięciem są wytyczne ESMA z marca 2016 r. dotyczące oceny wiedzy i kompetencji. Zakres tych wytycznych obejmuje takie instytucje, jak m.in.: firmy inwestycyjne (tj. biura i domy maklerskie), instytucje kredytowe (tj. banki i SKOKi) oraz firmy zarządzające przedsiębiorstwami zbiorowego inwestowania w zbywalne papiery wartościowe (tj. towarzystwa funduszy inwestycyjnych). Jeśli chodzi o aspekt homologacyjności, to ESMA wyraźnie wskazuje, że za tzw. „odpowiednie kwalifikacje” należy rozumieć „pozytywne zaliczenie testu kwalifikacyjnego bądź odbycia szkolenia spełniającego kryteria określone” w wytycznych ESMA. Nie będziemy w tym miejscu przytaczali tego 13 stronicowego dokumentu, lecz wskażemy na te elementy, które wyznaczają procedurę homologacji.

 

Procedura homologacyjna

ESMA w swoich wytycznych stwierdza wprost, że są one wydane na podstawie art. 16 rozporządzenia w sprawie ESMA i wymagane na podstawie art. 25 ust. 9 MiFID II. Zgodnie z art. 16 ust. 3 tego rozporządzenia właściwe organy i uczestnicy rynku finansowego muszą dołożyć wszelkich starań, aby zastosować się do tych wytycznych. Dalej, zobowiązano państwa członkowskie do tego, by właściwe organy, do których wytyczne mają zastosowanie, powinny zapewnić zgodność z nimi. Włączając je do swoich praktyk nadzorczych, w tym w szczególności w tych obszarach, w których poszczególne wytyczne są skierowane głównie do uczestników rynku finansowego. Widać zatem, że powyższe postanowienia nie są fakultatywne lecz obligatoryjne. ESMA wprowadza więc katalog zasad ogólnych, wskazując m.in. że:

– poziom i zakres wiedzy oraz kompetencji oczekiwany od osób udzielających doradztwa inwestycyjnego powinny być wyższe niż u osób, które jedynie udzielają informacji o produktach i usługach inwestycyjnych;

– firmy powinny zapewnić, by pracownicy świadczący odpowiednie usługi posiadali wiedzę i kompetencje niezbędne do spełnienia właściwych wymogów prawnych i regulacyjnych oraz standardów etyki biznesu;

– firmy powinny zapewnić, by pracownicy znali, rozumieli i stosowali wewnętrzne polityki i procedury firmy przewidziane do zapewnienia zgodności z MiFID II oraz

– firmy powinny zapewnić, by pracownicy posiadali niezbędną wiedzę i kompetencje do wykonywania swoich obowiązków, odpowiadające zakresowi i stopniowi świadczonych usług.

Następnie ESMA wprowadza szereg kryteriów dotyczących wiedzy i kompetencji pracowników udzielających informacji o produktach inwestycyjnych, usługach inwestycyjnych lub usługach dodatkowych. Wyszczególnione są także kryteria dotyczące również wiedzy i kompetencji pracowników udzielających doradztwa inwestycyjnego. To co jednak nas interesuje, to pewne wymogi organizacyjne dotyczące oceny, utrzymania i doskonalenia wiedzy i kompetencji, bowiem one wyznaczają ową procedurę homologacji. Przytoczmy część z nich.

Owa procedura „homologacyjna” powinna wprowadzać wyraźne rozróżnienie pomiędzy komórkami udzielającymi doradztwa inwestycyjnego a udzielającymi informacji. Pracownicy świadczący w tych komórkach usługi na rzecz klientów muszą być weryfikowani poprzez ocenę odpowiednich kwalifikacji i odpowiedniego doświadczenia w ramach świadczenia usług na rzecz klientów. Pracownicy ci powinni podlegać, co najmniej raz w roku, wewnętrznemu lub zewnętrznemu przeglądowi ich potrzeb pod względem rozwoju i zdobywania doświadczeń, jak również w zakresie ocen zmian regulacyjnych i podejmowanych działań niezbędnych do spełnienia nowo wprowadzonych wymogów. Efektem takiego przeglądu musi być to, by pracownicy ci posiadali odpowiednie kwalifikacje i podtrzymywali oraz pogłębiali swoją wiedzę i kompetencje, uczestnicząc w ustawicznym doskonaleniu zawodowym lub szkoleniach, a także w specjalnych szkoleniach wymaganych przed rozpoczęciem oferowania nowych produktów inwestycyjnych przez firmę.

