Kiedy kara jest za mała

Wymiar sprawiedliwości (tak polski, jak i w innych krajach Europy) ma poważny problem. Wachlarz przestępstw i wykroczeń od wieków nie maleje. Skurczył się za to zbiór możliwych do zasądzenia kar, przez co wielokrotnie mamy wrażenie, że wyroki w sprawach nie tyle są za długie czy za krótkie, co po prostu – nieadekwatne.

Wymierzanie kary w średniowieczu. ©TopFoto / FORUM

Sama sprawa zaprzątała mi głowę już od dłuższego czasu, a bezpośrednią inspiracją do poruszenia tematu stał się wpis Krzysztofa Wołoszyna. Mimo że z Europy zniknęły oskarżenia o wiele czynów, które kiedyś były zakazane (homoseksualizm, uprawianie czarów), o tyle pojawiły się zupełnie nowe (wspomniane w linkowanym wpisie znęcanie się nad zwierzętami, piractwo i wiele innych przestępstw związanych ze światem cyfrowym). Ogromna większość nie uległa zmianie – morderstwa, kradzieże, gwałty, rozboje istnieją od tysiącleci. I nie zapowiada się, by miały zniknąć.

Natomiast za sprawą ewolucji praw człowieka cały czas zmniejsza się zbiór kar możliwych do zastosowania. Krótko mówiąc (i przepraszam tu prawników za wszelkie nieścisłości), możemy kogoś pozbawić wolności (lub ją ograniczyć, zasądzając prace społeczne), pieniędzy (nakładając karę grzywny) lub życia (choć w naszym kręgu cywilizacyjnym dotyczy to już tylko Stanów Zjednoczonych). W dodatku nałożenie kary nie pozbawia nas zazwyczaj wielu innych praw (co doskonale wykorzystuje Anders Breivik).

W starożytności i wiekach średnich możliwości było nieco więcej. Skazanych pozbawiono członków (zazwyczaj palców u rąk, uszu, języka i narządów płciowych), chłostano, piętnowano (zakucie w dyby) czy wypędzano. Wachlarz kar był szeroki, nieraz związany z formą przestępstwa, które delikwent popełnił. To też gwarantowało adekwatność i zabezpieczenie przed recydywą – jeśli za złamanie postu wybito komuś zęby, za kradzież obcięto rękę, a za gwałt genitalia, trudno było oczekiwać, że przestępca ponownie dopuści się występku.

Hiszpańska inkwizycja i torturowanie Żydów, 1475 rok. The Granger Collection, New York /FORUM

Hiszpańska inkwizycja i torturowanie Żydów, 1475 rok. The Granger Collection, New York /FORUM

W żadnym wypadku nie namawiam do powrotu do tego rodzaju praktyk. Niech jednak posłużą za pewną inspirację dla obecnego sposobu karania. Co tak naprawdę może być sankcją dotkliwą i adekwatną, a jednocześnie dostosowaną do obecnych warunków?

W Stanach Zjednoczonych zdarzały się wyroki zakazujące korzystania z urządzeń telekomunikacyjnych. Zazwyczaj dotyczyły one hakerów i miały charakter czasowy, jednak kilka lat temu sąd orzekł taką karę (jako dodatkową) wobec oskarżonego o praktyki pedofilskie w internecie – i był to zakaz dożywotni.

Wyobrażacie sobie zakaz korzystania z Facebooka lub Twittera? Być może brzmi to śmiesznie, ale idę o zakład, że dla niejednego byłaby to kara bardziej dotkliwa od grzywny finansowej. Ba – mnie pozbawiłaby możliwości wykonywania pracy!

Może zabrzmi to nieco niehumanitarnie, ale warto też zastanowić się nad nową formą piętnowania. Obywatelską formę podjęła grupa monitorująca internetowych hejterów. Zbudowali stronę, na której, obok komentarzy obrażających Jarosławia Kuźniara czy Tomasza Lisa publikowali zdjęcia ich autorów. Na działce, z dzieckiem, przy choince.

Oczywiście niekoniecznie musimy ograniczać się do internetu – i myślę, że po przełamaniu niektórych tabu moglibyśmy stworzyć szeroką listę kar dotkliwych, pouczających, a przy tym humanitarnych. Ale tę kwestię pozostawię już wyobraźni czytelników.

Mateusz Szymański
Mateusz Szymański