Wprowadzono ponadto nakaz, by pracownicy przekazywali na żądanie organu nadzoru dokumentację dotyczącą ich wiedzy i kompetencji w zakresie świadczenia usług na rzecz klientów. W przypadku nie uzyskania przez danego pracownika niezbędnej wiedzy i kompetencji umożliwiających mu świadczenie odpowiednich usług, wprowadzono zasadę, by pracownik ten nie mógł świadczyć odpowiednich usług lub mógł je świadczyć wyłącznie pod nadzorem. Zakres i częstotliwość nadzoru powinny być współmierne do posiadanych kwalifikacji i doświadczenia danego pracownika pracującego pod nadzorem i mogą obejmować, w stosownych przypadkach, nadzór podczas spotkań z klientami i monitorowanie innych form komunikacji, np. korespondencji telefonicznej i elektronicznej. Wprowadzono także zasadę, by w pracownik nadzorujący innego pracownika posiadał niezbędną wiedzę i kompetencje wymagane wytycznymi ESMA i niezbędne umiejętności oraz zasoby do działania w charakterze kompetentnej osoby nadzorującej. Nadzór powyższy ma odpowiadać charakterowi usług świadczonych przez pracownika i uwzględniać te spośród wymogów określonych w wytycznych, które są istotne z perspektywy tych usług. Wzmocnione ma to być tym, by pracownik nadzorujący ponosił pełną odpowiedzialność za świadczenie odpowiednich usług przez pracownika będącego pod jego nadzorem, w tym by odpowiadał za podpisanie dokumentu potwierdzającego odpowiedniość w przypadku jej udzielania. W końcu procedury „hologacyjne” powinny zapewnić, by pracownik, który nie zdobył niezbędnej wiedzy lub kompetencji w zakresie świadczenia odpowiednich usług, nie mógł świadczyć tych usług pod nadzorem przez okres dłuższy niż 4 lata (lub krótszy, jeżeli zażąda tego organ nadzoru).

Powyższa procedura homologacyjna ma na celu wyszkolenie wśród pracowników znajomości cech i charakterystyk, w tym potencjalnego ryzyka, oferowanych produktów. Wykształcenia wśród nich świadomości potencjalnych sytuacji, w których powstają konflikty interesów oraz wiedzy, jak postępować w takim przypadku; jak również wiedzy o potencjalnych sytuacjach, w których firma może przekazywać lub otrzymywać zachęty finansowe i wymogów prawnych regulujących tego rodzaju postępowanie. Tak przygotowany pracownik podlega monitorowaniu w zakresie oceny uwzględniania przez niego wszystkich aspektów wymogów dotyczących odpowiedniości danego produktu inwestycyjnego w świetle jego charakterystyki. Regularny monitoring pracowników świadczących usługi doradztwa ma na celu stwierdzenie, czy wykazują oni: zdolność zadawania odpowiednich pytań klientowi w celu ustalenia jego celów inwestycyjnych, sytuacji finansowej oraz jego wiedzy i doświadczenia; zdolność wyjaśnienia klientowi ryzyka i korzyści związanych z danym produktem lub strategii; zdolność porównywania wybranych produktów pod względem warunków i ryzyka, tak by móc wybierać produkt najbardziej odpowiadający profilowi klienta.

W celu zapewnienia pracownikom posiadania „odpowiednich kwalifikacji” niezbędne jest ustawiczne lub regularne doskonalenie umiejętności zawodowych. Wspomniana bieżąca ocena będzie obejmowała użycie uaktualnionych materiałów i polegała na sprawdzeniu wiedzy pracowników dotyczącej, na przykład, zmian regulacyjnych, nowych produktów i usług dostępnych na rynku. Bieżąca ocena: może obejmować szkolenia w formie kursów, seminariów, niezależnych studiów lub nauczania, oraz obejmuje pytania weryfikacyjne mające wykazać, że pracownicy mają niezbędną wiedzę i kompetencje. Firmy inwestycyjne weryfikują odpowiedniość bieżącego doskonalenia ustawicznego zapewnianego pracownikom świadczącym odpowiednie usługi.

 

Frontem…, czyli homologacją do klienta

Chcemy podkreślić, że wraz z zanikaniem ery bezrefleksyjnego, generującego misselling doradztwa finansowego pojawiać się zaczną nowe zwyczaje, lub, by lepiej rzec, obyczaje  rynkowe. Mianowicie, doradca finansowy, by mógł nim być i tak się tytułować, będzie musiał spełniać szereg wymogów określonych w dyrektywie MiFID II i wytycznych ESMA. Jeśli będzie postępował inaczej, w tym również naruszając postanowienia dyrektywy, będzie podlegał sankcjom karnym i administracyjnym wynikającym z dyrektywy. Stwierdza ona wprost, że Państwa członkowskie zapewniają, aby w przypadku naruszenia obowiązków mających zastosowanie do firm inwestycyjnych, operatorów rynku, dostawców usług w zakresie udostępniania informacji i instytucji kredytowych, w związku z usługami inwestycyjnymi lub działalnością inwestycyjną i usługami dodatkowymi, oraz oddziałów firm z państw trzecich, kary i inne środki mogły być stosowane, na warunkach określonych w prawie krajowym w obszarach niezharmonizowanych niniejszą dyrektywą, w stosunku do członków organu zarządzającego firm inwestycyjnych i operatorów rynku oraz wszelkich innych osób fizycznych i prawnych, które na mocy krajowego prawa są odpowiedzialne za naruszenie.

Katalog sankcji za takie naruszenie jest bardzo bogaty i obejmuje, m.in.:

– podanie do publicznej wiadomości informacji wskazującej osobę fizyczną lub prawną oraz charakter naruszenia;

– nakaz zobowiązujący osobę fizyczną lub prawną do zaprzestania danego postępowania oraz do powstrzymania się od ponownego podejmowania tego postępowania;

– czasowy lub – w przypadku poważnych, wielokrotnych naruszeń – stały zakaz sprawowania funkcji zarządczych w firmach inwestycyjnych nałożony na członka organu zarządzającego firmy inwestycyjnej lub inną osobę fizyczną, uznanych za odpowiedzialnych;

– w przypadku osoby prawnej maksymalna administracyjna kara pieniężna w wysokości co najmniej 5 000 000 EUR, lub, w państwie członkowskim, którego walutą nie jest euro, równowartość tej kwoty w walucie krajowej na dzień 2 lipca 2014 r., lub do wysokości 10 % całkowitego rocznego obrotu danej osoby prawnej ustalonego na podstawie ostatniego dostępnego sprawozdania finansowego zatwierdzonego przez organ zarządzający;

– w przypadku osoby fizycznej, maksymalna administracyjne kara pieniężna w wysokości co najmniej 5 000 000 EUR lub, w państwie członkowskim, którego walutą nie jest euro, równowartość tej kwoty w walucie krajowej na dzień 2 lipca 2014 r.;

– maksymalne administracyjne kary pieniężne w wysokości równej co najmniej dwukrotności kwoty korzyści uzyskanych w wyniku naruszenia, w przypadku, gdy ustalenie kwoty uzyskanych korzyści jest możliwe.

Jest oczywiste, że w przypadku, gdyby dane naruszenia nie były wprost wykrywalne przez organa nadzoru, to w sukurs im mają przychodzić, tzw. gwizdkowcy („whistleblowing”). Mianowicie, państwa członkowskie mają zapewnić ustanawianie skutecznych mechanizmów umożliwiających zgłaszanie właściwym organom potencjalnych lub rzeczywistych naruszeń przepisów rozporządzenia (UE) nr 600/2014 oraz przepisów prawa krajowego przyjętych w dyrektywie MiFID II. Mechanizmy, te obejmować mają co najmniej:

a) szczególne procedury odbierania zgłoszeń w sprawie potencjalnych lub rzeczywistych naruszeń oraz działań następczych, w tym ustanowienie bezpiecznych kanałów komunikacji dla takich zgłoszeń;

b) odpowiednią ochronę pracowników instytucji finansowych, którzy zgłaszają naruszenia popełnione w danej instytucji finansowej, przynajmniej przed odwetem, dyskryminacją lub innymi rodzajami nieuczciwego lub nierzetelnego traktowania;

c) ochronę tożsamości zarówno osoby dokonującej zgłoszenia naruszeń, jak i osoby fizycznej, której zarzuca się popełnienie naruszenia, na wszystkich etapach procedur, chyba że ujawnienie informacji jest wymagane prawem krajowym w kontekście dalszego dochodzenia lub późniejszego postępowania administracyjnego lub sądowego.

Te trzy, w sumie krótkie, ostatnie punkty wyraźnie zatem wskazują, że będzie opłacało się być frontem… (tj. homologacją) do klienta. Bo przecież zawsze będzie można się postarać, by taka lub inna koleżanka lub taki bądź inny kolega sporządzający plan finansowy dla klienta bez owej homologacji musieli za ten fakt uiścić ca. 5 mln euro, będącą ceną za beztroskę. (Bruksela pisze bez ogródek, że W szczególności właściwym organom należy przyznać uprawnienia do nakładania kar pieniężnych, które są odpowiednio wysokie, aby zniwelować ewentualne oczekiwane korzyści oraz aby pełniły one funkcję odstraszającą nawet dla dużych instytucji i ich kierownictwa.) Znajomi czy przyjaciele z tego samego biura będą w takich przypadkach niezwykle czujni i jak to tradycyjnie bywa „życzliwi”, szczególnie że „Państwa członkowskie wymagają, aby firmy inwestycyjne, operatorzy rynku, dostawcy usług w zakresie udostępniania informacji oraz instytucje kredytowe w związku z usługami inwestycyjnymi lub działalnością inwestycyjną i usługami dodatkowymi, oraz oddziały firm z państw trzecich posiadały odpowiednie procedury zgłaszania przez swoich pracowników potencjalnych lub rzeczywistych naruszeń wewnątrz podmiotu za pośrednictwem specjalnego, niezależnego i autonomicznego kanału. Potencjalne naruszenie może polegać wówczas na tym, że koleżanka (kolega) z sąsiedniego biurka, nie posiadająca (nie posiadający) odpowiedniej homologacji w zakresie tworzenia planu finansowego, poczyni wstępne przygotowania, by takowy plan przygotować. Z kolei, takiemu zgłaszającemu przypomni się, że kilka razy nie został przez taką koleżankę lub takiego kolegę zaproszony np. na imieniny. A jeszcze, że ma może wyższy kredyt hipoteczny do spłacenia niż ów niehomologowany „doradca finansowy”. I to należy traktować jako ogólną konkluzję powyższego tekstu.

Marcin Daniecki
Marcin Daniecki